Daj cynk
Reklama

Artykuły

Pluszowy airsoft

Felietony, 10.12.2017, h. 12:00, dodał: Wacol
51

Przy okazji tekstu o savoir-vivre w airsofcie, w komentarzach wywiązała się dość żywiołowa dyskusja na temat szeroko rozumianego bezpieczeństwa - strzelania z bliskiego dystansu, stosowania MED i tym podobnych aspektów ściśle połączonych z BHP. Dla wielu graczy zagadnienia te należą do kontrowersyjnych. Dlatego też zdecydowaliśmy się wziąć ten temat "na warsztat" i napisać o nim kilka słów.



Dzisiaj mamy do czynienia z dwiema przeciwstawnymi postawami. Przedstawiciele pierwszej optują za przestrzeganiem minimalnego dystansu starcia, ograniczeniami prędkości wylotowej i powstrzymywaniem się od strzału na bliskim dystansie. Niezgadzający się z nimi wychodzą z założenia, że replika to nie ekskluzywna wersja podwórkowego patyka znanego z dzieciństwa, ale dość kosztowna zabawka, służąca przede wszystkim do strzelania podczas spotkań.

Żeby zrozumieć istotę obecnych różnic światopoglądowych, musimy nieco cofnąć się w czasie. Mniej więcej o około 12-13 lat.

 

Na początku było tak...

Dawno, dawno temu, kiedy na strzelankach królowały "elektryki" od Tokyo Marui, Classic Army oraz - sporadycznie widziane i dość awaryjne - ICS, sprawy związane z bezpieczeństwem mało komu spędzały sen z powiek. Graczy było niewielu, a prędkości wylotowe rzadko kiedy przekraczały zawrotne 330 fps (w przypadku Marui należało się liczyć nawet z V0 równemu 250 - 290 fps). Z uwagi na powyższe, całkiem łatwo można było porozumieć się co do zasady "werbalnej sygnalizacji możliwości oddania strzału, ale powstrzymania się od niego na bliskim dystansie z uwagi na dobro przeciwnika", zwaną potocznie "zasadą pif-paf". Ludzie raczej powszechnie ją respektowali i jakoś to działało.

A jak ktoś się bardzo bał, to kupował sobie maskę do paintballa i wszyscy byli zadowoleni.

 

http://wmasg.pl/var/images/751751/751792/main.jpeg

Operation SNAFU Charlie - Trzeci raz „SNAFU”, pierwszy raz „Operation”

 

Kłopotów należało spodziewać się ze strony nowych graczy, którzy jeszcze nie zdążyli odpowiednio "okrzepnąć", ale oni raczej nie mogli nikogo konkretnie uszkodzić, gdyż przeważnie stać ich było tylko na tanie "springi" i to w wydaniu pistoletowym. Szczyt możliwości finansowych większości ówczesnych żółtodziobów to sprężynowe MP5A3 od Marui. A że na pojedynczą kulkę starszy stażem gracz odpowiadał wypruciem całej serii, to nowicjusze aż tak dużo znowu nie strzelali. Był co prawda jeszcze gazowy Ruger MK1 od KJW, wyciągający pewne przyzwoite wartości rzędu 380 FPS, ale to szpetne dziwactwo kupowali wyłącznie tacy desperaci jak ja.

Zastany porządek po raz pierwszy zatrząsł się w posadach na początku roku 2006, kiedy niejaką popularność zaczął zdobywać R5 (MP5A5) od Wella z metalowym, standardowym GB V2 - pierwszy AEG o chińskim rodowodzie, z którym dało zrobić się coś więcej niż popsuć go na pierwszej strzelance i nawet kogoś z niego ustrzelić. Zresztą kilka miesięcy później pojawił się kultowy CM.028 i szaleństwo rozpętało się na całego. Kto tylko był w stanie zostawić w sklepie 350 - 400 PLN zatracał się w radosnej orgii obsiewania kulkami wszystkiego w zasięgu wzroku, kompensując sobie miesiące żmudnego "pompowania".

 

http://wmasg.pl/var/images/751751/751783/main.jpeg

Operation SNAFU Charlie - Trzeci raz „SNAFU”, pierwszy raz „Operation”

 

Dość szybko plastikowe budżetówki przestały jednak wystarczać. Niska cena nie mogła zrekompensować wszystkich niedogodności. Kiedy sklepy zalewały dostawy kolejnych generacji chińskiego sprzętu, ludzie byli wygłodniali stalowych korpusów, drewnianych okładzin i części do tuningu swoich nowych nabytków. O ile wcześniej upgrade to była taka "strefa VIP" dla nielicznych spośród nielicznych, tak od roku 2007 "grzebanie" w GB stało się zjawiskiem masowym, bo dzięki taniejącym częściom zamiennym, praktycznie każdy mógł sobie pozwolić na wymianę sprężyny, gumki HU i kilku innych, podstawowych części. Czasami była to też smutna konieczność, bo - podobnie jak dzisiaj - kulturę pracy wielu tańszych replik da porównać tylko pralki na pełnych obrotach, do której wrzucono cegłę.

W ten sposób płynnie przechodzimy do czasów tzw. "wyścigu FPS" i przyczyn dzisiejszego podziału.

 

Twarde reguły miękkiego powietrza

Można pokusić się o stwierdzenie, że tzw. "pluszowi" to konserwatywni zwolennicy staroszkolnej dyscypliny z dawnych lat (chociaż po prawdzie to z nią też różnie bywało). Ograniczenia prędkości wylotowej, powstrzymywanie się od strzału, żeby nie uszkodzić przeciwnika... To wszystko wymaga nielichego opanowania i zaufania do oponenta, że on też zachowa zimną krew.

Sam tyle razy się na tym zawiodłem, że praktycznie odpuściłem sobie rycerskie zachowania w stosunku do nieznajomych graczy.

 

Dystans 5 metrów

Tak wygląda sylwetka na dystansie 5 metrów. Optycznie może wydawać się nieco dalej, bo aparat przekłamuje perspektywę, ale po proporcjach możecie ocenić, że nie jest to tak blisko, jak wielu ludzi myśli.

 

Problem polega na tym, że to szlachetne podejście działa tylko podczas spotkań, w których uczestniczą dobrzy znajomi. Kameralne strzelanki w gronie kilku zaprzyjaźnionych ekip - tam to działa wyśmienicie. Kilkanaście lat temu tak właśnie wyglądała większość strzelań, i z tego powodu łatwiej było egzekwować "sportowe" zachowania. Kiedy zaś pojawia się czynnik anonimowości, to zaczyna dochodzić do nadużyć.

Jeżeli anonimowość to według Was za mało, dodajcie do niej dysproporcje w doświadczeniu poszczególnych graczy, pomnóżcie wynik przez liczbę "zielonych" i otrzymujecie listę możliwych sytuacji konfliktowych spowodowanych różnicami w oczekiwaniach.

 

Dystans 10 metrów

Widok sylwetki z 10 m (teoretycznie MED dla 430 FPS).

 

Kilka razy zdarzyło się, że zaskoczony przeze mnie gracz uciekł tuż spod lufy i odesłał mnie do respa, bo "trzeba było strzelać". Kiedy indziej, kto inny miał do mnie pretensje, że zdjąłem go, jak zaczynał do mnie krzyczeć z 5 metrów "bo nie chciał mi zrobić krzywdy". Na załączonych obrazkach możecie zobaczyć, ile to jest 5 metrów.

Nawiasem mówiąc, z mojej subiektywnej obserwacji wynika, że ludzie mówiąc "psychol strzelił do mnie z PIĘCIU metrów!" najczęściej mają na myśli dystans rzędu dwóch, może trzech.

 

Dystans 15 metrówWidok sylwetki z 15 m.

 

Takie sytuacje to w sumie standard. Wiele krwi psuje tzw. MED, czyli minimalny dystans starcia (ang. minimum engagement distance). Z MED jest tak, że nawet jak już znajdzie się ktoś, kto potrafi ową zmienną policzyć, to najczęściej nie umie wykorzystać tej wiedzy w praktyce, bo nagle okazuje się, że te tak często przywoływane "5 metrów", to wcale nie tak mało.

Najczęściej spotkałem się z takim wzorem na wyliczanie MED:

MED [dystans w m] = (x fps - 330 fps) / 10

I w ten sposób uzyskuje się dystans w metrach, z jakiego można bezpiecznie prowadzić ostrzał. W teorii idyllicznego, pluszowego świata wszystko wygląda bardzo ładnie i pięknie, ale ocenić tej odległości podczas gry, gdzie liczą się ułamki sekund po prostu się nie da. Zwłaszcza, jak się okazuje, że "Twój" MED wynosi siedem, osiem, dziewięć i więcej metrów. Zanim to sobie oszacujesz, będziesz w drodze do respa.

Poza tym gro zębów w "dawnych czasach" zostało wybitych przez stockowe repliki CA lub Marui, z których według tego wzoru można strzelać serią z przyłożenia, bo ich dystans minimalny ulokował się gdzieś pomiędzy komorą HU a wylotem lufy.

Co więcej, sam nie raz i nie dwa spotkałem się z nagięciem MED. Najczęściej przez ludzi, którzy stali za daleko, albo nie mieli czystego strzału, ale i tak musieli wszem i wobec pochwalić się swoją litością dla przeciwnika, którego "prawie już mieli".

 

Dystans 20 metrów

Widok sylwetki z 20 m.

 

Oczywiście można sobie ustalić MED "na sztywno", ale to też daje spore pole do popisu dla niezadowolonych - a to replika za mocna i dystans za krótki, a to replika za słaba i dystans zbyt długi.

Gracze "pluszowi" swoje stanowisko motywują tym, że bezpieczeństwo w airsofcie to podstawa, a kulka to nie tylko ryzyko wybitego oka czy zęba, ale też siniaki, krwotoki wewnętrzne, możliwość uszkodzenia bębenka, aorty, paznokci i wielu, wielu innych. Zasadniczo nie można się z tym nie zgodzić, bo wiele z ich argumentów brzmi rozsądnie. Niestety, w ich rozumowaniu znajdzie się kilka luk, co potwierdzi chyba każdy, to oberwał kiedyś w CQB z teoretycznie słabej repliki stuningowanej tak, żeby wyciągnąć z niej jak najwyższą szybkostrzelność. Nic miłego. Nie polecam.

