Daj cynk
Reklama

Artykuły

X-lecie Śląskiego Airsoftu

Sprawozdania, 10.10.2013, h. 13:15, dodał: LogaN , autor: Yarpen
8

Reportaż z X-lecia Śląskiego Airsoftu - imprezy organizowanej przez Formację Śląsk w okolicach Lublińca. Zlot trwał w dniach 04-06.10.2013.



1.jpg


Dawno, dawno temu...

   

Wrzesień 2003r, okolice Mikołowa, Sośnia Góra. To tutaj odbywają się pierwsze śląskie manewry AS. W tym czasie społeczność airsoftowa w Polsce dopiero budowała swoje zręby. Z trzydziestu osób, które stawiły się na zbiórce, większość  stanowili Ślązacy, lecz przybyli także goście z Krakowa i Poznania. Jak wspominają uczestnicy tej historycznej imprezy, była ona wyjątkowa. Jej wspaniałą atmosferę kreowała spontaniczność i świadomość współuczestniczenia w czymś nowym. Mimo upływu dekady, wspólne ognisko i grochówka,  ataki na „Schron” czy walki wokół „Psiarni” i „Garaży”, na zawsze zapadły w pamięć uczestników. I choć wielu z nich spotkało się wówczas pierwszy raz, to zawiązane wtedy znajomości i przyjaźnie trwają do dziś.



wbbu.jpg

W opinii świadków tych wydarzeń, pozornie te pierwsze śląskie manewry nie odbiegały niczym od innych ówczesnych dużych imprez (tak, trzydzieści osób to było dużo), lecz już wtedy wiele z nich przewyższały organizacją i profesjonalizmem. Pozwoliły zaistnieć  Śląskowi na airsoftowej mapie Polski. Ale przede wszystkim stanowiły cezurę czasową, od której rozpoczął się dynamiczny rozwój środowiska lokalnego. Półtorej miesiąca później, silna reprezentacja Śląska przybyła na manewry do Krakowa. Rok później zawiązana została Formacja Śląsk (stanowiąca wtedy zrzeszenie najaktywniejszych śląskich graczy), a słynny „śląski autobus” zaczął wyruszać na gry we wszystkie strony Polski. Z kolei poziom i atrakcyjność gier organizowanych na Śląsku przyciągał graczy z innych województw. Były to czasy, gdy środowisko śląskie było przez wielu stawiane za wzór siły i organizacji, a także rzetelności i koleżeństwa.

Tysiące ludzi przewinęło się przez dziesięć lat przez śląskie, airsoftowe pole walki. Wiele osób zapisało ważne karty w historii śląskiego Airsoftu. Ci, którzy mieli przyjemność uczestniczyć w tej historii od początku, nie mają wątpliwości, że zaczęła się ona tworzyć za sprawą tych chłopaków, którzy jesienią 2003 spotkali się na Sośniej Górze. Upływ czasu zmienił wiele. Niekoniecznie na lepsze. Ale ostatnio, dzięki członkom Formacji Śląsk, znów mogliśmy poczuć niepowtarzalny klimat udanej airsoftowej imprezy.


Dziesięć lat później



Kiedy na śląskim forum WMASG pojawiło się ogłoszenie o zlocie, wiedziałem, że muszę tam być. Najważniejsze powody? Pierwszy na Górnym Śląsku zlot z prawdziwego zdarzenia. Renoma Formacji Śląsk, jako organizatora dużych, dobrze zorganizowanych  i udanych imprez. No i szansa na niespieszne pogaduchy ze znajomymi. W tym z takimi, których coraz rzadziej można spotkać na airsoftowym polu walki.

2.JPG
3.JPG
4.JPG

Na zlotową bazę organizator wybrał ośrodek „Leśne ustronie” w niewielkiej miejscowości Posmyk, wśród pięknych lasów lublinieckich. Ukryty wśród drzew, położony nad malowniczym stawem, ośrodek oferował uczestnikom najlepsze warunki bytowe z jakimi się spotkałem na zlotach. Domki niewielkie, ale z prysznicem (ciepła woda!), WC oraz łóżko z pościelą, to jak za niewysoką cenę 20zł (za noc), całkiem niezły standard. Na terenie zadaszone stanowiska do grillowania, sala „bankietowa”, bar, a nawet ciekawostka w postaci mini zoo z kucami, sarenkami i dzikim ptactwem.


5.JPG
6.jpg

Kiedy udało mi się już trafić w to miejsce (GPS nieco inaczej widział punkt, w którym powinna skończyć się podróż), po pozostawieniu samochodu na parkingu zacząłem szukać „kontaktu z bazą”. Tutaj inaczej niż to miało miejsce na Tomaszowie czy Basrze, nikt przy bramie gości nie witał. Jednak kierując się wskazówkami napotkanych zlotowiczów, szybko trafiłem do miejsca, gdzie zostałem zarejestrowany. Formalności ograniczyły się do złożenia jednego podpisu i już mogłem złożyć plecak na kwaterze.
Zapadł już zmrok, kolejni uczestnicy wciąż przybywali. A przybywali nie tylko z terenu aglomeracji śląskiej. Tablice rejestracyjne wskazywały na gości z dolnośląskiego, łódzkiego, małopolski, regionu częstochowskiego i innych miejsc. Mało tego, przybyli również pracujący i mieszkający na co dzień poza granicami Polski i to dosyć daleko. Rekordzistą był chyba kolega który przyjechał, z kontraktu, z Chin.

