Daj cynk
Reklama

Artykuły

Żyj i daj żyć innym - Relacja z treningu ratownictwa taktycznego KNJ i MSWZPS

Sprawozdania, 14.02.2010, h. 10:57, dodał: Regdorn , autor: Kret
24
Relacja z treningu ratownictwa taktycznego KNJ i MSWZPS


 

SŁOWEM WSTĘPU

 

Zabawa według najprostszych zasad stosowanych w airsofcie rzadko bierze pod uwagę nawet istnienie rannych. Zwykle trafiony schodzi do punktu zbiórki, a zastosowanie „medyków” na bardziej skomplikowanych grach sprowadza się do dania szansy powrotu do gry uczestnikom bez oczekiwania na respawn.

 

Wydawać by się mogło, że zabawa w MilSim z użyciem replik ASG to zupełnie inna para kaloszy – że uczestnicy w pełni świadomie podchodzą do problemów związanych z zagrożeniami zdrowia i życia na polu walki, i że walka o (wirtualne) życie kolegów i koleżanek podczas manewrów będzie jednym z priorytetów każdego z nich. Mogłoby się też wydawać, że organizatorzy gier MilSim oraz twórcy zasad do nich znają i premiują stosowanie współczesnych procedur medycznych na polu walki. Czytelnik zaś mógłby sądzić, że następne akapity powinny stanowić pochwałę milsima jako formy, która to wszystko bierze pod uwagę w przeciwieństwie do prostej formy rozrywki zwyczajnej „zabawy w ASG”.


Otóż niestety, według wielu osób obraz nie jest tak idealny, jak by się mogło wydawać. W chwili obecnej MilSim traktuje sprawę rannych bardzo powierzchownie, ciągle koncentrując się na fabule i jej przebiegu lub rozstrzygnięciu pytania „kto wygral” bardziej, niż na elementarnym fakcie konsekwencji użycia broni w stosunku do siebie nawzajem na większą skalę. Konsekwencjami w rzeczywistości jest cierpienie i śmierć, które należy minimalizować. To ciągle nie jest premiowane, a nawet rozumiane przez wielu milsimowców. W praktyce na wielu milsimach sprawa rannych i zabitych wygląda tak samo albo i gorzej niż na grach, które nie mają ambicji na bycie niczym więcej, niż zwykłą wymianą kulek.

 

 

SZKOLENIE


W tak pojmowanym stanie rzeczy kilka osób z Mazowieckiej Grupy Paramilitarnej Kompania Nigdy Już z siedzibą w Błoniu (KNJ) oraz Młodzieżowej Sekcji Wojskowej przy Związku Polskich Spadochroniarzy (MSWZPS) postanowiło podzielić się własnymi pomysłami na lepsze odwzorowanie problemu ratownictwa na polu walki. 6 lutego zorganizowali zatem całodniowe szkolenie obejmujące wstęp do ratownictwa taktycznego wg uznawanych obecnie w NATO wytycznych TCCC.

 


Mazowiecka społeczność już wcześniej pokazała, że jest zainteresowana popularyzacją zarówno formy MilSim jak i konkretnych jej elementów. W zakresie ratownictwa taktycznego wprowadzili już dosyć dawno temu zasadę, według której „wirtualny” medyk musiał mieć przeszkolenie przynajmniej z zakresu pierwszej pomocy. KNJ i MSWZPS poszli jednak kilka kroków dalej, dając przykład w kilku dziedzinach.


Po pierwsze, sama zawartość kursu była dostosowana do uczestników. Każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie – zarówno ludzie po przeszkoleniu (na różnym poziomie) jak i kompletni nowicjusze. TCCC jest wdzięcznym tematem do nauki przez osoby zainteresowane pierwszymi krokami w zakresie ratownictwa, ponieważ zbudowany jest modułowo. Moduł podstawowy w największym skrócie obejmuje umiejętność wykorzystania wydawanej każdemu żołnierzowi apteczki osobistej (np. IFAK) i w praktyce powinien być on znany przez każdego operatora. Następne moduły to para medyk zespołowy i medycy wchodzący w skład systemu medycznego i ewakuacji medycznej.


Oczywiście TCCC jako wytyczne nie może być traktowany jako kurs do zastosowania w cywilnych sytuacjach. To także podkreślili organizatorzy, koncentrując się na wyimaginowanym polu walki. Sam kurs nie miał charakteru całościowego kursu pierwszej pomocy, ale właśnie naukę konkretnych odruchów w konkretnym – na szczęście dla wielu z nas wyimaginowanym – środowisku.