A poza tym plastikowe kulki, to wcale nie największa zagrożenie podczas zlotów i strzelanek.

 

Druga strona barykady

Istnieje kilka kontrargumentów na zarzuty "pluszaków" odnośnie brutalności na strzelaniach i śmiercionośnych właściwości replik.

Wyliczanka zaczyna się od tego, że każdy gracz sam odpowiada za swoje bezpieczeństwo - można kupić sobie okulary balistyczne, maskę na twarz, szal snajperski, kask, ochraniacze na kolana i rękawiczki. Nawet suspensor do sportów walki, jeśli taka wola. Jasne, wiąże się to z dodatkowym kosztem, ale jeżeli zaś ktoś postanawia "sępić", to powinien mieć pretensje tylko do siebie za takie, a nie inne priorytety.

W imię czego inni gracze mają troszczyć się o człowieka, który własne zdrowie ceni tak nisko, że zaopatrzył się tylko w parę tanich okularów ochronnych i ma pretensje, że airsoft czasem boli? Można edukować. Można tłumaczyć. A na koniec i tak okazuje się, że w wielu wypadkach wiedza do wnętrza czerepu dociera dopiero przez dziurę na środku czoła.

 

Dystans 25 metrów

Widok sylwetki z 25 m.

 

Co do do dobywania repliki bocznej. Tutaj przewija się opinia, że nosi się ją dla siebie na wypadek awarii głównej repliki lub dla większej wygody operowania krótszym narzędziem w ciasnych miejscach, a nie z miłosierdzia dla przeciwnika. Szybciej jest oddać strzał w środek masy ciała, często dodatkowo chroniony magazynkami i kamizelką, niż bezskutecznie szarpać się z kaburą.

Na podobny kontrargument natrafia też "zasada pif-paf" - nie po to dźwiga się tę replikę za grube pieniądze, żeby krzyczeć do siebie tak samo, kiedy ganiało się po podwórku z przygodnym kijkiem za kartonowymi pudłami udającymi Rudego 102. Pamiętacie, czy już zapomnieliście jak to było? "Ja nie dostałem! Ty dostałeś!"

 

Dystans 30 metrów

Widok sylwetki z 30 m.

 

Nie da się odmówić tym twierdzeniom słuszności. Każdy jest przecież odpowiedzialny za swoje czyny, a airsoft to gra kontaktowa. Przychodząc na strzelanie, każdy z nas godzi się na ryzyko bolesnego oberwania z niewielkiej odległości. Należy nawet liczyć się z tym, że jakimś cudem zaskoczymy snajpera, który spanikuje.

Nie byłem nigdy świadkiem takiego wydarzenia, ale raz widziałem jego efekt. Facet oberwał na Tomaszowie 2009 w środek czoła. Wyglądał jak jednorożec z białą kulką wystającą z rogu.

Pytanie brzmi  - czy dla stosunkowo rzadkich wypadków trzeba implementować w Polsce iście brytyjskie reformy?

Zresztą, moim zdaniem i tak w pierwszej kolejności należy się obawiać połamania nóg w jakimś wykrocie, czy rozbicia głowy o wystające elementy konstrukcji budynków, a nie sporadycznych sytuacji związanych z potyczkami na bliskich dystansach. Jeżeli chodzi o repliki, to jestem w stanie przywołać z pamięci kilka wybitych zębów i parę kulek wbitych w skórę - urazy bolesne, ale niezagrażające bezpośrednio zdrowiu ani życiu. Znam za to kilka historii ze strzelanek, gdzie doszło do tragedii (lub było blisko). Nikt na szczęście nie zginął, choć raz czy dwa niewiele brakowało. Przykłady? Proszę bardzo:

  • 2006: Podczas strzelanki w opuszczonym budynku Budomelu, uciekając przed ostrzałem, kolega JimBO przez niezabezpieczony szyb windy spadł z I piętra do piwnicy. Połamał obie nogi w pięciu miejscach. Z tego, co pamiętam, to po 2 latach od wypadku jeszcze nie był w stanie biegać. Swego czasu bardzo głośna sprawa w poznańskim środowisku. Teren został później wyłączony z rozgrywek.
  • 2007: Grając na starym, pruskim poligonie na ul. Chemicznej w Poznaniu, kolega Wombat potknął się i stoczył z wału, uderzając głową w drzewo. Stracił przytomność. Przed poważniejszym urazem ochronił go plastikowy wkład z hełmu M1, który miał na głowie. Co ciekawe, będąc na granicy świadomości, zdążył jeszcze poprosić innego gracza o wyłączenie kolimatora.
  • 2009: Na Forcie IV w Poznaniu, biegłem przez łąkę, potknąłem się o coś leżącego w perzu i tak mocno uderzyłem kolanem w kamień leżący na dnie dołu, do którego wpadłem, że z ochraniacza Alty wyrwało skorupę. Staw na szczęście ocalał.
  • 2014: Znowu ul. Chemiczna. Kolega Dziadek tak niefortunnie zaplątał stopę w korzeń, że skręcił kostkę i połamał piszczel, kiedy zmieniał kierunek biegu. Niestety oznaczało to dla niego koniec kariery w ASG.

Takich historii pewnie znalazłoby się więcej, ale ograniczyłem się do tych, gdzie jestem w stanie potwierdzić autentyczność wydarzeń. Kiedyś zdarzyły się jeszcze ze dwa upadki z bunkra, ale jakimś cudem skończyło się na strachu, siniakach i połamanej replice. W każdym razie -  urazy polegające na oberwaniu z bliska, nawet w najbardziej pechowy sposób raczej nie umywają się do możliwych uszkodzeń ciała w wyniku nieszczęśliwego splotu wydarzeń.

I to właśnie jest to, czego należy się obawiać i przed czym należy się chronić. Oczywiście dobra osłona oczu i szczęki przydaje się swoją drogą, ale nie dajmy się zwariować i wmówić sobie, że plastikowe kulki wystrzeliwane z karabinów-zabawek to narzędzia zagłady.

 

http://wmasg.pl/var/images/751751/751780/main.jpeg

Operation SNAFU Charlie - Trzeci raz „SNAFU”, pierwszy raz „Operation”

 

Identycznie jak po stronie "pluszowej", także i u "twardogłowych" zdarzają się ekstremiści. Tamci twierdzą, że strzelanie do siebie seriami przy limitach CQB ociera się o próbę morderstwa. Tutaj też zdarzają się srogie przegięcia, tyle że w drugą stronę. Chyba każdy, kto bawi się w ASG trochę dłużej miał styczność przynajmniej z jednym "hardkorem", który pomylił weekendowe spotkania niedzielnych komandosów z prawdziwą wojną. Mowa o ludziach, którzy rozstrzeliwują innych graczy długimi seriami z tuningowanych replik, a później jeszcze narzekają, że komuś może się to nie podobać. Pomijam tu oczywiście przypadki, kiedy ktoś wyskoczył strzelcowi pod lufę, bo chodzi mi o celowe działanie. Niektórzy muszą w ten sposób najwyraźniej kompensować życiowe porażki, czy takie tam naturalne niedostatki.

Kilka razy usłyszałem też, że z pewnością zaliczam się do grona waginosceptyków, bo noszę maskę na twarzy, a tylko przedstawiciele mniejszości seksualnych boją się plastikowej kuleczki. Na blizny w końcu pomoże broda, a ząb zawsze można sobie dosztukować u dentysty. A potem siedź człowieku przed klientem szczerbaty, z twarzą pryszczatą jak nastolatek, bo jesteś przecież airsoftowym bohaterem.

 

I jak tu się dogadać?

Różnice były, są i będą. Jeden ma takie oczekiwania wobec hobby, drugi ma inne. Jeden ma wyższy próg bólu, drugi niższy. Grunt to nie zmuszać pozostałych graczy do "jedynego słusznego" sposobu gry.

W Polsce nie ma - na szczęście - żadnych odgórnych regulacji ani związków sportowych narzucających wszystkim członkom środowiska zbiory konkretnych reguł. Większość ludzkiej populacji to istoty w mniejszym lub większym stopniu myślące i posiadające zdolność komunikacji z pozostałymi przedstawicielami swojego gatunku. Dzięki temu mamy do wyboru kilka opcji, które pozwolą nam uniknąć konfliktów i błędnych wyobrażeń poszczególnych jednostek, co do charakteru danej gry.

 

http://wmasg.pl/var/images/751751/751754/main.jpeg

Operation SNAFU Charlie - Trzeci raz „SNAFU”, pierwszy raz „Operation”

 

Pierwszą z nich jest określenie jasnych i zrozumiałych reguł oraz przekazanie ich graczom PRZED spotkaniem. Wtedy każdy wie, jakie limity prędkości wylotowej obowiązują, jakich reguł bezpieczeństwa należy przestrzegać i jak wygląda gra od strony organizacyjnej. Wówczas ogranicza się sytuacje, kiedy ktoś czegoś nie wiedział i zrobił coś czego nie powinien, a komu innemu się to nie podobało, więc postanowił się śmiertelnie obrazić.

Taką praktykę stosują organizatorzy wielu imprez i wszyscy, którzy się tam pojawiają charakteryzują się przynajmniej pobieżną znajomością regulaminu. Jeżeli komuś nie podobają się konkretne rozwiązania, a za punkt honoru obiera sobie niepokorność i trwanie przy swoim, to po prostu nie przyjeżdża. Proste.

Swego czasu w Poznaniu naprawdę dobre imprezy urządzali Koledzy z ekipy Dzikusy. Od początku informowali, że będzie trochę "pluszowo" - MED, chronowanie i oznaczanie replik. Każdy wiedział, czego się spodziewać i poza ekstremalnymi wyjątkami, to większych scysji nie pamiętam. Jeżeli jakieś się zdarzały, to organizator przeważnie dość szybko interweniował.