7.jpg

Pozostała część piątkowego wieczoru przeznaczona została na zajęcia integracyjne. Znaczna część uczestników znała się już wcześniej, dlatego powitaniom i potrząsaniom dłoni nie było tego wieczoru końca. Choć do dyspozycji zlotowiczów oddana została duża, oświetlona sala, gdzie wszyscy mogli zasiąść wspólnie, to tego wieczoru większym powodzeniem cieszyły się „zajęcia w podgrupach”.  Wokół grilla, w domkach czy wokół nich, ekipy zwierały szyki i obmyślały strategie przed planowaną na następny dzień rozgrywką. I tak do późnej nocy. Ba, najwytrwalsi w środku nocy ćwiczyli swoje „umiejętności bojowe”. To spotkało się ze słusznym oporem ze strony tych, którzy uważali, że sen przed starciem jest jednak przydatny.

 

Gra



Sobota powitała nas pięknym słońcem i rześkim powietrzem. Pogoda idealna na grę w terenie. Na dwóch oddzielnych zbiórkach, dla obrony i ataku, organizatorzy przeprowadzili odprawę. Jako że w strzelaniu uczestniczyłem po stronie obrony, z tego punktu widzenia opiszę dalsze wypadki.


8.jpg
9.jpg

Nasza strona udała się do leżącego o dziesięć minut spacerkiem od bazy, opuszczonego ośrodka wypoczynkowego. To tutaj miał znajdować się nasz sztab - centralny punkt naszej obrony. Grałem już w różnych porzuconych przez człowieka miejscach. Ale w takim jak to, jeszcze nie. Domki letniskowe w których gdzieniegdzie w oknach powiewają firanki, tu i tam stoją wersalki i inne elementy wyposażenia, gdzie czuć już postępującą dewastację i widać nieśmiałe na razie próby odbioru tego miejsca przez przyrodę, tworzą ciekawy klimat.

 
10.jpg

Jednak nie od obrony bazy rozpoczęła to strzelanie moja drużyna. Zostaliśmy wysłani na prawą flankę, w okolice myśliwskiej ambony, skąd mieliśmy wypatrywać spodziewanego ataku przeciwnika od strony wody. Dowódca rozwinął nas na pozycjach obronnych, a część drużyny skierował do penetrowania linii brzegowej w celu odnalezienia miejsc, w których mógłby nastąpić desant. Na naszym odcinku takich miejsc nie odkryliśmy, byliśmy więc przygotowani na to, że któraś z sąsiednich drużyn wkrótce wezwie nas na pomoc, bo to na ich odcinku nastąpi atak. I tak też się stało.


11.jpg
12.jpg

Po niedługim czasie zostaliśmy wezwani, pierwsza wymiana ognia, pierwsze straty. Walka nie była łatwa, gęste poszycie nie ułatwiało rozpoznania pozycji przeciwnika. Trafienie, marsz na respa, oczekiwanie na resztę drużyny.


13.jpg
14.jpg

Jako że teren gry nie był zbyt duży, wymiany ognia były dość częste, a okresy leniwego czuwania na posterunku krótkie. Strona atakująca nie próżnowała, szczególnie zapadł mi w pamięci atak na most, którego broniliśmy z naszą drużyną. Obstawiliśmy mostek nad niewielką rzeczką/strumieniem i fragment leśnej drogi. Ja zająłem posterunek najdalej od mostku, przy rozwidleniu drogi. Po niedługim czasie zauważyliśmy ruch przeciwnika wśród drzew po prawej. Zaczęli napierać. Wymiana ognia, pojawiają się czerwone szmaty. Atak „krwawi”, ale nie ustaje. Kanonada, dymy. Dodatkowo wróg pojawia się też od frontu i z lewej. Kolejne uderzenie i obrona pada. Z mojej pozycji wyglądało to, jakby szczęki zaciskały się na wąskim gardle drogi i mostku. Użyję modnego słowa – epickie.


15.jpg
16.jpg

Mimo tych pojedynczych sukcesów i przewagi liczebnej, strona atakująca nie zdołała do końca gry przypieczętować zwycięstwa zdobyciem naszej kwatery głównej. Za każdym razem ataki były odpierane, a ostatni z nich został przerwany przez organizatora z powodu upływu czasu przewidzianego na rozgrywkę.