 


Po drugie, sama forma kursu bardzo przypadła mi do gustu. Organizatorzy postawili na wymianę własnych doświadczeń z pomocą najlepszych specjalistów zainteresowanych milsimem. To bardzo ważny element, który często bywa zaniedbywany w profesjonalnych szkoleniach - trenerzy także się w to bawią. Dzięki temu łatwiej określą w co możemy się bawić a czego nie da się zasymulować dostępnymi środkami. Dzięki temu łatwiej zainteresują dostosowując swój przekaz do poziomu odbiorcy (którego rozumieją, bo sami kiedyś byli na tym poziomie).


Dodatkowo, inaczej uczestniczy się w zjeździe organizowanym przez pasjonatów tego samego niż szkoleniu specjalistycznym, którego instruktorzy mają zupełnie inne doświadczenia a organizator znalazł rynkową niszę. Pomijając kwestię ceny (która tu była bardzo atrakcyjna), unika się w dużym stopniu swoistej „nagonki na papier” związanej z wyścigiem, która firma szkoleniowa ma wyższe kwalifikacje i co może zaoferować. W przypadku treningu KNJ pasjonaci spotkali się z pasjonatami, wymienili doświadczenia i poćwiczyli podstawowe odruchy. Warto też wspomnieć, że cena 60 PLN za jednodniowe szkolenie z lokalem i wyżywieniem to naprawdę dobra oferta. W trakcie szkolenia wykorzystano materiały, których wartość zazwyczaj zawyża cenę – choćby kilka modeli staz taktycznych. W przypadku umiejętności hobbystycznych (czyt. niekoniecznie niezbędnych w życiu lub w pracy) jest to kolejny atut za szkoleniem, które ma bardziej formę partnerskiej, koleżeńskiej wymiany wiedzy i umiejętności niż komercyjnej oferty.

 


Po trzecie wreszcie, KNJ zaproponowało wstęp do metodologii TCCC – czyli ratownictwa taktycznego. W przeciwieństwie do wielu oferowanych airsoftowcom produktów, ratownictwo taktyczne różni się od cywilnego nie tylko kolorem materiału, z którego jest uszyte. TCCC jest stosowane na polu walki i zawiera zupełnie inne algorytmy niż te, które paramedycy poznają na kursach cywilnych. Różne są nawet podstawowe cele – w ratownictwie cywilnym jest to zawsze życie i zdrowie poszkodowanego, w ratownictwie taktycznym – minimalizacja strat podczas wykonywania zadania (które to zadanie ma priorytet). Dlatego TCCC nie ma zastosowania w ratownictwie cywilnym (poza rzadkimi sytuacjami strzelanin w mieście, gdzie i tak wykorzystywane są tylko niektóre elementy). A to powoduje, że powstała luka pomiędzy profesjonalnymi szkoleniami dla służb (na które cywile nie mają wstępu) a brakiem szkoleń w ogóle - luka, którą KNJ zręcznie i sprawnie wykorzystało, oferując kurs dla hobbystów.


Zawartość samego szkolenia była dobrana odpowiednio. W ciągu ok. 5h wykładów uczestnicy poznali podstawowe różnice między TCCC a cywilnymi systemami, koncepcję stref w ratownictwie taktycznym, metody i zakres działań taktycznych i medycznych w pierwszej i drugiej strefie. Dzięki zaangażowaniu w szkolenie profesjonalnych szkoleniowców – Sylwestra, ratownika medycznego oraz instruktora ze służb mundurowych – uczestnicy mogli się dowiedzieć, jaki powinien być skład apteczki osobistej i zespołowej oraz jak wykorzystywać ten skład w praktyce. Dzięki przedstawieniu procedury MEDEVAC kurs zamknął cały cykl traktowania obrażeń na polu walki – od przygotowania się do najbardziej typowych, poprzez trening używania swojego wyposażenia, poprzez same mechanizmy powstawania urazu aż po sposoby wyciągnięcia człowieka ze strefy gorącej do zabezpieczonej, gdzie można go ustabilizować i wezwać karetkę.

