Daj cynk
Reklama

Artykuły

Co zabrać na mil-sim, cz. 2: Zawartość umundurowania

Artykuły, 24.03.2016, h. 18:00, dodał: Wacol , autor: Wacol
21

Nie od dziś wiadomo, że człowiek któremu jest zimno, mokro i głodno, gigantyczną część uwagi poświęci temu jak zaradzić swoim podstawowym problemom niż zadaniu, które ma wykonać. Kłania się piramida potrzeb Maslowa. W tej części poradnika skupię się na tym, co mieć przy sobie w kieszeniach umundurowania, żeby nie tyle przeżyć mil-sim (bo to można zrobić podgryzając szczaw, mirabelki i pijąc wodę ze stawu), ale zrobić to we względnym komforcie i zachowując przy tym jak największą efektywność.



PORADNIK: Co zabrać na mil-sim, cz. 2: Zawartość umundurowania

 

Niektórzy nazywają to "linią zerową". Inni nie nazywają tego wcale. To po prostu zbiór przedmiotów, które zawsze ma się przy sobie i które w wojsku mają ułatwić utrzymanie się przy życiu po utracie całego oporządzenia. W ASG nie działamy pod aż taką presją. Tym niemniej układ liniowy warto zaadaptować ze względów czysto praktycznych - łatwo wówczas posegregować swoje wyposażenie pod względem priorytetów i rozłożyć optymalnie jego wagę.

Kwestia wygląda dość prosto. Na co dzień nosisz przy sobie komórkę, klucze do domu, portfel i tym podobne drobiazgi. W terenie filozofia jest taka sama, ale z racji tego, że z reguły działa się w pewnym oddaleniu od sklepu, to lista towarów trzymanych po kieszeniach odpowiednio się wydłuża.

 

Co zabrać na mil-sim, cz. 2: Zawartość umundurowania

 Fot. 1: Dzięki takiemu zestawowi praktycznie nic Was nie zaskoczy podczas wyjścia do lasu.

 

Zawartość umundurowania

 

Nóż

Listę przedmiotów otwiera coś ostrego. Najlepiej żeby był to nóż składany, tzw. folder. Przeważnie scyzoryki mają, moim zdaniem, trochę za małą głownię i trudniej otwiera się je jedną ręką. Tym podstawowym narzędziem da się wykonać wiele prac polowych - od naostrzenia patyka na ognisko po wykopanie dołka i otwarcie puszki. W komplecie można trzymać niewielką osełkę, ale nie jest to niezbędne. Opcjonalnie przyda się multitool - głównie ze względu na kombinerki.

 

Co zabrać na mil-sim Nóż

Fot. 2: Do naszych celów w zupełności wystarczy nawet budżetowy folder, ale przyzwoitej marki.

 

Kompas i mapa

Bez tego nie ma co się wybierać na mil-sima czy patrol. Nawet kiedy nie jestem dowódcą, zawsze staram się mieć mapę teatru działań przy sobie. Mapa względnie może znaleźć się w oporządzeniu, ale w kieszeni warto mieć chociażby taką w pomniejszonej skali, która mieści się na kartce A4. Kompas koniecznie tylko wysokiej jakości (dają radę m.in te od firm Recta, Silva, Suunto i Brunton). Tym tańszym zdarza się wskazywać północ w dowolnie losowych kierunkach. Jeżeli kiedykolwiek zabłądziłem, to przeważnie dlatego, że nawigator zaoszczędził na tym elemencie wyposażenia. Tak... Czasami ja też byłem nawigatorem.

 

Co zabrać na mil-sim - Kompas

Fot. 3: Kompas wysokiej klasy to podstawa. Jeżeli przenosimy go w oporządzeniu wraz z etatową mapą, warto uzupełnić go nawet budżetową busolą pokazującą, że północ jest "mniej-więcej tam" oraz ogólną mapą terenu działań.

 

Latarka

Z czerwonym filtrem. Odczytywanie mapy w nocy, rozstawianie pałatki, przeglądanie plecaka i wiele innych czynności przeprowadzanych jest w zasięgu rąk. Mocne światło przeważnie nie jest potrzebne, a tylko zdradza Waszą pozycję i odzwyczaja oczy od ciemności.