 

http://wmasg.pl/var/images/751751/751772/main.jpeg

Operation SNAFU Charlie - Trzeci raz „SNAFU”, pierwszy raz „Operation”

 

Drugą możliwość uważam za trudniejszą, ale również wykonalną. Polega na wykorzystywaniu zdrowego rozsądku. Jeżeli pojawiam się na strzelaniu, które po prostu się wydarza i nie ma jednego, konkretnego organizatora (albo ów organizator nie wyjaśni reguł rozgrywki), to staram się przestrzegać takich zasad:

  • Kiedy strzelam do kogoś z takiego bliska, że mogę na 100% potwierdzić trafienie wzrokowo lub słuchowo, to robię to pojedynczo lub 3-kulkową serią w środek masy ciała. Ja oszczędzam amunicję, a przeciwnik zdrowie, które poświęciłby na pieklenie się.
  • Nie stosuję "zasady pif-paf", żeby uniknąć dyskusji (no, chyba że kompletnie wyszedłem z amunicji).
  • Staram się też zabezpieczyć na większość możliwych urazów - okulary balistyczne, maska, nakolanniki, szal maskujący/szalokominiarka, rękawice i nakrycie głowy.
  • Wyciągam replikę boczną na bliskim dystansie wtedy, kiedy mam czas (częściej jednak dzieje się to w wyniku awarii podstawowej repliki).
  • Jeżeli zdarza mi się kogoś faktycznie boleśnie potraktować bez powodu, to jeżeli tylko pojawia się możliwość (na miejscu/po rundzie/po grze) - przepraszam.

Jak na razie takie postępowanie się sprawdza jako złoty środek - ja nie obniżam własnej skuteczności i zachowuję podstawy kultury, a przeciwnicy nie mają mnie za psychola i nie stosują podświadomie "odpowiedzialności zbiorowej" wobec członków mojej strony/ekipy, nakręcając falę wzajemnej nienawiści. Fakt faktem nie mam mocno stuningowanej repliki (400-420 fps, zależy jak mocno ubije się sprężyna z biegiem czasu), a szybkostrzelność staram się trzymać na "realistycznym" poziomie.

Poza tym wszystko zależy od okoliczności - mimo że normalnie tego nie uznaję, to kilka razy dałem się w ostatnim czasie "spif-pafować", bo zostałem zaskoczony w takiej sytuacji, że postrzelenie mogłoby się skończyć mało ciekawie (np. wychodziłem z bunkra po drabinie i zleciałbym ze 3 metry w dół) i nie miałem jak się obronić.

Po prostu zdrowy rozsądek ma pierwszeństwo.

 

Słowem podsumowania

Racja - jak to przeważnie bywa - leży gdzieś pośrodku. Gracze "pluszowi" mają słuszne obawy o bezpieczeństwo podczas gier, a gracze "antypluszowi" nie chcą dopuścić do sytuacji, w której zamiast strzelać, będziemy zachowywać się jak malijscy żołnierze na poligonie.

Kiedyś bliżej było mi do "pluszowych". Teraz raczej już niezbyt mi z nimi po drodze. Wielu ludzi o takich poglądach po prostu przesadza, szukając zagrożenia tam, gdzie go nie ma i dopatrując się u innych morderczych skłonności. Na strzelankach bywam może rzadziej niż jeszcze kilka lat temu, ale na lokalnych grupach na FB albo na forum też nie czytam tak często o wypadkach, jak 6-7 lat temu. Świadomość ludzi wzrasta. Maski też sporo zmieniły na plus.

 

http://wmasg.pl/var/images/751751/751756/main.jpeg

Operation SNAFU Charlie - Trzeci raz „SNAFU”, pierwszy raz „Operation”

 

Jestem przeciwny podziałom w środowisku. Tak długo, jak będziemy obwiniać wyłącznie innych o swoje niepowodzenia czy sytuacje konfliktowe podczas strzelań, to niesnaski będą się zdarzać. Często błahy powód urasta potem do rangi problemu nie do rozwiązania. I to wyłącznie dlatego, że wszyscy milcząco założyli przed strzelaniem, że reszta na pewno zna zasady, według których ktoś tam gra od dłuższego czasu.

Niestety podczas zabawy trzeba znaleźć w sobie trochę cywilnej odwagi i w miarę możliwości wyjaśnić problematyczną sytuację na miejscu. Wylewanie żali w internecie nigdy nie pomaga, a tylko nakręca spiralę wzajemnych oskarżeń i cementuje podział na szlachetnych "nas" i nikczemnych "onych". A ludzie z syndromem "oblężonej twierdzy" nie są potrzebni w żadnym środowisku.

 

http://wmasg.pl/var/images/751751/751768/main.jpeg

Operation SNAFU Charlie - Trzeci raz „SNAFU”, pierwszy raz „Operation”

 

Tym, którym wydaje się, że rozłam w środowisku osiągnął iście tektoniczne rozmiary, to na pocieszenie mogę powiedzieć, że podczas gier sporadycznie widuję kłótnie spowodowane różnicami w podejściu do spraw bezpieczeństwa. Wygląda na to, że jest to głównie problem internetowy, stworzony przez "chairsoftowych" teoretyków, a większość graczy chce po prostu się dobrze bawić.

Ewentualnie wielu zajadłych zwolenników każdej z opcji podczas prawdziwej konfrontacji "wymięka" i lokuje się konformistycznie gdzieś bezpiecznie pośród tłumu, nie wychylając się zanadto.

Zatem - życzymy wielu udanych strzelań i jak najmniej sporów.

Jak zawsze jesteśmy ciekawi Waszego zdania.

 

Zdjęcia, których nie zrobiłem sam, pochodzą z tekstu Operation SNAFU Charlie - Trzeci raz „SNAFU”, pierwszy raz „Operation”

Ocena wszystkich (5.25, głosów: 12)

  • Dodaj do:
  • Facebook

Komentarze

Przejdź na koniec listy komentarzy
Maciejox 10.12.2017, h. 14:28 Maciejox
Nic mnie tak nie drażni jak pluszaki, to jest sport, w którym trzeba myśleć tak samo jak w każdym innym. Boisz się mocy swojej repliki, to nie składaj jej na 600fps jeśli nie potrafisz się nią posługiwać, albo bierz klamke i strzelaj. Jedyną możliwością niestrzelania jaką widzę jest wykorzystanie kompletnej nieuwagi przeciwnika i podejście do niego + klepnięcie ;) Jak masz 500fps to się nie zbliżasz na małe odległości, a jak masz do tych 400 z groszem to strzelaj, od tego nikt nie umarł. Z tego powodu preferuję cqb od lasu - biegasz i walisz do wszystkiego co się rusza bez względu na odległość mając 300-350fps i tyle w temacie. Ile to ja już miałem sytuacji że ktoś mnie pifpafuje na 10 metrów albo wchodzi do pomieszczenia z ze słownym prefire od samego już progu wypluwając z siebie pifpafpifpaf nie wiedząc nawet w którym miejscu tego pomieszczenia znajduje się przeciwnik. Chcesz żeby nie bolało - idź grać w warcaby czy inne szachy (bo piłka nożna, siatkówka czy koszykówka tez może zaboleć :V).
Sierioża 10.12.2017, h. 14:55 Sierioża
Gram już jakiś czas, nie najdłuższy, nie najkrótszy, ot parę lat i mało kiedy na strzelankach zdarzają się sytuacje w której ktoś piekli się na ilość FPSów jakie ktoś inny posiada.
Jeśli już się pojawiają to np. gdy ktoś dostanie w głowę z ok. 10m a nie miał na sobie czapki/patrolówki/hełmu czy nawet kominiarki i widać śliczną kropę na czole. Rzadziej, bo może raz czy dwa, sytuacje gdy na strzelankę CQB typowo towarzyską, gdzie wszyscy mieli do siebie zaufanie jako takie, zasady były ustalone ustnie, żadnego chrono, tylko szacunek do innych, przychodzi czyjś znajomy spoza towarzystwa i nagle okazuje się że a) gra łamiąc zasady (Walenie serią na taliba przy 400+ fps) b) Jego ego nie pozwala mu zrozumieć że dostał, jego kulka nie doleciała lub co innego.
Sam od prawie zawsze noszę maskę, czuję się z tym jakoś lepiej i pewniej, że ten ząb mi się ostanie, jednak poza tym nie mam prawie żadnych innych zastrzeżeń.
W moim środowisku częściej pojawiają się bolączki na osoby z nadmiernym ROFem w replikach, niż ich moc. Co innego dostać jedną kulką o mocy 500fps. a co innego 30-40 kulkami o mocy 400fps.
Dlatego my jak robimy jebankę to tylko semi-only, myślenie i umiejętności gry palcem, fullauto jest dla noobów i posiadaczy prosiaków :V I w ten sposób nie ma spin typu "A BO ON MI WYWALIŁ AUTO W RYJ Z 5 METRÓW"
Maciejox 10.12.2017, h. 15:22 Maciejox
Gdy sam organizuję strzelankę z ekipą również wdrażamy zasadę only-semi. Przede wszystkim gra jest dynamiczniejsza bo nikt nie ostrzeliwuje się seriami z hajkapów.
Ale czasem też jeździmy na strzelanki do innych drużyn, do innych miast i tam już full auto jest na porządku dziennym.
Sierioża 10.12.2017, h. 16:16 Sierioża
Pol_ 10.12.2017, h. 16:15 Pol_
Kolejny tekst z cyklu mamy oto dwie złe skrajności i złoty środek, gdzie autor przepisuje modne frazesy, kroczy delikatnie, żeby nikogo nie urazić i teoretycznie próbuje być obiektywny, ale w zasadzie popisuje się jedynie konformizmem.

Rzecz pierwsza: Prawda nie leży zawsze po środku. Leży tam gdzie się ją znajdzie, w różnych miejscach :P

Rzecz druga: Jakiej prawdy poszukuje autor? Gdyby autor pisał o początkach airsoftu, to faktycznie byłby to problem dotarcia do prawdy zatartej przez upływa czasu. Opisany przypadek to zwykły problem optymalizacyjny, czyli poszukiwanie takich rozwiązań, które będą maksymalizować satysfakcję z gry.