 


Po teorii przyszedł czas na ćwiczenia praktyczne. Oprócz szkolenia z praktycznego użycia staz, noszy polowych i sprzętu dostępnego ma milsimie w różnych warunkach (także w ciemności), organizatorzy podsumowali całe szkolenie trzema uzupełniającymi się scenariuszami. Celowo nie opiszę ich dokładnie, ponieważ mam nadzieję, że takie szkolenia jeszcze się powtórzą. Mogę tylko powiedzieć, że pokazały mi i wielu kolegom, jak wiele jeszcze pracy, treningów i pracy nad własnymi treningami trzeba włożyć, żeby pewne podstawowe czynności wykonać w sposób automatyczny w każdych warunkach. Zaangażowane w scenariusze środki obejmowały użycie pojazdów, pozoracji pola walki i co chyba najważniejsze – stałą opiekę profesjonalnych instruktorów.


W chwili pisania tego artykułu organizatorzy wspominali już o kolejnej edycji szkolenia wstępnego oraz być może także cyklu szkoleń z zakresu TCCC przygotowującego milsimowych paramedyków do zastosowania nabytej wiedzy na milsimach. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że te plany zostaną zrealizowane.

Ocena wszystkich (brak, głosów: 0)

  • Dodaj do:
  • Facebook

Komentarze

Przejdź na koniec listy komentarzy
Dalej 14.02.2010, h. 11:08 Dalej
fajnie
SIERRA_2 14.02.2010, h. 12:36 SIERRA_2
Szkoda że w Poznaniu takich nie organizują. Przydało by mi się i do asg i na uczelnie (tudent Ratownictwa medyczego)
HoHoL 14.02.2010, h. 12:50 HoHoL
Myśmy jechali 350km na ten trening, Kret też z 3City do Wawy ma kawałek.
Beholder 14.02.2010, h. 13:01 Beholder
ja jechałem 120 km, jednym słowem dla chcącego nic trudnego.
Foka 14.02.2010, h. 15:35 Foka
> jak wiele jeszcze pracy, treningów i pracy nad własnymi treningami
> trzeba włożyć, żeby pewne podstawowe czynności wykonać
> w sposób automatyczny w każdych warunkach

Autor zapomina o jednym - w naszej sytuacji choćby nie wiem jak poważnie podejść do tematu, ciągle jest to "tylko" hobby. O ile ktoś poza airsoftem nie jest ratownikiem itp to nigdy nie osiągnie poziomu "automatycznego wykonywania czynności". Żeby osiągnąć taki poziom potrzeba setek godzin nie tylko szkoleń ale i doświadczeń praktycznych.

Jestem zwolennikiem dążenia do urealnień w milsimach, ale nie za wszelką cenę i pociągniętych poza granice absurdu. Owszem, zgadzam się z początkową tezą, że w wielu milsimach sprawy rannych są uproszczone, ale wynika to bardziej z oczekiwań uczestników niż z planowych założeń, czego autor powinien mieć świadomość, organizując niejedną grę i wiedząc jak uczestnicy reagują na propozycję "przejedź 500 km, ale może dostaniesz po pół godzinie i będziesz wracał do domu".
Beholder 14.02.2010, h. 16:39 Beholder
"Setek godzin" ludzie nie żyja tak długo by, nauczyć się wszytskiego co jest potrzebne. Bardzo dobre wyniki można osiągnąć po kilkunastu godzinach treningów w róznych konfiguracjach (około 15), podstawowa procedura jest banalnie prosta, trzeba tylko trochę myśleć i mieć trochę wiedzy, reszta pójdzie pozytywnie.
Foka 14.02.2010, h. 19:32 Foka
W 15h? BLS to bodajże ok 30h, a to jest szkolenie, można by rzec, zapoznawcze! W 15h to się można nauczyć podstaw, a nie $1. Ale co tam, niech Ci będzie - w 15h nauczyłeś się odruchów. Jak długo Ci one pozostaną jeśli nie będą nigdy utrwalane?

Ok, będzie regularnie trenował, na utrwalenie wystarczy pewnie 2-3h tygodniowo... No to pierwszą pomoc masz na poziomie odruchów i utrwaloną... Ale chyba nie tylko o pierwszą pomoc chodzi, prawda? Taktyka, posługiwanie się bronią, survival, alpinistyka, radiokomunikacja i kilkanaście innych rzeczy.