 

Co zabrać na mil-sim - Latarka

Fot. 4: Latarka czołowa nie potrzebuje gigantycznej liczby lumenów, za to czerwony tryb pracy to absolutna konieczność dla każdego niedzielnego komandosa.

 

Źródło ognia

Najlepiej mnóstwo marketowych zapalniczek. Są tanie i łatwo dostępne. Da się trzymać w każdej kieszeni po jednej. Do tego mam przy sobie kilka kostek Esbita - na przykład do oszukiwania przy rozpalaniu ogniska, ale mogą też płonąć samodzielnie. Zbieranie kory brzozy i robienie pukli, owszem jest przydatne, ale miejmy też na uwadze efektywność i to że nie zawsze jest ku temu ochota i sposobność. Umiejętność używania krzesiwa jest użyteczna ale nie jest ona konieczna.

 

Co zabrać na mil-sim - Zapalniczki i krzesiwo

Fot. 5: Warto kupić kilka tanich zapalniczek z marketu i trzymać w każdej kieszeni po jednej. Jeżeli nie wybieramy się na doszkalające bytowanie, albo nie mamy tzw. "zajawki" krzesiwo jest niestety niepotrzebną stratą czasu.

 

Notes i długopis

Koniecznie wodoodporne. Nawet kiedy nie pada, to zwykły notes zbyt łatwo zapocić. Długo kombinowałem z chowaniem zestawu do notowania obserwacji i rozkazów w woreczku strunowym, ale to były półśrodki. W dodatku dość uciążliwe, bo z reguły był potrzebny natychmiast.

 

Co zabrać na mil-sim - Notes i długopis

Fot. 6: Warto zainwestować w dobrej jakości notes wodoodporny. Można w nim pisać także zwykłym długopisem.

 

Farba do maskowania

Przechowywana w miarę blisko ciała. Ciepłą łatwiej rozsmarować na skórze. Warto też uświadomić sobie, że uszy, szyja, powieki, zakola i kark to także odsłonięta część skóry, którą należy pomalować. Zabawa w malowanie fantazyjnych wzorów fajnie wygląda na filmach. W "realu", po kilku godzinach i tak wszystko zacznie się mieszać oraz wycierać.

 

Co zabrać na mil-sim - Maskowanie

Fot. 7: Farbki z lusterkiem nakłada się o wiele szybciej i dokładniej niż te w kilkukolorowych sztyftach.

 

Taśma izolacyjna, paracord i szybkozłączki

Szybki zestaw naprawczy o tysiącu zastosowań. Jeżeli boicie się, że pójdą Wam spodnie w kroku, to możecie dorzucić do tego igłę i nitkę. Ilość materiałów naprawczych trzeba ustalić indywidualnie. Jeżeli kupiliście sobie solidne wyposażenie, to raczej zbyt często ich nie wykorzystacie.

 

Co zabrać na mil-sim - izolacja, paracord

Fot. 8: Tym zestawem naprawicie w terenie praktycznie wszystko, co może się popsuć w terenie. Poza paracordem (dwa lub trzy 2-2,5 metrowe zwoje) zabieram też zapasowe sznurowadła.

 

Chusteczki zwykłe i nawilżane

Zwykłe przydadzą się mniej więcej do tego, do czego przydadzą się "w cywilu". Poza tym nadadzą się jako prowizoryczne opatrunki i rozpałki. Chusteczki nawilżane stosuje się zaś do zmycia farby ze skóry, szeroko rozumianych "czynności higienicznych" oraz do mycia kubka, żeby nie marnować wody. Na rynku dostępnych jest wiele rodzajów - "militarne", do niemowlęcych tyłków, do demakijażu, czy nawet do kobiecej higieny intymnej. Jak kto woli. Tych ostatnich nie odważyłem się użyć.

 

Co zabrać na mil-sim - chusteczki

Fot. 9: Zwykłe chusteczki warto trzymać w worku strunowym. Fabryczne opakowanie łatwo się przeciera, a przemoczone chustki są zbędnym gratem.