Rzecz trzecia: Nazywanie zwolenników jednego poglądu pluszakami, a ich wizji airsoftu pluszową, nie jest obiektywne i wyważone, ale zwyczajnie aroganckie i lekceważące z ciężkim ocieraniem się o obelgę. Dla równowagi może wprowadzimy termin airsoftu bez mózgu i airsoftowych bezmózgów. I jak, przyjemnie, obiektywnie? ;)

Rzecz czwarta: Sprawdzanie wszystkiego do strachu przed bólem z jednej strony jest kompletnym i pewnie celowo złośliwym niezrozumieniem problemu. Brak zasad to też nieustanne awantury, pretensje, żale, pieszczotliwe wymiany „no chodź k...”, które przerywają grę, psują klimat, wprowadzają podziały i niechęć w środowisku z finałem z popisach internetowego napinactwa, które potrafi trwać wiele dni i tygodni po grze. To robienie z jakiejś tam lepszej lub gorszej symulacji walki strzeleckiej fju bździu, gdzie emka cqb może mieć moc czterotaku, szybkostrzelność minguna i zapas amunicji jak w czołgu. To w końcu mancraft wykręcony na 1000fps, który niewiele różni się od wiatrówki... ale w zasadzie to dlaczego nie przyjść z wiatrówką, skoro nie ma zasad... :O

Rzecz piąta: Na czym polega pluszowy i bezmózgowy airsoft? O jakich limitach i zasadach mówimy? Przeczytałem opasły tekst i nic konkretnego nie dowiedziałem się. Czy chronowanie replik przed grą jest pluszowe? Czy 400fps dla CQB to złoty środek, czy już skrajność? Dostaliśmy za to trochę ogólników w rodzaju: Jak kogoś boleśnie potraktuję to mówię przepraszam? A jak mam powód to nie mówię? A co jest takim dobrym powodem? Np. to, że ktoś wyskoczył mi blisko przed lufą, a ja bardzo chciałem wygrać? A na czym polega bolesne potraktowanie? Na krwiaczku, na rozciętej skórze, braku zęba, na wyciskaniu kulki z nosa, na interwencji chirurga, kiedy trzeba wyciągać kulkę ze środka ucha?

Można tak wymieniać dalej, niestety, ani powyższy tekst, ani jego punktowanie nie przybliża nas do rozwoju tego sportu.


PS. Jedna rzecz jest w tekście bardzo celna. Porzućmy zasadę pif paf, ponieważ przestała ona pełnić jakąkolwiek pożyteczną rolę i stała się niekończącym źródłem nadużyć, absurdów, sztuczności i konfliktów.
Na pewno masz rację co do punktu 3 - nazwanie opcji "pluszową" z góry przekreśla obiektywizm.
vim 10.12.2017, h. 17:17 vim
Kolego, chcesz wejść w polemikę, a nie zadałeś sobie trudu, żeby dokładnie zapoznać się z tekstem. W dodatku jesteś niekonsekwentny w swoich osądach, przekręcasz moje słowa i mieszasz je ze swoimi wyobrażeniami. Mocno zalatuje to demagogią

Czym są te rzekome "modne frazesy"? Gdzie jest ów "konformizm"? A "teoretyczny obiektywizm"? Nie miało być obiektywnie - taka natura felietonu.

A co do reszty Twojej wypowiedzi, to mocno pomieszałeś tam rzeczywistość z fantazją:

1) Nic nie pisałem o żadnej prawdzie. A tym bardziej o tym, że zawsze leży pośrodku.

2) Tu już zupełnie nie rozumiem, do czego chcesz się odnieść. Najpierw wymyśliłeś prawdę, a teraz dołożyłeś do tego jej poszukiwanie, tylko po to, żeby w dalszej części stwierdzić, że to, co wymyśliłeś, że ja wymyśliłem jest błędne i chodzi o coś zupełnie innego. Niech będzie.

3) To w końcu według Ciebie próbuję być obiektywny i "kroczę delikatnie żeby nikogo nie urazić", czy jednak nie? Do tego słowo "pluszowy" nie ma nacechowania pejoratywnego, ani nie jest obraźliwe. Możemy mówić, że co najwyżej w tym kontekście jest ironiczne albo sarkastyczne. "Bezmózg" jest już z kolei obraza. I to z gatunku tych cięższych.

Także chyba mamy inne definicje równowagi.

4) Napisałem, że nie chodzi tylko o "strach przed bólem", ale skoro nie doczytałeś, to trudno. Co do reszty - pisząc ten tekst założyłem pewną elementarną znajomość tematu, ujmującą to, że np. nie operujemy w próżni organizacyjnej. Najwyraźniej mój błąd.

5) Praktycznie wszystko masz napisane w tekście powyżej, ale skoro - jak udowodniłeś wcześnie - nie przeczytałeś go dość uważnie, to może dlatego nic z niego nie wyniosłeś. Cóż - zapraszam do ponownej lektury.

A, i żeby nie było niedomówień. Nie przepraszam tylko w jednym wypadku - kiedy dostanie się terminatorowi. Było się przyznać wcześniej.

Kończąc - na przyszłość tak nie będziemy dyskutować. Cała Twoja wypowiedź wygląda tak, jak gdybyś od początku nastawił się na to, żeby jak najzłośliwiej popisać się swoją bystrością. Niestety za bardzo chciałeś mi dopiec i nie odniosłeś się do tego, co napisałem, ale do tego, co chciałeś żebym napisał.

I nie nazywaj więcej ludzi bezmózgami, bo to mało kulturalne i niemile widziane.
Wacol 10.12.2017, h. 21:02 Wacol
@Wacol wydaje mi się, że bronisz swoich racji w zbyt ordynarny sposób. Argumentacja Pola do mnie trafia, zwłaszcza argumenty dotyczące operowania sformowaniem "pluszowy".
Buniek92 10.12.2017, h. 22:50 Buniek92
Waco masz rację, od połowy czytałem tekst po łebkach, przepraszam, poczułem się mózgowo osłabiony i chyba mocno straciłem zainteresowanie ;)

Fajnie, że nazwałeś mnie kolega, myślę że w airsofcie wszyscy jesteśmy kolegami i powinniśmy traktować siebie w sposób koleżeński, tylko nie wiem czy to było szczere, skoro dalej jestem demagogiem i czytam, że nie chcesz ze mną dyskutować. No chyba, że to takie szorstkie koleżeństwo demagogów :P

Wracając do polemiki:

„Racja - jak to przeważnie bywa - leży gdzieś pośrodku. Gracze "pluszowi" mają słuszne obawy o bezpieczeństwo podczas gier, a gracze "antypluszowi" nie chcą dopuścić do sytuacji, w której zamiast strzelać, będziemy zachowywać się jak malijscy żołnierze na poligonie.”

Używasz tu słowa racja, ale wygłaszasz tutaj i wyżej pewna tezę (prawdę) w rodzaju: pluszaki chcą bezpieczeństwa np. z MED, ale w zasadzie przesadzają i dzięki zdrowemu podejściu airosftu bez mózgu mamy pewne, zdrowe i bezpieczne zasady. Niestety tak nie jest, prawda jest taka, że europejski standard przewiduje dla okularów najwyższa klasę F, czyli odporność tylko na 0,9 J z przyłożenia. MED jest dobrany tak (przynajmniej na moich grach i w kalkulatorach), że kulka z momencie trafienia w cel nie powinna mieć więcej niż ok. 1 J. Dopóki nie przyjmiemy zasady „gogle only” gra bez MED jest zwyczajnie niebezpieczna i w przypadku problemów prawnicy nie powinni mieć problemu z rozszarpaniem paru ludzi. Tu leży prawda, z której wynikają dobre zasady. Nie pomiędzy Twoimi wymyślonymi strona sporo, ale po stronie rozumu.

Wacol ja stosuję MED, ale nie stosuję pif paf, nie wiem czy podpadam pod łatkę pluszaka, ale nawet taka możliwość nie podoba mi się. Znasz zasadę z USA, gdzie jednej Afro-Amerykanin może powiedzieć do drugiego „czarnuchu”, ale Euro-Amerykanin już nie. Uznaj, że w airosfcie jest tak samo „pluszak” może powiedzieć tylko pluszak do pluszaka, jak ma ochotę na bekę i ironie. ;) Ja nie mam i nie zamierzam, ale jeżeli ktoś chce tak zażartować z samego siebie to nie ma dla mnie problemu. Ty jednak nie możesz, a szczególnie na poważnie i tyle. Dopóki tego nie zrozumiesz będziesz dostawał airsoft bez mózgu, nie dlatego żeby kogokolwiek obrazić, ale dlatego, że niektórzy mają mentalność Kalego i dopiero odwrócenie ról otwiera mi oczy.

Napisz na drugi raz odważnie, ale z szacunkiem jak lubisz grać, albo jak Twoim zdaniem powinniśmy grać, przyjmij na klatę krytykę bez focha i będzie fajny felieton oraz rozwojowa dyskusja. Obydwoje chcemy tego samego, dobrej gry ;)
Pol_ 11.12.2017, h. 03:52 Pol_
Dzięki za tym razem rzeczowy komentarz. Nie lubię dyskusji, w której interlokutor zamiast odnieść się do tego, co napisałem, odpowiada na własne interpretacje moich wypowiedzi. Stąd ton, który część czytelników może odbierać jako impertynencki.

Jak zmieniamy sposób rozmowy, to nie ma problemu.

W gruncie rzeczy - Kolego. Jednak łączy nas pasja, a to że jeden gra u siebie na zasadach takich, a drugi na owakich - niewiele tu zmienia. Ważne że jego rozwiązanie działa w danych warunkach. Nie ma co tu tworzyć problemów na siłę, bo zaczyna to przypominać dyskusję o wyższości jednych owoców nad innymi.

I tak na spotkaniach obowiązują reguły gospodarza/organizatora i trzeba się do niech stosować, niezależnie od preferowanego stylu gry. Mogę grać z limitami, mogę bez. Mogę grać z MED, mogę bez. Bylebym wiedział, czego spodziewać się na wyjeździe.