Nie bez przyczyny trzeba poświęcić swoje życie (czyt. obrać to jako zawód), żeby całość potrzebnej wiedzy i umiejętności mieć na odpowiednim poziomie. Jeśli coś jest hobby to tym hobby pozostanie i choćbyś nie wiem jak się starał nie dorównasz zawodowcom w zgłębieniu i $1 właściwych tematów.


Nie zrozumcie mnie źle - jak najbardziej popieram takie szkolenia, sam regularnie w nich uczestniczę. Ale zaczyna się robić niebezpiecznie, gdy ktoś zatraca granicę między hobby (nie zabawą, bo hobby może być dużo poważniejsze od zabawy), a realiami.
Wieszak 14.02.2010, h. 19:41 Wieszak
@ Kret - Kocham Cię a serio to dzięki za rzetelną i ciekawą relację.

@ Foka - to szkolenie nie miało uczynić laików wojskowymi paramedykami (to chyba logiczne, ze względu na czas i zakres szkolenia), miało jedynie pokazać i zaproponować milsimowcom naszą wizję Ratownictwa Taktycznego w kontekście milsimów, miało podszkolić z podstaw tych, którzy tematu nie znają oraz miało być okazją do osobistej wymiany poglądów w temacie RT między milsimową bracią.

Ja osobiście nie pokusiłbym się o nazwanie głównych przyczyn upraszczania RT na milsimach, może jest tak jak mówisz, może winne są systemy zasad, może brak wyobraźni graczy, może coś innego, ja tego nie wiem, bo nie prowadzę statystyk i badań. Nie chciałbym jednak by ktokolwiek po takich komentarzach opacznie rozumiał nasze dążenia do urealniania RT na milsimach, doszukując się w nich "przekraczania granic absurdu", nie o to nam chodzi i zależy mi by było to jasne.
Pisząc: "zaczyna się robić niebezpiecznie, gdy ktoś zatraca granicę między hobby (nie zabawą, bo hobby może być dużo poważniejsze od zabawy), a realiami." wskazujesz, być może niechcący, nas organizatorów powyższego szkolenia jako osoby niespełna rozumu, tracące kontakt z rzeczywistością, a to jest nieprawda!
Każdy, kto był na szkoleniu, na wstępie miał okazje usłyszeć co nas skłoniło do organizacji oraz jakie mamy cele. Po ocenę przyczyn oraz celów zapraszam, z pytaniami do uczestników.

Mam jednak wrażenie i prosiłbym Cię byś powiedział czy słuszne, że twój komentarz jest jakby obok tematu i treści szkolenia, a bardziej, moim zdaniem dotyczy drugiego dna tekstu, które według mnie już bezpośrednio jest osobistą wizją Kreta, na temat RT w polskich milsimach. Jeśli tak, to widać macie jakąs osobistą dyskusję, więc ja dalej nie polemizuję, bo choć mam podobne zdanie co Kret, to jednak obronę własnych teorii pozostawiam autorowi.

Pozdrawiam
W.
Foka 14.02.2010, h. 20:17 Foka
> to szkolenie nie miało uczynić laików wojskowymi paramedykami
> (to chyba logiczne, ze względu na czas i zakres szkolenia), miało
> jedynie pokazać i zaproponować milsimowcom naszą wizję Ratownictwa
> Taktycznego w kontekście milsimów, miało podszkolić z podstaw tych,
> którzy tematu nie znają oraz miało być okazją do osobistej wymiany
> poglądów w temacie RT między milsimową bracią

I super! Jestem za i popieram! Zobacz w pierwszym komentarzu (moim) do której części tekstu się odnosiłem.

> Ja osobiście nie pokusiłbym się o nazwanie głównych przyczyn
> upraszczania RT na milsimach

To była dygresja, możemy o tym porozmawiać na Milsimie, może dojdziemy do czegoś konstruktywnego

> wskazujesz, być może niechcący, nas organizatorów powyższego
> szkolenia jako osoby niespełna rozumu, tracące kontakt z rzeczywistością,
> a to jest nieprawda!

Nie, nie było i nie jest to moim zamiarem. Chodziło mi tylko i wyłącznie o zacytowane zdanie, a później o wypowiedź Beholdera. Nie mam żadnych zarzutów nt. samego szkolenia!