 

Łyżki

Służą między innymi do jedzenia standardowej racji żywnościowej, którą trzymasz w plecaku lub oporządzeniu. Dlaczego więc nie trzymać ich razem z nią? Można, tylko po co nurkować do plecaka po łyżkę, skoro trzymanie plastikowych, jednorazowych łyżek w kieszeni munduru jest po prostu wygodniejsze. Lekkie, tanie i nikt nie będzie po nich płakać, jak się zgubią. Można też nimi uratować zapominalską gapę z oddziału, żeby nie jadła palcami jak poganin. Z drugiej strony turystyczne sporki też nie kosztują fortuny i dostępne są w kolorach "taktycznych".

 

Co zabrać na mil-sim - łyżki

Fot. 10: Jednorazowe łyżki są lekkie, tanie i łatwe w zastąpieniu, ale niestety łamliwe. Sporki z tworzywa kosztują nieco więcej, ale warto mieć jeden z zapasie. Metalowe sztućce z niezbędnika można sobie odpuścić.

 

Batony

Marszowy zapas kalorii do szybkiego przekąszenia. Idealne do podjadania na nocnej warcie, żeby przypadkiem nie zasnąć. Batony można uzupełnić cukierkami, najlepiej z kofeiną. Ilość uzależniona jest od indywidualnego zapotrzebowania, czasu działania i tym podobnych zmiennych.

 

Co zabrać na mil-sim - Batony

Fot. 11: Pożywienie przenoszone w mundurze powinno być lekkie, kaloryczne i szybkie w konsumpcji. Dla koneserów mogą to być nawet saszetki z cukrem.

 

120-litrowe worki na śmieci

Przydadzą się jako wodery, improwizowany śpiwór, dach nad głową albo worki na śmieci do posprzątania po imprezie. Dwa mieszczą się w kieszeni cargo spodni i jeszcze zostaje dużo miejsca. Gdzieś można też trzymać jednorazową siatkę foliową na odpadki mniejszego kalibru.

 

Co zabrać na mil-sim - worki na śmieci

Fot. 12: Niewielka latarka, zwana z żołnierska "kiblówką" w zupełności wystarczy do szybkiego rzucenia okiem na mapę albo do notatek.

 

Podstawowa apteczka

Opatrunek, przylepiec, kilka plastrów, kompresów, wacików odkażających, tabletek przeciwbólowych i węgla. Do opatrywania prostych skaleczeń lub w sytuacji, gdy nie chcemy naruszać zawartości apteczki etatowej nada się w sam raz. Taki podstawowy zestaw najlepiej jest zapakować do worka strunowego i trzymać gdzieś, gdzie nie będzie przeszkadzać. Szybki dostęp nie jest tu konieczny. Waciki odkażające nasączone są spirytusem, więc mogą służyć także jako rozpałka.

 

Co zabrać na mil-sim - apteczka

Fot 13: W celu opatrywania drobnych, acz irytujących skaleczeń nie warto angażować apteczki przenoszonej na oporządzeniu, którą nosi się na okoliczność poważnego wypadku.

 

Środek na owady

Doceniany zwłaszcza w letnie wieczory. Zimą oczywiście zbędny. Wystarczy ogólnodostępny repelent, ale o wiele lepiej spisze się specjalistyczny preparat posiadający o wiele więcej środka DEET. W szczególności, gdy przyjdzie nam działać na terenie podmokłym.

 

Co zabrać na mil-sim - środek na owady

Fot. 14: Do rozpalenia ogniska albo podgrzania wody nawet w złych warunkach wystarczą klasyczne kostki Esbita z racji żywnościowej. Niezłą alternatywą jest paliwo BCB Fire Dragon, które płonie naprawdę dobrze. Tak dobrze, że mam lekkiego stracha przed noszeniem go w kieszeni i o wiele chętniej trzymam je w plecaku.

 

Antifog

Okulary lubią parować w najmniej oczekiwanych momentach. Sprawdziłem różne, dziwne wynalazki - od pasty do mebli po żel pod prysznic i jak na razie najlepiej działał koncentrat Op Drops. W moim prywatnym rankingu drugie miejsce przyznałem preparatowi od Bolle, ale nie działa tak skutecznie i posiada mniej poręczne opakowanie.

 

Co zabrać na mil-sim - antifog

Fot. 15: Koncentrat wystarcza na długo, a poza tym zajmuje mało miejsca w kieszeni. Do przecierania szkieł warto mieć szmatkę z jakiegoś miękkiego materiału (mikrofibra, bawełna), która nie zarysuje wizjera.