Po prostu stawiam na jasność reguł. Jakiekolwiek by nie były. Są limity FPS, jest MED, inne ustalenia? OK, ale powiedzmy o tym zanim zaczniemy grać, bo potem będzie już trochę za późno na pretensje o to, że przeciwnik uznał, że to co nie jest zabronione - jest dozwolone.

Jeżeli macie tak zorganizowane środowisko, że MED działa - to w porządku. U mnie w mieście też kiedyś takie rzeczy w miarę funkcjonowały, a wraz z podziałami lokalnej społeczności przez jakieś głupoty 5-7 lat temu i zwiększoną rotacją graczy - przestały.

W kwestie prawne nie chcę wchodzić, bo to nie moja działka. Dobrze, że Ty podchodzisz do kwestii MED na swoich grach świadomie i go egzekwujesz, ale nie oznacza że jest to dominujące podejście i gdzie indziej nie znajdują się jednostki naginające rzeczywistość do własnych potrzeb.

Nie uważam słowa "pluszak" za obraźliwe. "Pluszowy airsoft" to dla mnie określenie pewnego zjawiska. Ja najczęściej spotykałem się z nim jako z eufemizmem na określenie pewnych trendów i zachowań wynikających z różnicy oczekiwań. Zazwyczaj charakteryzuje graczy, którzy grali do tej pory we własnym gronie według takich właśnie "dżentelmeńskich zasad", a trafili na większe strzelanie, gdzie reguły są inne, a oni i tak zaczynają ewangelizację i forsowanie swoich przekonań.

Zresztą mniejszy lub większy "pluszak" siedzi pewnie w każdym z nas. Sam usłyszałem w życiu chyba równą liczbę razy, że jestem "pluszakiem", co - jak to nazywasz - "bezmózgiem". Zależy kto ocenia. Dlatego skupiłbym się na tym, co nas łączy, a nie dzieli.

A i w żadnym razie się nie strzelam fochów - to dobre dla pokojówek.
Wacol 11.12.2017, h. 09:28 Wacol
Wacol, Kolego, ogarnij jednak, proszę, tego foacha - bo ukryć go niesposób.. Pol_ pozamykał wszystkie otwarte NIEsubtelności, którymi najeżyłeś swój tekst. Zgadzam się z nim, że bezwartościowy. Ponieważ, dla nowych graczy będzie niezrozumiały. Dla starych, trochę śmieszny. Taki czarno-biało..
Lambert 11.12.2017, h. 12:34 Lambert
@Lambert
Taki czarno-biało...Gówniany. Jedyna wartość merytoryczna tego tekstu to zdjęcia z przykładem jak wygląda sylwetka z danej odległości - przydatne i może do kogoś dotrze. Oprócz tego to ani ten tekst obiektywny, ani informacyjny, ot dywagacje "co usłyszałem od innych to napiszę".

Osobiście nie przekraczam 440 fps bo po co? Strzelam głównie na singlu bo mi szkoda kulek skoro trafiam zwykle pierwszymi dwoma - jeżeli nie trafiam to albo źle się ustawiłem i niepotrzebnie ryzykowałem odkrycie pozycji albo jest tyle gałęzi po drodze, że morał wychodzi ten sam - ruszyć dupsko. A ochrony noszę sporo bo nie lubię ufać naszemu pięknemu narodowi, że ktoś inny niż ja pomyśli w danej sytuacji.
I3ongo 13.12.2017, h. 23:23 I3ongo
Zgadzam się z wieloma zawartymi tu punktami. Sam organizuję gry zwykle w klimacie zbliżonym do CQB, zamiast dziwnych zasad stawiam na rzeczowe i konkretne ustalenie konkretnych reguł gry: only semi, limit FPS, zasady trafień itd. Wszystkie zasady są także powiedziane na zbiórce - opóźnia to start ale jak jest ktoś nowy nie może powiedzieć, że nie doczytał. Wszystkie repliki są chronowane na naszych kulkach i magazynkach. Zamiast PIF PAF stosujemy od pewnego czasu Full Kontakt (sprawdza się) jedyny wyjątek, gdy przeciwnik zajdzie cię od tyłu na dystansie 1-2 m i nie ma szans chybić (silent kill) - ale to już wola strzelca bo mając nie więcej niż 400 FPS nie zabijesz.. siniaki się zdarzają - taki sport. Nieletni muszą mieć maski a pełnoletni wchodzą na własną odpowiedzialność bez masek, za to dajemy im namiar na dobrego dentystę ;)

Przede wszystkim uważam, że limity FPS są zależne od organizatora/pomysłodawcy spotkania i są bezdyskusyjne. Jeśli komuś się nie podoba nie przyjeżdża. Przykładowo na terenie otwartym dopuszczam 550 dla snajperek i 500 dla szturmu ktoś może uznać to za "pluszowe", wówczas to jego wybór, albo dostosuje się albo jedzie gdzie indziej.

Przede wszystkim najważniejsze chyba jest by uczestnicy znali konkretne zasady obowiązujące podczas danej rozgrywki i świadomie podjęli decyzję o uczestnictwie.

PS. sam raz widziałem jak gość z klamki krzyczy do innego z 15-20 m na terenie otwartym "dostałeś", akurat byłem koordynatorem tej gry i byłem obok. Kazałem się dla kawału nie ruszać "zapifpafonamu" i tamtemu strzelić. Po 4-ech niecelnych strzałach z pistoletu zaczął uciekać. Byłą to mała gra (do 50 osób) więc więcej z tego było śmiechu niż kwasu ale idealnie pokazuje to brak sensu pif pafów.
Kariod 16.12.2017, h. 11:38 Kariod
AKTG 10.12.2017, h. 17:57 AKTG
Osobiście popieram zasady "złotego środka". Rozsądek jest najważniejszy.
Tygrys205 10.12.2017, h. 18:12 Tygrys205
Jakiś czas temu miałem "śmieszną" sytuację. Podszedłem gościa w budynku na odległość mniej niż metr i zadałem mu pif-pafa, bo chciałem być miły a człowiek był do mnie plecami i odwrócił się dopiero jak go zpif-pafowałem. Krótko mówiąc nie była to sytuacja sporna, gdzie dwóch ludzi pif-pafuje się nawzajem z 10 metrów. Oczywiście podniósł wielkie larum, że "trzeba było strzelać bo tak jest w regulaminie" i zaczął się kręcić, udając, że schodzi na respa. Stwierdziłem, że jest martwy więc poszedłem dalej, omijając go i zostałem poczęstowany kilkoma kulkami w kostkę od tego samego gościa, kiedy już się odwróciłem plecami, pewnie dlatego, żebym lepiej poczuł. To był mój ostatni dzień dobroci dla zwierząt na ersoftach, chyba że kogoś znam oczywiście.
Tak, w regulaminie tamtej jebanki było napisane o braku pif-pafów, ale to nie znaczy, że koniecznie trzeba być skończonym idiotą, który nie może pogodzić się z tym, że ktoś go zaszedł i zdjął, przez co zaczyna kombinować. Szczególnie w bezspornej sytuacji, gdzie faktycznie zostało się zaskoczonym.

Co śmieszne jakąś godzinę później sam zostałem zaskoczony przez kogoś innego i zpif-pafowany. Podziękowałem tylko, że nie strzelał niepotrzebnie i poszedłem na swojego respa bez robienia awantury.
steinway91 10.12.2017, h. 18:25 steinway91
Wypowiem sie raczej w kwestii CQB. Mimo wszystko, zazwyczaj dochodzi tam do kontaktu na mniejszych odleglosciach niz w taktyce zielonej. Stad poruszone w artykule dylematy sa wciaz zywe.1. Kwestia bezpieczenstwa nie jest wylaczna dla strzelajacego czy samego celu. W CQB trzeba liczyc sie z tym, ze dostaniemy nawet z 1-3 m i bedzie to zupelnie uzasadnione. Dlatego osobiscie nie rozumiem narzekan graczy, ktorzy nie zainwestowali nawet w plastikowy helm i stalkera na twarz. Taki zestaw mozna zastapic chociazby odpowiednia turbano-kominiarka z grubej arafaty w ciezkiej sytuacji.2. Dlaczego warto? Bo niejednokrotnie tym, do czego sie strzela, to jest wystajaca glowa oraz replika. W tej sytuacji moglibysmy odwolywac sie do pozbawionej moim zdaniem sensu zasady pif-paf. Rownie dobrze moglbym patrzec np. Na dlugi korytarz przez dziure w scianie niewiele wieksza od wizjera w drzwiach i mowic graczom ktorzy tam sa, ze przeciez moglem przylozyc lufe i siac kompozytem, dlatego maja zejsc na pif-paf. 3. To jest sport, polegajacy na tym ze sie do siebie strzela. Wiec niestety, ale zdarzyc sie moga siniaki itd. Mozna wprowadzic zasade, ze strzelamy tylko ogniem pojedynczym, co znacznie zminimalizuje ryzyko zrobienia komus krzywdy. Niezmiernie rzadko zdarzaly sie sytuacje, w ktorych podchodzac bardzo blisko do gracza po prostu delikatnie szturchnalem go dajac mu do zrozumienia, ze wybralem ta opcje zamiast postrzalu, co bylo przyjmowane ze zrozumieniem a czasem nawet wdziecznoscia. Ewentualnie gumowe, miekkie noze, ktorymi dotykamy gracza i wie ze zostal zlikwidowany.4. Co do limitu fps - widzialem badania, w ktorych testowano wiatrowki o mocy 1J na kosci o twardosci ludzkiej kosci skroniowej - i z metra srut ja przebijal. Mysle, ze mozna byloby wykonac podobne badanie replikach asg co do jakiegos sensownego limitu fps, jezeli koniecznie mamy sie matematyzowac. Jezeli nie, to 350 fps na 0.2 naprawde zapewni wystarczajacy zasieg i celnosc, a nie zrobi krzywdy przy pojedynczym ogniu. Jak ktos chce seria, to niech ma mniej niz 300 fps i nie strzela w glowe. Powyzej 350 fps na 0.2g - masz druga replike albo nie wchodzisz do budynku.5. Zaufanie - tego sie nie da ustalic, zmierzyc, ale mozna wypracowac. Po prostu, trzeba bezwzglednie wykluczac ze strzelania osoby ktore sa nagminnymi terminatorami, zachowaniem stwarzaja nieprzyjemne sytuacje, zagrazaja jakkolwiek bezpieczenstwu. Po wypracowaniu stalej ekipy, strzelamy sie w kameralnym gronie i jest z tego wiecej radosci i nauki anizeli chocby z setka niezaufanych. I mozna w ten sposob pomalu zwiekszas swoje srodowisko ASG, w ktorych powyzej przytoczone problemy po prostu nie wystepuja, bo albo znajduje sie na nie rozwiazanie, albo unika problemowych sytuacji. By strzelalo sie lepiej! :) pozdrowienia!
Śrut to metal, a kulka to plastik, zupełnie inny sposób oddawania energii, więc imo nie powinno być problemu. Kość na czole z pewnością jest pancerna jeśli idzie o asg, bo dostałem z jakichś 500fps na kilkanaście metrów w środek czoła i nic mi nie pękło, a jedynie kulka została w skórze, potwierdzone w szpitalu, ale ogólnie doświadczenia nie polecam XD