> twój komentarz jest jakby obok tematu i treści szkolenia, a bardziej,
> moim zdaniem dotyczy drugiego dna tekstu, które według mnie już
> bezpośrednio jest osobistą wizją Kreta

Mój komentarz dotyczy artykułu, a nie szkolenia. Na szkoleniu nie byłem, ani nie znam relacji, więc nie mam czego oceniać, a samą ideę popieram.
Wieszak 14.02.2010, h. 20:22 Wieszak
OK, Kumam, Luz

Pozdrawiam
W.
Beholder 14.02.2010, h. 20:49 Beholder
Foka działanie w pierwszej strefie jest proste wytłumaczyć je można w pieć minut, dobrze wykonywać w kilka godzin, i na potrzeby milsimowe wystarczy.
Foka 14.02.2010, h. 22:57 Foka
Powtórzę - jak długo będziesz je pamiętał nie trenując i nie powtarzając? Jeśli będziesz powtarzał, to kiedy będziesz powtarzał zmiany magazynków, taktykę z kolegami, łączność radiową... Jeśli będziesz, to kiedy będziesz pracował i spędzał czas z rodziną?

Ja byłem na wielu kursach medycznych, prowadzony przez przedstawicieli różnych organizacji. I na kursach cywilnych i "militarnych". Ale wystarczy 2-3 lata przerwy i zapomina się podstaw.
Mider 14.02.2010, h. 22:58 Mider
Byłem na tym szkoleniu i bardzo zachęcam do wzięcia udziału w następnych edycjach jeśli takie będą. Proponuję jednak aby uczestnicy skończyli najpierw kurs BLS.
Podrzyk 15.02.2010, h. 05:42 Podrzyk
Czytam i zastanawiam się... Sam jestem po kursach ratowniczych (ZHP) i jak najbardziej popieram tą ideę. Bardzo chętnie wybrał bym się na takie szkolenie.
Mider mówi, że BLS. I popieram. Zachęcam WSZYSTKICH do podnoszenia swojej wiedzy teoretycznej i praktycznej z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Nigdy nie wiadomo kiedy możemy się przydać drugiej osobie.
Grey 15.02.2010, h. 09:51 Grey
Wg mnie gra taktyczna bez ratownictwa taktycznego nie może być nazwana milsimem. Oczywiście takie zdanie mam teraz, kiedy już wiem o co w RT biega.
Chodzi o to, że bez RT inne jest zachowanie uczestników, inne podejście do wirtualnego umierania (rana wyłaczająca z walki nie jest końcem gry), a przede wszystkim inny poziom planowania operacji przez sztab. Kiedy dla sztabu równie ważna jak osiągnięcie celu staje się ewakuacja rannych z pola walki przestrzeń możliwości się zawęża. Muszą się borykać z tym, co w wojnie jest naprawdę istotnym problemem, z przepływem rannych. To ważny element logistyki.
Beholder 15.02.2010, h. 11:41 Beholder
Prawda, że nie powtarzane umiejętności zanikają, a wiedza nie używana paruje. Jednak medycyna to nie strzelanie dynamiczne, które trzeba trenować latami, aby mieć wyniki sportowe. Wystarczy, że dana osoba przyswoi sobie pewien zakres wiedzy i będzie świadoma co ma wykonać, każdy pacjent jest inny, tak samo jak zmienne są sytuacje w życiu i MilSimie, więc nie można wyuczyć się dokladnie jednego postępowania, musi mieć dany uczestnik pobraną kumację z magazynu zaraz obok apteczki, jak niema to nic nie pomoże.
SZARY 22.02.2010, h. 10:32 SZARY
tak z czystej ciekawości jakie doswiadczenie bojowe maja instruktorzy ,gdzie działali juz w takim wymiarze-mowa o realnej walce i realnych urazach-pytam na zapas bo jest sens uczenia sie od praktyków ale od ...teoretyków raczej żaden.
SZARY 22.02.2010, h. 17:40 SZARY
Niema klopotu pytałem z ciekawości interesowala mnie ta kwestia -ostatecznie wszystko kosztuje a jak mam wydac ileś tam kasy to wole wydac na profesjonalistow i co najwyżej oni dopasuja treści do potrzeb pola walki z zabawkami...
Beholder 22.02.2010, h. 20:32 Beholder
U profesjonalistów kolego, zapłacisz co najmniej kilkaset złotych, nie 60 i lepiej dobrze się rozejrzyj czy trafiłeś do profesjonalistów, jak narazie, według mojej wiedzy jedną firma szkoleniową uprawniona do TCCC jest firma REAGO i nie prowadzi szkoleń dla cywili, z tego mi się obiło o uszy koszt szkolenia wynosi trzy tysie. Jeśli się mylę niech mnie ktos poprawi. Problem z bojowymi profesjonalistami jest taki, że nie mają wykształcenia medycznego za czym idzie to, że nie mają uprawnień do prowadzenia nawet zwykłej pierwszej pomocy, za to z ratownikami i lekarzami jest problem taki, że nie mają doświadczeń bojowych i kółko się zamyka, są pojedyncze osoby przedstawiajace się jako jedno i drugie, my tutaj mielismy jednego instruktora z wykształceniem medycznym i jednego z doswiadczeniem bojowym i kazdy miał swoją działkę do opowiedzenia.
berbeluch 23.02.2010, h. 20:07 berbeluch
Beholder napisałeś ze ci instruktorzy nie mają uprawnień do pierwszej pomocy, otóż uprawnienia do pierwszej pomocy posiada KAŻDY! Pomyśl człowieku co piszesz !
Wieszak 24.02.2010, h. 12:32 Wieszak
"jakie doświadczenie bojowe maja instruktorzy ,gdzie działali juz w takim wymiarze-mowa o realnej walce i realnych urazach...?"