 

Zapasowe baterie

Praktycznie jedyny, znany ludzkości sposób na zapewnienie sobie ciągłości działania latarki czy kolimatora.

 

Co zabrać na mil-sim - baterie

Fot. 16: Zapasowe baterie noszę właśnie tak. Może przesadzam, ale wolę maksymalnie ochronić je przed czynnikami zewnętrznymi.

 

Zegarek

Zerkanie na komórkę w celu sprawdzenia godziny to słaby pomysł. Tym bardziej w nocy. Trzeba się do niej dokopać, wyciągnąć z kieszeni, obowiązkowo zakląć, włączyć podświetlenie i następnie powtórzyć cały proces w odwróconej kolejności. W dzień powoduje to dekoncentrację i stratę czasu, a w nocy dodatkowo zdradzenie własnego położenia z powodu zbyt jasnego światła, no i oczywiście - krótkotrwałą ślepotę. O wiele efektywniej korzysta się z najtańszego zegarka elektronicznego z podświetlaną tarczą. W ostateczności może to być zegarek z fluorescencyjnymi wskazówkami.

 

Co zabrać na mil-sim - zegarek

 Fot. 17: Zegarek z fluorescencyjnymi wskazówkami to umiarkowanie wygodne rozwiązanie. Podświetlana tarcza to konieczność.

 

Zapasowe skarpety

Może się to wydawać głupie, ale tym patentem podzielił się ze mną całkiem doświadczony znajomy. Latem da się bez nich obyć, ale mokre stopy i niskie temperatury (niekoniecznie ujemne) to bardzo, bardzo złe połączenie. Zimą wypada również pomyśleć o posiadaniu w kieszeni nawet najtańszych wełnianych rękawiczek na sytuację, kiedy etatowe rękawice przemokną.

 

Co zabrać na mil-sim - skarpety

Fot. 18: Porównanie wielkości 2,5 m motka paracordu z 15 m zwojem. Jeżeli nie jest to niezbędne do działania - lepiej ten dłuższy umieścić w plecaku lub oporządzeniu.

 

Magazynek

Twoja ostatnia szansa na czarną godzinę. Warto mieć przy sobie nawet skróconą wersję magazynka do repliki głównej. Zwłaszcza, jeżeli nosisz pasoszelki i po ich ściągnięciu zostajesz tylko z tym, co masz w kieszeniach. Świata tym nie zwojujesz, ale zawsze to raźniej niż mieć tylko jeden magazynek wpięty do repliki.

 

Co zabrać na mil-sim - magazynek

Fot. 19: Amunicji nigdy za wiele. Krótki low-cap przenoszony w kieszeni munduru może być dobrą inwestycją.

 

Tani telefon

Nie jesteśmy profesjonalistami. W związku z tym, mało kto ma środki na to, żeby zaopatrzyć się w niezawodną łączność radiową. Poza tym taki wynalazek przyda się do wezwania pomocy. Nie zabierajcie smartfonów. Prymitywny, idiotoodporny telefon z monochromatycznym wyświetlaczem i trzymającą wieki baterią spisze się o wiele lepiej. Zwykłej klawiatury całkiem wygodnie używa się w rękawiczkach. No i na pewno znacznie szybciej o nim zapomnicie, jeżeli przypadkiem spotka go jakieś nieszczęście.

 

Co zabrać na mil-sim - telefonFot. 20: Chyba każdy ma domu telefon z czasów "przedsmartfonowych", który leży i czeka na lepsze czasy. Młodszym Czytelnikom przypomnę, że stare wyświetlacze monochromatyczne były idealnie czytelne nawet w pełnym słońcu. Nie polecam jednak modelu ze zdjęcia (po prawej). Wyświetlacz padł w nim od samego leżenia w szufladzie.

 

Podsumowanie

 

Złośliwym może wydać się, że jest to zestaw na wyprawę na Kamczatkę i z powrotem, którego udźwignięcie przekracza możliwości normalnego człowieka. Jest mi z tego powodu bardzo wszystko jedno. Jasne, że zawsze można rozpalić ognisko łukiem ogniowym i zamiast repelenta, nacierać się czeremchą, ale ja lubię sobie ułatwiać życie niewielkim kosztem. Tym niemniej, jak już pisałem, są różne szkoły i nigdy nie twierdziłem, że moje podejście jest jedynym słusznym.