Odnosząc się do ochrony głowy - można zupełnie szczerze powiedzieć, że osoba grająca bez hełmu i kryjryja w cqb, szczególnie na dynamicznej miejscówce i z dynamicznie grającymi osobami, jest po prostu skończonym idiotą igrającą z własnym zdrowiem jak z czymś co da się wymienić w sklepie na nowe.
Maciejox 10.12.2017, h. 19:25 Maciejox
bruce_v_legion 10.12.2017, h. 20:15 bruce_v_legion
Cały artykuł jest niestety pomieszaniem z poplątaniem, co zresztą wypunktował Pol. Nie chcę powtarzać jego argumentów, tylko zwrócić uwagę na pewne sformułowania, które mają stanowić usprawiedliwienie dla porzucania "pluszowego airosftu" (używając terminologii autora), a są w gruncie rzeczy pustosłowiem:

1.)" Przychodząc na strzelanie, każdy z nas godzi się na ryzyko bolesnego oberwania z niewielkiej odległości. Należy nawet liczyć się z tym, że jakimś cudem zaskoczymy snajpera, który spanikuje."

Med jest nie po to, żeby chodzić z linijką i sprawdzać dokładną odległość, z jakiej padł strzał. Został wprowadzony po to, żeby gracze mieli świadomość, że są sytuacje i odległości, w których strzelania z mocnych replik jest niedozwolone. Usuwanie kryterium "bezpiecznej odległości" wcale nie inicjuje królestwa, w którym panuje "zdrowy rozsądek", tylko jest przyzwoleniem na chaos, znacznie zwiększający ryzyko wystąpienia niebezpiecznej dla zdrowia graczy sytuacji.

2)"Co do do dobywania repliki bocznej. Tutaj przewija się opinia, że nosi się ją dla siebie na wypadek awarii głównej repliki lub dla większej wygody operowania krótszym narzędziem w ciasnych miejscach, a nie z miłosierdzia dla przeciwnika. Szybciej jest oddać strzał w środek masy ciała, często dodatkowo chroniony magazynkami i kamizelką, niż bezskutecznie szarpać się z kaburą."


Ten akapit jest, przepraszam, ale zwyczajnie kuriozalny. "Tutaj przewija się opinia" - co to jest za argument? " Strzał w środek masy ciała, często dodatkowo chroniony magazynkami i kamizelką"" Strzał, oddany ze 100% pewnością, że trafi tam gdzie strzelec zamierza? Przecież to absurd. Bezskutecznie szarpać się z kaburą." To może po prostu lepiej zainwestować w lepszą kaburę? Jeśli mam mocną replikę, i nie wziąłem boczniaka, to staram się tak grać, żeby eliminować sytuacje, w których przeciwnik będzie na wyciągnięcie ręki. Jedna jeśli mnie zaskoczy to nie mam absolutnie żadnego problemu, żeby odpuścić strzał i po prostu zejść na respa. Takie podejście jest "zdroworozsądkowe" i zostało mi wpojone właśnie z powodu istnienia tego "strasznego MED", a nie dlatego, że w zamęcie, krwi i chaosie bezprawia nagle spłynęło natchnienie na uczestników gry.

Odnośnie jeszcze kwestii "twardości" jakiej rzekomo wymaga airsoft. Uważam, że co jak co, ale taki argument powinien być zabroniony w ASG z bardzo prostego powodu: o jakiej "twardości" ("airsoft musi boleć" etc.) możemy mówić, kiedy wystarczy śnieg, deszcz albo temperatura poniżej 0 stopni i nagle frekwencja na grach leci na łeb, na szyję?

I na koniec:
"każdy gracz sam odpowiada za swoje bezpieczeństwo"



Owszem, w takim samym stopniu jak to, że swoim zachowaniem nie naraża innych graczy na niebezpieczne sytuacje. Tak powinien zachowywać się dorosły i odpowiedzialny człowiek.
Niestety Pol niczego nie udowodnił, poza tym, że krytykowany tekst przeczytał co najwyżej "po łebkach".

1) Sytuację z MED i moje zdanie na ten temat opisałem chyba dość wyczerpująco. W skrócie - tworzy więcej patologii i nadużyć niż rozwiązuje. Przy czym jeżeli organizator imprezy życzy sobie go stosować - to się stosuję.

2) Nie chcę obrażać niczyich umiejętności, ale raczej trudno nie trafić w największą część ciała na na tym dystansie. Do tego - jeżeli u Ciebie wyciągnięcie repliki z kabury jest szybsze niż naciśnięcie spustu, to albo masz problem ze spustem, albo masz wybitnie niszową anatomię.

Co do "twardości", to nie mogę mówić za innych.
Wacol 10.12.2017, h. 21:26 Wacol
Odniosę się tylko do Twojego "punktu nr 1", bo drugi informuje nas tylko o tym, że skoro Ty masz "skilla" to ogólnie panującą zasadą powinno być "strzelanie w korpus i kamizelkę" niezależnie od mocy repliki i dystansu. Wątek o anatomii i kaburze litościwie pominę- niech wisi jako świadectwo poziomu polemiki.

Do rzeczy. Żebyś nie napisał, że "przeczytałem po łebkach" będę skrupulatnie, akapit po akapicie, referował to co napisałeś. MED- w Twoim artykule występuje on jako problemowy, bo:

Akapit 1: nie wiadomo jak oszacować odległość (podpierasz się przykładami stopniowanymi co metr). Twoja argumentacja jest nadużyciem- MED nie jest ustalany w taki absurdalny sposób. Przykładowy MED to często
<350=0m
350-450=10m
450-600=30m.
Nie jest to więc kwestia metra czy dwóch, ale sporej, łatwej do wychwycenia gołym okiem odległości.

Akapit 2: zęby wybite przez Marujca. I znowu fałszywy argument. Kwestia przecież nie rozchodzi się o to, czy wolno strzelać z repliki 350 fps w twarz z metra, ale o to czy bezpieczny jest postrzał z mocnej repliki bez zachowywania należytej odległości. I nikt nie ma tutaj wątpliwości, że nie jest.
Akapit 3:"nagięcie MED" - ilustrowane w Twoim artykule tym, że ktoś, kto jak można się domyśleć, musi zejść na respa, twierdzi, że w sumie to mógł ustrzelić swojego przeciwnika jako pierwszego. No ok, ale co to ma udowadniać? Że MED powoduje, iż zwiększa się prawdopodobieństwo czczych przechwałek?
Akapit 4: "MED ustalony na sztywno" - jak rozumiem chodzi Ci o to, że ustala się jedną odległość wspólną dla wszystkich replik, niezależnie od ich mocy. Szczerze to nie spotkałem się jeszcze NIGDY z takim rozwiązaniem. Być może dlatego, ze jest ono absurdalne- tak samo absurdalne jak próba czynienia z niego argumentu przeciwko MED.
Akapit 5: wysoki ROF jako argument przeciwko MED. I znowu: ale co to ma udowadniać? Że jak się dostanie z bliska serią z 300 fps to boli? No tak, boli. A czy może zrobić krzywdę taką jak postrzał z repliki 450 fps z tej samej odległości? Nie, nie może. A przecież o to się rozchodzi w MED.
Akapit 6: "na grze można złamać nogę, a nawet i gorzej skończyć, więc MED nie ma sensu". Chyba jednak nie muszę tłumaczyć, że jeśli coś nie ma sensu to raczej ten argument.


bruce_v_legion 10.12.2017, h. 23:34 bruce_v_legion
Infiriel 10.12.2017, h. 20:32 Infiriel
Wszystko zależy od człowieka.Są ludzie, którym można bez obaw dać do ręki replikę o mocy wiatrówki.

Są też kretyni, którzy ze swojej DMR`ki strzelają z dwóch metrów w twarz, bo "Inaczej się nie przyznasz".

Nikt raczej nie przychodzi na weekendową strzelankę, żeby potem jechać do szpitala wydłubywać kulki z wargi (przerabiałem), a nikt też do końca nie wie co komu siedzi w głowie.

Nie powinno także dochodzić do sytuacji, gdzie przez jedną osobę wszyscy muszą zaopatrzyć się w pełną zbroję płytową.
Warto pamiętać, że nie wszyscy gracze używają plate carrier`a, więc nie można zakładać, że "wycelowanie w środek masy" pomoże zredukować obrażenia.

Tak więc w mojej subiektywnej opinii obwarowania co do mocy są jak najbardziej ok, jeśli przychodzisz na strzelanie z losowymi ludzmi, a co robisz z kolegami to już inna sprawa.

P.S.Nie od dziś wiadomo, że wzrost mocy niekoniecznie przekłada się na wzrost zasięgu - szczególnie jeśli jedyną częścią jaką wymieniamy w replice jest główna sprężyna.
Niestety do większości graczy jeszcze to nie dotarło.
I dlatego właśnie lepiej się zabezpieczać. Kretynów niestety całkowicie nie wyeliminujesz, a po spotkaniu takowego, może być już o jeden ząb za późno.