Po grze



Kiedy już wszyscy wrócili na teren ośrodka wypoczynkowego, zrzucili szpej i nieco się odświeżyli, przyszedł czas na zebranie wszystkich uczestników w sali bankietowej. Przed częścią oficjalną, każdy z uczestników mógł odebrać zamówione wcześniej zlotowe koszulki i zasiąść do stołu. Nim przystąpiliśmy do konsumpcji tego, co na tych stołach zastaliśmy i co sami przynieśliśmy, z ramienia organizatora, w krótkich słowach imprezę podsumował Paton i Taga. Uczestnicy uczcili również minutą ciszy pamięć kolegi Szczygła, który w tym roku niespodziewanie nas opuścił.


17.jpg

Co było dalej? „Jedzą, piją, lulki palą. Tańce, hulanki, swawole. Ledwie karczmy nie rozwalą….”. Kto bywał na zlotach, ten wie. Kto nigdy nie był, nie poczuje. To trzeba przeżyć…


Po zlocie



Podsumowanie:

Organizacja – bardzo dobra, organizatorzy może nie niańczyli uczestników, ale cały czas i na terenie bazy i na terenie gry byli obecni i łatwo dostępni. Dotyczy to również fazy przedzlotowej. Informacje były rzeczowe, łatwo dostępne i przejrzyste. Nie było też odsyłania „od Annasza do Kajfasza”.

Baza - ośrodek „Leśne ustronie” jest świetny dla tego typu imprez. Duży parking, niezłe i tanie noclegi, ciepła woda. Możliwość skorzystania z baru i zakupu ciepłego posiłku. Do wyboru grillowisko i sala bankietowa na integrację.

Gra i teren gry – ciekawy i urozmaicony teren gry; a to droga, a to mostek, a to „wioska”. Tu górka tam rów, ówdzie szuwary. Nie za duży, nie za mały, akurat na około 140 osób. Gra – w opinii mojej, lecz nie tylko, nie była typową sztabówką (taką typową a’la Formacja Śląsk), raczej większym strzelaniem (niektórzy używają określenia Duże Strzelanie). Nie wiem jak inni, ale moja drużyna się nie nudziła. I kompozytu poszło sporo i piro, a i na respie się swoje odsiedziało.

Opinie uczestników  – te, które można było usłyszeć na zlocie, a także te, które można przeczytać na naszym forum, tworzą spójny obraz. Ogólna ocena zlotu jako całości jest zdecydowanie pozytywna. Jeżeli uczestnicy byli usatysfakcjonowani, organizatorzy oraz nasi  gospodarze z „Leśnego Ustronia” byli z pomysłu urządzenia zlotu zadowoleni, to być może jeszcze się na tym terenie spotkamy.
W przyszłym roku, w końcu, dziesięciolecie Formacji Śląsk…


Napisy końcowe




18.jpg

W ostatnim słowie, pragnę podziękować organizatorom zlotu za włożoną pracę i dostarczenie uczestnikom dobrej zabawy.
Byli to: Paton, Taga, Ice, Solo, Yszek, Siergiej, Luger, Cygan, Marynarz, Piok, Imek, Celina.


Zdjęcia autorstwa: Formacji Śląsk, posmyk.pl, Red Siedemosiem, prywatne archiwum, autor nieznany (zdjęcie nr 1);
Konsultacja historyczna: Kuba;
Wątek na WMASG.  

Autorem reportażu jest Yarpen.

    

Ocena wszystkich (6.00, głosów: 11)

  • Dodaj do:
  • Facebook

Komentarze

Przejdź na koniec listy komentarzy
Red Siedemosiem 10.10.2013, h. 14:00 Red Siedemosiem
Ladnie, zgrabnie opisane :)
_Arczi_ 10.10.2013, h. 14:14 _Arczi_
Yarpen dobrze prawisz. Było zajebiście :)
kmieto 10.10.2013, h. 14:41 kmieto
po męsku udekorowane stoły :]
Maza94 10.10.2013, h. 14:56 Maza94
No, żubrów więcej niż w Parku Bieszczadzkim. Na Warmii trzeba takie coś zorganizować!
Ulner 10.10.2013, h. 17:07 Ulner
No, żubrów było sporo, ludzie byli super, ogólnie impreza pierwszorzędna. Czekamy na poprawiny.
krauzak 10.10.2013, h. 23:09 krauzak
Impreza będzie na długo zapamiętana. Ja chce jeszcze raz :)
luglo 11.10.2013, h. 08:42 luglo
Było miło :)
Arekcore 16.10.2013, h. 08:48 Arekcore
Widać konkretną organizację:)
Przejdź na początek list komentarzy

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany.


Wyświetleń: 32792

Polecamy

Sponsorzy

Action Army (silver sponsor)
Modify (silver sponsor)
Specna Arms (silver sponsor)

Imprezy patronowane

Reklama

Artykuły

Reklama

Wspierają nas

Sklepy:
Gunfire.pl

Współpracujemy


Media:
airsoftnews
equipped
miekkopowietrzni
Przegląd Strzelecki - Arsenał

Lokalne środowiska:
weekend-warriors
kpasg
rus-mil

Wydawnictwa

Nawigacja

Najczęściej poruszane