Powyżej starałem się opisać absolutnie wszystko, co warto spakować do kieszeni lub tzw. "nerki", chociaż niekoniecznie jest to niezbędne na każdym wyjściu. Mnie po prostu doświadczenie nauczyło, że jak nie zabieram czegoś z powyższej listy, to Murphy już zaciera dłonie. Poza tym większość z tych przedmiotów to drobiazgi, które nie zawadzają i o których właściwie się nie pamięta.

Jeżeli macie jakieś uwagi, to śmiało podzielcie się nimi w komentarzach. Najlepiej napiszcie też, co Wy nosicie, co by wymienić się doświadczeniami.

I na koniec mała wskazówka - portfel, klucze, dokumenty, telefon i inne "cywilizowane" przedmioty trzymajcie w osobnej kieszeni, najlepiej jakoś przymocowane sznurkiem. Większość ludzi, która coś zgubiła w terenie zaczyna swoją historię mniej więcej tak: "trzymałem kluczyki do auta w tej samej kieszeni, co <dowolny przedmiot> i...".

 

Przydatne linki

Co zabrać na mil-sim, cz.1

Dział na forum poświęcony symulacjom militarnym

Dział na forum poświęcony wyposażeniu

Ocena wszystkich (5.94, głosów: 16)

  • Dodaj do:
  • Facebook

Komentarze

Przejdź na koniec listy komentarzy
Dalej 24.03.2016, h. 19:11 Dalej
Od siebie dodam tylko:Mikro-latarka na tym zdjęciu, to "budżetowa" Inova - nie polecam. Bo mam, od 2 lat. Nie jest wodo-odporna, i łatwo się psuje. Nadal szukam czegoś odpowiedniego, do podglądania map w nocy itd, jeszcze nie znalazłem - natomiast ciekawe rozwiązanie, z którego często korzystam, to malutkie "świetlik na spławik" - takie mikro zimne-światło. Świeci zaskakująco jasno w nocy, nic nie waży, super sprawa, również do innych celów, np. jako marker na głowę do nocnych zadań.
http://allegro.pl/listing/listing.php?order=p&sourceid=Mozilla-search&bmatch=base-relevance-uni-1-1-0229&search_scope=&string=%C5%9Bwietlik%20na%20sp%C5%82awik


Co do łyżki - jednak upierał bym się przy metalowej. Stare prl-owskie składane są lekkie i super. Paradoksalnie, utrata czegoś tak głupiego jak łyżka to tragedia. Raz musiałem sobie wyciąć z butelki po coli. :)Co do noża - mały składany (a nie żaden "folder", tak, czepiam się ^_^) biorę zawsze i tak, ale jednak nic nie zastąpi pewności noszenia noża ze stałym ostrzem. A wagowo wychodzi tak samo. :) Pozdrawiam serdecznie.
Dlatego też się do tej mikro-latarki nie przywiązuję, bo pełni ona jedynie rolę pomocniczą. Normalnie posługuję się widoczną na innym zdjęciu czołówką.

Co do łyżek, to cóż, staram się unikać sytuacji, w której muszę gdzieś po lesie szukać butelki po coli.;] A zasób starych, PRL-owskich łyżek z aluminium jest skończony i występują już chyba tylko na kolonijnych stołówkach. W każdym razie "w moich czasach" jeszcze występowały. Tym niemniej - jest to jakaś, dość nieszablonowa metoda.

Nóż ze stałym ostrzem też noszę, ale na oporządzeniu. O tym w kolejnej części, która już niebawem.
Wacol 24.03.2016, h. 21:21 Wacol
Wacol: Jaki to model czołówki?
Dalej 25.03.2016, h. 00:34 Dalej
princeton tec fred
Michi18 25.03.2016, h. 01:23 Michi18
Czy takie lekkie te wynalazki PRL-u to bym dyskutował. W kontekście ilości szpeju, który się na sobie targa... Łyżko-widelce Light My Fire są w miarę tanie i solidne. Nie polecam taktycznych kolorów, wręcz przeciwnie - im bardziej rzuca się w oczy, tym lepiej. Chyba, że lubicie się czołgać w nocy po krzakach w poszukiwaniu łyżki, którą przed chwilą położyliście obok. :)