@Szary: nie chcę być arogancki, bo nie lubię, ale powiem konkretnie, bo lubię: jakbyś czytał powyższą relację, uważniej i z większym zrozumieniem, to byś doczytał się, że szkolenie było przeprowadzone w kontekście GIER TYPU MILSIM, a nie wysłania ludzi na wojnę...

W tym kontekście instruktorzy, organizatorzy i osoby wspierające, mają duże doświadczenie praktyczne. Dodatkowo, jak był łaskaw wspomnieć kolega Beholder, instruktorami byli Ratownik Medyczny (z wieloletnią praktyką) oraz Funkcjonariusz SPAP (popularnie mówiąc ATek, również z praktyką, ale nie licz na to że powiem Ci gdzie działa, działał i w jakim wymiarze), to z resztą też jest w relacji Kreta, wystarczyło czytać.

Ich doświadczenie dało nam świetną bazę medyczno-taktyczną, która w połączeniu z praktycznym doświadczeniem Milsimowym instruktorów z KNJ, pozwoliła nam przygotować świetne (w ocenie uczestników) szkolenie wprowadzające w tematykę RT na Milsimach.

To już nie pierwsze szkolenie, które zorganizowaliśmy w tym zespole i uwierz mi, świetnie się dogadujemy, uzupełniamy i wiemy co robimy.

Zamiast zastanawiać się nad kompetencjami i doświadczeniem instruktorów, poczytaj oceny efektów i merytorycznej zawartości szkolenia. Myślę, że zadowoleni uczestnicy to najlepsza gwarancja jakości przygotowanej imprezy.

Zapraszam na powtórkę i kolejne etapy.

Pozdrawiam
W.
Beholder 25.02.2010, h. 09:50 Beholder
Berbelucht ty piszesz bzdury przeczytaj sobie Ustawę o Państwowym Ratownictwie Medycznym z dnia 8 września 2006 r, pragraf 7 lub 8 nie pamietam dokładnie, tam jest napisane kto ma uprawnienia do prowadzenia kursów pierwszej pomocy, i w załączniku do tej ustawy jest napisane kto może być instruktorem na kursie Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy, to sie dowiesz że nie każdy może uczyć pierwszej pomocy to raz, a dwa że ludzie z "mundórówki" maja wykształcenie zaledwie KPP co daje im tytuł Ratownika (ale nie Medycznego) i nie maja uprawnień by być instruktorami ze strony medycznej, na żadnym kursie.
Przejdź na początek list komentarzy

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany.


Wyświetleń: 56716

Polecamy

Sponsorzy

Action Army (silver sponsor)
Modify (silver sponsor)
Specna Arms (silver sponsor)

Imprezy patronowane

Reklama

Artykuły

Reklama

Wspierają nas

Sklepy:
Gunfire.pl

Współpracujemy


Media:
airsoftnews
equipped
miekkopowietrzni
Przegląd Strzelecki - Arsenał

Lokalne środowiska:
weekend-warriors
kpasg
rus-mil

Wydawnictwa

Nawigacja

Najczęściej poruszane