No i tu dochodzimy też do tego o czym pisałem - o odpowiednio wczesnym porozumieniu się co do reguł w danej grupie. Jeżeli środowisko ustali sobie limity, to trzeba ich przestrzegać. Jeżeli nie ustali - no to trudno.
Wacol 10.12.2017, h. 23:59 Wacol
gratek 10.12.2017, h. 22:28 gratek
Setny "felieton" o pluszowym ersofcie -_-' Zieeeew tl;dr
Lepe sie ziewa bez zubów.Nie życzę ale skoro sam kcesz...
dziadekmarek1 11.12.2017, h. 01:23 dziadekmarek1
Chcesz mi wybić zęby? Skąd taki wniosek, że chcę? Muszę poznać Twój proces myślowy!
gratek 11.12.2017, h. 01:26 gratek
Pietrov 10.12.2017, h. 23:07 Pietrov
1.Nie strzelamy w głowę.
2.Dystanse do zwarcia 3m tylko nóż i pistolet.
3.Teren udostępnia możliwość wynajęcia w naszym przypadku okularów i masek ( nie wkładając ich liczysz się z obrażeniami szczególnie bolesnymi np.rykoszetami)
4.Nie wychylamy się samą bronią z za przeszkody.
5. Jeśli zdarzy się sytuacja w której dwóch graczy wyjdzie za przeszkody na siebie(wyłączając pistolety i noże) gracze giną razem.
6.Limit prosty . 0-350 Full auto . 350-480 Semi. 480 i wyżej ograniczenie dystansowe z wytyczeniem dystansu i semi :)
Gram już rok na takich zasadach i jedyne kłótnie zdarzają się w formie ,, czemu bliski kolega dostał w pośladek od drugiego bliskiego kolegi ".;)
No i bardzo w porządku. Dogadaliście się między sobą, każdy to akceptuje i nie ma kwasów wywołanych sprzecznością oczekiwań.
Wacol 10.12.2017, h. 23:45 Wacol
Dlaczego nie w głowę?? A jak tylko ona wystaje?

Kwestia FPS, ROF i dystansu ---> Niech każdy przetestuje na sobie moc swojej repliki i sam uzna na jakiej odległości nie chciałby już z niej oberwać - jest to najlepsza lekcja, ale wymaga odwagi. Łatwiej wygarnąć innemu, a później się pienić lub tłumaczyć.

MED się nie sprawdza, za dużo jest w AS dynamiki i emocji - taki sport, hobby czy jak tam kto chce nazywać to co robimy.

BTW, jak dla mnie ilość FPS powyżej 450 to zwykłe lenistwo graczy, którzy wolą zalegać po krzakach niż faktycznie ruszyć 4-litery.

Pozdrawiam,
Bosman
-Bosman- 11.12.2017, h. 01:12 -Bosman-
rain 11.12.2017, h. 00:22 rain
"Nie stosuję "zasady pif-paf", żeby uniknąć dyskusji (no, chyba że kompletnie wyszedłem z amunicji)."

Możesz rozwinąć jaka logika stoi za użyciem pifpafa w wypadku braku ammo? Brzmi na pograniczu fair play w/g mnie.
W przypadku braku ammo---NIE MA pif-paf!
dziadekmarek1 11.12.2017, h. 01:26 dziadekmarek1
Tylko jeżeli reguły gry pozwalają na wyeliminowanie drugiego gracza w taki sposób. Spotkałem się z tym kilka razy, parę razy usłyszałem to w opowieściach. Stwierdziłem, że hipotetycznie ciekawy pomysł.Przy czym jeszcze nie byłem w tak podbramkowej sytuacji.

@dziadekmarek1: Jeżeli tak mówią reguły gry - to nie ma dyskusji.
Wacol 11.12.2017, h. 01:38 Wacol
Raz na spotkaniu z elementami LARPa miałem ciekawą sytuację w tym kontekście. Teoretycznie zasady nie złamałem, choć realizm odszedł na drugi plan.

Przeszukiwały mnie dwie osoby. Zabrano mi magazynek z pistoletu. Nie wzięli pod uwagę, że to była replika sprężynowa - z kulką w komorze. Kiedy myśleli, że nie ma niebezpieczeństwa z mojej strony, wyjąłem replikę, zadeklarowałem pifpafem pierwszą osobę, a drugą postrzeliłem.

I co w takim wypadku? Deklaracja strzału nastąpiła, gdy miałem jeszcze kulkę w komorze, czyli niby wszystko okej. Ale w rzeczywistości nie byłbym w stanie pozbyć się obu osób.

Od pewnego czasu w naszym środowisku stosujemy więc grzecznościowe "poddaj się". Przeciwnik nie ma obowiązku poddać się, jeśli uważa że był w stanie uniknąć trafienia, ale musi liczyć się z możliwością przyjęcia strzału z bliska. Sam strzelec na tej metodzie nic nie zyskuje, co najwyżej satysfakcję, ale przynajmniej możliwości nadużyć są ograniczone.
LogaN 11.12.2017, h. 07:21 LogaN
@LogaN, właśnie "poddaj się" lub "rzuć broń" śmiało może, a nawet powinno zastąpić "pif-paf". Oponent nie podda się lub nie złoży broni - wtedy strzał. Nie ma wtedy sytuacji typu... brak ostrzeżenia i złej oceny. Zasada fair-play w naszej zabawie.

Pozdrawiam,
Bosman
-Bosman- 11.12.2017, h. 08:57 -Bosman-
Jeśli myślisz, że rzucę moją piękną eMkę to.. się kurdę, "ptasiek", mylisz! ;)
Lambert 11.12.2017, h. 12:47 Lambert
Komentarz Bosmana kompletnie wyczerpał temat.
14100715 11.12.2017, h. 18:43 14100715
sledz 11.12.2017, h. 08:39 sledz
Airsoft polega na tym żeby do siebie strzelać.
Jeśli przeciwnik jest blisko i mam możliwość wyciągnięcia glocka to wyciągam.
Jeśli nie zdążę wyciągnąć glocka to postaram się strzelić w oporządzenie czy buty.
A jak nie to trudno, oberwie w to co wystaje.

I nigdy nie miałem do nikogo pretensji że walnął mi z kilku metrów z 500+.
Trela 11.12.2017, h. 11:26 Trela
Podoba mi się uwaga autora na temat tego, że teren "walczy" czasami dużo zacieklej niż inni gracze ;)
Strzelam się już trochę i zauważyłem, że poważne obrażenia rzadziej z powodu interwencji innych graczy niż pola. Osobiście jestem przeciwko MEDowi i innych, jednakże mam świadomość, że zawsze jest to ustalenie organizatora i do takich ustaleń się dostosowuję :)
A ja jestem za stosowanie zasad MED. I to zdecydowanie za! Autor powyższego tekstu, co prawda je opisał ale w sposób wypatrzający sens - zupełnie jakby ich nie rozumiał, co jednak dziwne skoro przez tyle lat się uchował w Wlkp. Myślę, że chciał je ośmieszyć. Bo nie jest słabością (tych zasad) wykłucanie się o 7 czy 9 metrów. Pzeciwnie, to bez znaczenia w gruncie rzeczy. Celem jest "zmuszenie" gracza do ciągłego myślenia. Opowieść o tym, że MEDowcy trwonią energię na nieweryfikowalne dyskusje o zdarzeniach z gry jest czystą demagogią. W ten sposób można wszystko obrócić w kpinę.
Lambert 11.12.2017, h. 12:55 Lambert
Lambercie drogi, tu Ci na wszystko odpowiem, żeby nie mnożyć bytów.

Ech, człowiek raz ostrzej się wypowie, bo go przeinaczają i od razu ze wszystkich pojawiają się oskarżenia o fochy. Jak żyć?

Zasady MED rozumiem. Nawet je stosuję, kiedy pojawia się taka potrzeba i nigdy nie miałem z tym problemu. Jak jadę na imprezę, gdzie są takie reguły, to trzeba się dostosować. Kropka.

Rzecz w tym, że tych starych strzelanek, o których piszesz już raczej nie uświadczysz, poza nielicznymi wyjątkami.

Nie chodzi o to, że ktoś ma MED 10 m, a strzelał z 8 czy 9, że trzeba liczyć kroki, biegać z miarką czy coś. Kłopot w tym, że relatywnie niewielu graczy potrafi ocenić tę szacunkową odległość "na oko". I pojawiają się pretensje. Jak pisałem - MED i podobne spisują się, kiedy na spotkaniu masz przewagę doświadczonych graczy, którzy najlepiej jak się znają.

Kiedy do gry wchodzą mniej otrzaskani gracze, to pojawiają się sytuacje sporne. Jak ktoś nie ma wprawy, to trudno w dynamice starcia znaleźć jeszcze miejsce na myślenie o dystansie.

Wiem, że ten temat nie jest czarno-biały (a który zresztą jest?), co w sumie napisałem na końcu, że zdrowy rozsądek ma pierwszeństwo i tak dalej. Pewnie niezbyt czytelnie to wyłożyłem i stąd nieporozumienia. Nauczka na przyszłość.

Jeszcze jeden taki artykuł i zostanę chyba najbardziej znienawidzonym graczem w PL.
Wacol 11.12.2017, h. 14:14 Wacol
Zakład, że mój "funclub" jest liczniejszy? ;) Wacol, jest już tu tyle komentów, że spokojnie można przyjąc, że nikt tego co teraz piszemy i tak nie przeczyta - zatem; nie ma znaczenia, do której z postaw jest nam bliżej. Natomiast, mówiąc zupełnie wprost, popełniłeś dwa błędy pisząc ten felieton; Pierwszą sprawą jest to, że kreślisz obraz wyraźnie spolaryzowanych postaw w środowisku. To, oczywiśnie, nieprawda. Po drugie, po krótkim scharakteryzowaniu obu pozwalasz sobie na zajęcie niby wypośrodkowanej, własnej ale zasadzającej się na podważaniu zdrowego rozsądku, do którego się odwołujesz. Taki płynie przekaz z Twoich przemyśleń. Czyli, zakładając, że tekst jest adresowany do nowych graczy, dajesz im wybór motywowany bardziej negatywnie niż stawiający przed nimi wymagania. Jak myślisz, co wybiorą? Trudne i "śmieszne" zasady dobrego zachowania czy "odważny ersoft"? Piszę o tym dlatego, mój Kolego, że co co sami myślimy nie koniecznie musi być warte miejsca na tablicy głównej portalu skierowanego nie tylko do takich starych pierdusów jak my. ;)
Lambert 11.12.2017, h. 14:41 Lambert
Może powiem tak - JESZCZE jest liczniejszy.;)

Ale duma w kieszeń - co racja to racja, po wyciągnięciu wniosków z lektury komentarzy stwierdzam, że faktycznie kolejny tekst na zbliżone tematy musi być po pierwsze - krótszy, a po drugie - mniej hiperboliczny i spolaryzowany.