Czołówka ze zdjęcia rewelacyjna, głównie dlatego, że odpala się w najsłabszym, czerwonym trybie. Nie trzeba też przełączać przez pozostałe żeby ją zgasić.
Wertur 25.03.2016, h. 12:44 Wertur
szcz3p4n 24.03.2016, h. 20:58 szcz3p4n
Każdy kompas potrafi się spierniczyć. Kolega ma tak zachwalaną(i drogą) przez wszystkich silvę i północ wg jest kompasu jest na południu ;-)
Każdy kompas się psuje i moim zdaniem nie ma sensu przepłacać.
Każdy się psuje jeżeli jest nieprawidłowo przechowywany.
Każdy też podaje błędne odczyty jeżeli jest źle obsługiwany.
W obu przypadkach kłania się instrukcja obsługi, gdzie te rzeczy są wyjaśnione.
Różnica jednak jest zasadnicza przy tanich kompasach i przy drogich - nie wiem dokładnie jaki jest ten kompas z karabińczykiem na zdjęciu, ale jego wskazania są nieco inne od tego po prawej (chyba, że to perspektywa daje takie złudzenie).
wojtekk8 24.03.2016, h. 21:08 wojtekk8
Jeżeli ktoś lubi zwiedzać okolicę, to może nie przepłacać.;] Ja mam ten komfort, że wcześniej używałem wszelkiej maści tanich wynalazków i widzę przepaść jakościową, zarówno w dokładności, pewności jak i szybkości wskazań. Trzeci rok mija i kompas działa bez zarzutu. O tanich zamiennikach nie mogę powiedzieć tego samego.

@wojtekk8: Wskazania minimalnie się różnią, ale perspektywa też robi swoje. To jest właśnie taka tania busola (od Fosco swoją drogą) pokazująca, gdzie północ jest "plus-minus". Jako zapas daje radę, bo orientację łapie niezależnie od wychylenia, oraz podczas marszu.
Wacol 24.03.2016, h. 21:36 Wacol
Cóż, pewnie powinienem się przeprosić z instrukcją obsługi mojej Silvy... ;) ale naprawdę nie przypominam sobie, żebym jej kiedyś zrobił krzywdę, trzymając koło niej magnes / głośnik / silnik repliki. Po prostu pewnego dnia na ćwiczeniach z nawigacji (dobrze, że teren znany...) okazało się, że... pokazuje północ na południu.
Errhile 25.03.2016, h. 10:35 Errhile
luglo 25.03.2016, h. 00:44 luglo
Ze swojej strony dodałbym jeszcze kabanosy; kupuje się je na tydzień przed milsimem i suszy na ręczniku papierowym. Są przepyszne o każdej porze dnia i roku, podnoszą morale oraz dają duży zapas energii do zapier... tzn. do chodzenia.

Co do busoli/kompasu to polecam naszą MONowską busolę AK; najtańsza na rynku profesjonalna busola jaka może być.
Fajną opcją jest też zrobienie suszonej wołowiny (kupować gotowca finansowo się zupełnie nie opłaca), ale to wymaga trochę czasu i chęci ;)
Ufol86 25.03.2016, h. 11:32 Ufol86
Michi18 25.03.2016, h. 00:44 Michi18
Osobiście wole nosić linie zerową w fanny packu, który robie głównie za apteczke. Poza wspomnianymi medykamentami i tabletkami noszę w nim: kilka gumek spadochronowych, kilka trytytek różnych rozmiarów, zapalniczke, krzesiwo, światło chemiczne (najmniej zawodne źródło światła, na minimum 12h starcza w razie czego), kostke paliwa zip, kilka tamponów (dużo waty i świetna rozpałka), ogrzewacz chemiczny do rąk, mokrą chusteczke z polskiego mre. Do tego mam leathermana rebar na pasku z fanny packa. Bardzo spoko wydają mi sie cukierki kawowe, musze wrzucić kilka sztuk do oporządzenia/fanny packa :D
Wargator 25.03.2016, h. 10:22 Wargator
Oczywista oczywistość - nie długopis, tylko ołówek. Odporny na wodę, nie zamoknie, tekst nie spłynie oraz ołówek jak pęknie nie obleje Cię żadnym atramantem:)
smartass 25.03.2016, h. 12:29 smartass
Niby to wszystko oczywistości, a bez sprawdzenia listy przed wyjściem na milsim zdarzają się niedogodności podczas działania. Niby wszyscy pamiętają, a potem trzeba kolegów ratować na przykład bateriami ;) Dobrym sposobem na nie jest oklejenie taśmą izolacyjną, żeby nie zwierały się przypadkowo.
Albo zastosować dedykowany do danych ogniw pojemnik.
roos 01.04.2016, h. 21:27 roos
-Bosman- 26.03.2016, h. 21:05 -Bosman-
Widzę Wacolu, że temat rozwijasz.

BTW: kompasy na jednym ze zdjęć pokazują rozbieżne kierunki, to tak przy okazji jakości sprzętu.

Pozdr,Bosman
Temat rozwijam, jak przystało na eksperta-teoretyka.;] A na poważnie - chciałem skatalogować to, co wiem z własnego doświadczenia i to, czego nauczyłem się od innych. Będzie jeszcze jedna część dotycząca oporządzenia i być może kolejna dotycząca pakowania plecaka, bo jak być może pamiętasz - czasem z bólem sprawdzałem różne rozwiązania.

Co do kompasu i busoli - aż sprawdziłem jeszcze raz. Albo położyłem je na zdjęciu za blisko siebie, żeby zmieściły się w kadrze, albo paralaksa robi swoje. W każdym razie Recta na 100% pokazuje północ magnetyczną, a ta tania busola z Fosco pokazuje bardzo podobny kierunek. Na tyle podobny, żeby wykonywać postawione przed nią zadanie.

Po prostu potrzebowałem czegoś zapasowego, co łatwo będzie zastąpić i pokaże w miarę właściwy kierunek niezależnie od wychylenia. Tyle.
Wacol 27.03.2016, h. 12:36 Wacol
-Bosman- 28.03.2016, h. 15:26 -Bosman-
Jasne, poza tym każdy z kompasów za kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych ma błąd rzędu kilku (a czasami kilkunastu) stopni. Po prostu w tej cenie nie ma co liczyć na jakość. Powyżej stówki, taka sytuacja już się znacząco poprawia.
Wystarczy trochę poszukać. Najprostszą Silvę można mieć już za 45zł.
wiciok 28.03.2016, h. 20:31 wiciok
Lagertha 02.04.2016, h. 19:01 Lagertha
Według mnie dodatkowe opatrunki są nie potrzebne. Dobrze skonfigurowanay IFAK może pomieścić naprawdę wiele wszelkiego rodzadju sprzętu. A miejsce w kieszeniach można wykorzystać na co innego. Do niezbędnika dodałabym jeszcze folię NRC. Na pewno w apteczce każdy ją ma, nie zajmuje dużo miejsca i bywa bardzo przydatna. W własnym zestawie pierwsej pomocy noszę jeszcze leki zdolne uratować w przypaku użądlenia lub innej poważniejszej reakcji alergicznej. Dobrze też jest się zaopatrzyć w cukier gronowy. Potrafi postawić skrajnie wyczerpaną osobę na nogi i to w dosyć krótkim czasie. Dobrze sprawdza się też kofeinowa guma do żucia niestety nie wiem gdzie można ją dostać poza amerykańskim MRE.
RatSlayer 05.09.2016, h. 21:20 RatSlayer
Co do prowiantu. Zamiast batonów, lepiej wziąć zestaw suszonych owoców (śliwki, daktyle, figi) i orzechy (włoskie i migdały). A jeśli ciepły posiłek to suszone warzywa i sucha kiełbasa ugotowane w parę minut na wrzątku.
Przejdź na początek list komentarzy

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany.


Wyświetleń: 90429

Polecamy

Sponsorzy

Action Army (silver sponsor)
Modify (silver sponsor)
Specna Arms (silver sponsor)

Imprezy patronowane

Reklama

Artykuły

Reklama

Wspierają nas

Sklepy:
Gunfire.pl

Współpracujemy


Media:
airsoftnews
equipped
miekkopowietrzni
Przegląd Strzelecki - Arsenał

Lokalne środowiska:
weekend-warriors
kpasg
rus-mil

Wydawnictwa

Nawigacja

Najczęściej poruszane