Niby łatwiej dzięki temu zrozumieć, czym różnią się dane postawy, ale - tu muszę się zgodzić - różnie może to być interpretowane i co poniektórych może oburzać takie przedstawienie sprawy. Niektórzy mogą faktycznie odbierać takie postawienie sprawy jako szyderę.

Zobaczymy, jak przyjmą się kolejne teksty. Póki nie przyjdą po mnie z pochodniami i widłami, to nie ma się chyba czego obawiać, ale adrenalina przed publikacją będzie.;)
Wacol 12.12.2017, h. 16:16 Wacol
Gajos999 11.12.2017, h. 11:45 Gajos999
Jeśli dostałeś w zęba i go straciłeś = Twoja wina bo się nie zabezpieczyłeś
Dostałeś w paluszek i boli ? = Twoja wina bo się nie zabezpieczyłeś
Brak czapki i masz teraz dziury na czole ? = Twoja wina bo się nie zabezpieczyłeś
ASG to strzelanie do siebie z kulek i tym powinno być przedewszystkim.

Jedyne czego powinno się unikać to Nie walić więcej razy w gościa niż to jest potrzebne. Jedna kulka eliminuje z gry.

Jak ja nie lubie jak komuś uda się zajść mnie od tyłu i kurwa z 5 metrów wpierdala mi 6 kulek w plecy. No kurwa to się nazywa brak byślenia.
Dobrze, że kurwami podkreśliłeś, od razu łatwiej znaleźć treść :D /s

Śmiesznie, bo piszesz samą prawdę, ale przez to właśnie, że ludzie podają ją z takimi emocjami jak ty, są całe spory.
I3ongo 13.12.2017, h. 23:26 I3ongo
DamieN 11.12.2017, h. 14:32 DamieN
Budomel: Uwielbiałem tam grać, jednak podświadomie spodziewałem się zamknięcia tej miejscówki, bo z czasem i ludzi przybywało i głupich pomysłów tak jakby było więcej.
Hesh 13.12.2017, h. 13:31 Hesh
Jak poznać typa z 500 fps w szturmiaku? Wstanie i zacznie się do ciebie drzeć że dostałeś xD
Spotykam ich na każdej strzelance i absolutnie nienawidze xD Nie potrafią zrozumieć, że ktoś kto ma reple poskładaną na PDI na 400fps potrafi go trafić.
WINCYJ FPS!!! WINCYJ!!!
kukunamuniu 14.12.2017, h. 19:00 kukunamuniu
O ile sam staram (ale jak muszę to muszę) się nie strzelać z bliska, tak mam jeszcze ten argument przeciw pif-pafom. Czasem zdarza mi się powiedzieć komuś (albo usłyszeć od kogoś) "no to strzel" i... okazuje się, że mamy zacinkę albo pustego maga, albo w ogóle selektor w pozycji zabezpieczonej.Sorry Winnetou, dostajesz kulkę.
Oczywiście! Pif-pafy można stosować ale raczej w wyjątkowych sytuacjach. I to z naciskiem na "można" stosować. Robienie z tego jakiejś szerszej zasady np. "5 metrów" jest niepoważne.
Lambert 15.12.2017, h. 17:11 Lambert
Kariod 16.12.2017, h. 12:38 Kariod
Czyta się dobrze, płynnie z przyjemnością. Ze swojej strony po przeczytaniu zasugerowałbym zmianę tytułu bowiem w tej formie narzuca przeświadczenie o rzeczywiście silnie subiektywnej opinii autora i prześmiewczym stosunku do spraw szeroko rozumianego bezpieczeństwa. "Pluszowy airsoft" jest wyrażeniem wyraźnie pejoratywnym i prześmiewczym stosowanym i propagowanym przez 'airsoftowych twardzieli" czy jak kto woli "hardkorowców" - to wyrażenie także jest mocno subiektywne i narzuca odbiorcy określony bagaż odczuć.

Autor w tekście przedstawia zarys różnych poglądów i wyraźnie stara się o obiektywizm co nie komponuje się z tytułem. Dobrze byłoby zobiektywizować tytuł poprzez np cudzysłów, choć nie każdy mógłby prawidłowo to odczytać. Można by dodać znak zapytania, ale to dalej byłoby wyraźnie prześmiewcze dla "pluszaków". Najbezpieczniej byłoby chyba zrobić zestawienie w tytule bowiem potem w tekście są zestawiane dwie postawy. Tylko trzeba by zadbać o podobny wydźwięk obu członów tytułu w stylu: Pluszowy i .... airsoft. Jako, że nie jestem autorem nie mam pomysłu co pasowałoby najbardziej ale druga forma powinna także być wówczas prześmiewcza i dystansować autora wobec postaw hardkorowych od których także odcina się w tekście. Może np Amelinowy (w końcu metal czyli coś hard... ale sporo osób odczyta to jako wyraźne nawiązanie do znanego filmiku z YT "to jest amelinium, tego się nie pomaluje").

Byłby to dość wyraźny sygnał tego co jest jakby sednem tekstu by nie popadać w skrajności bo z jednej strony możemy zacząć biegać bez magazynków i pif pafować do siebie a z drugiej biegać z giwerami 600-800+ i walić z przyłożenia bo bez krwi nie ma zabawy. Obie postawy są moim zdaniem godne wyśmiewania i piętnowania.

W jednym z komentarzy padło zdanie, ze takie przedstawienie tematu może spowodować, że młodzi/początkujący będą siłą rzeczy woleli być hard niż plusz, w końcu nie są już dziećmi a postawa macho jest bardziej trendy. Rzeczywiście jest takie zagrożenie, bo choć autor stara się o obiektywizm to "hard" brzmi znacznie lepiej dla odbiorcy.
Brzmi..., ale tylko do pierwszego "hard kick'a".
-Bosman- 16.12.2017, h. 23:56 -Bosman-
halasfil 09.01.2018, h. 09:26 halasfil
Ten tekst świetnie oddaje atmosferę strzelanek w Polsce. Nie mówię, że wszystkich grup/społeczności/zespołów/regionów. Niektórym się marzy brak zasad, krew, pożoga, wojna i strzały.

Mogę być "pluszakiem" w oczach autora, ale moim zdaniem czysto określone zasady są po to żeby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom. Pewnie, że trafienie plastikową kulką może zostawić siniaka, wyrwać ząb albo wkomponować się w ciało, ale może powinniśmy robić tak żeby tego unikać? Może dlatego niepisaną zasadą jest te +-350fps single w CQB? Może złamanie nogi na nierównym i niezabezpieczonym terenie gorzej odbije się na naszym zdrowiu, ale czy musimy dorzucać do tego inne zagrożenia jak np. ktoś z 440 fps który nie chce stosować MED bo może nabić sobie więcej fragów?
Pewnie, że pifpafowanie jest naciągane. Zdarzają się też terminatorzy i inne oszustwa w naszej zabawie, ale taka już jej natura.

Moim zdaniem daleko nam do atmosfery który możemy sobie podpatrzeć na zachodzie. Strzelałem się w różnych miejscach w Polsce i niewiele razy zdarzyło mi się doświadczyć klimatu bez spinania pośladków, czy to z powodu, że ktoś strzelił ze zbyt małej odległości, a mógł "pifpafować" czy z powodu terminatorki. Taki już mamy konflikt niedzielnych żołnierzy z ludźmi którzy tylko chcą się zrelaksować w weekend.

Zasady powinny być sztywne dla całego środowiska bo potem niedopowiedzenia i subiektywna opinia odnośnie np prędkości wylotowej własnej repliki, może skutkować zwyczajnym zepsuciem krwi. Może też powinniśmy nastawiać się na miłą zabawę i nie bać się powiedzieć "przepraszam" jak coś zrobimy źle?

Bolesne traktowanie powinno być przede wszystkim unikane. Mamy do czynienia również z dzieciakami czy nowymi graczami którzy nie do końca wiedzą co na nich czyha za narożnikiem w korytarzu. Mówienie, że to od nich zależy zapewnienie sobie bezpieczeństwa jest półśrodkiem, a od organizatora to zwalanie odpowiedzialności na innych. Bądźmy odpowiedzialni i stosujmy się do naszych niepisanych reguł. To zapewni nam radochę i bezpieczeństwo na sobotnich, spontanicznych spotkaniach, bez chronografu i sędziów latających za nami po polu.
Chmurzasta 05.02.2018, h. 16:07 Chmurzasta
Niedawno trzeba było lasce kulkę znad ust wydłubać - z kilku metrów w twarz dostała.
Nazywajcie mnie sobie pluszaczkiem, ale chcę się dobrze bawić bez robienia nikomu krzywdy.
Przejdź na początek list komentarzy

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany.


Wyświetleń: 13015

Polecamy

Sponsorzy

Action Army (silver sponsor)
Modify (silver sponsor)
Specna Arms (silver sponsor)

Imprezy patronowane

Reklama

Artykuły

Reklama

Wspierają nas

Sklepy:
Gunfire.pl

Współpracujemy


Media:
airsoftnews
equipped
miekkopowietrzni
Przegląd Strzelecki - Arsenał

Lokalne środowiska:
weekend-warriors
kpasg
rus-mil

Wydawnictwa

Nawigacja

Najczęściej poruszane