Daj cynk
Reklama

Testy

PORÓWNANIE: Manierka US, Nalgene Multidrink, Hydrapak Stash

Ekwipunek, 16.08.2015, h. 23:20, dodał: Wacol
11

Od chwili, kiedy jakiś paleolityczny geniusz wpadł na to, jak z kawałka koziej skóry i korka zrobić bukłak, możliwości operacyjne naszych przodków powiększyły się niesamowicie. Nie musieli już polegać na dość mizernej pojemności własnych żołądków. Facet, który wykombinował tak rewolucyjne zastosowanie dla resztek niedojedzonego zwierzaka zasługuje co najmniej na pomnik.



Pomysł oczywiście ewoluował i obecnie możemy wybierać wśród dziesiątków różnych pojemników skrojonych do najdziwniejszych fanaberii i najbardziej wymagających użytkowników. W tym tekście przedstawię Wam trzy rozwiązania problemu przenoszenia wody jakie miałem możliwość sprawdzić. Mowa o amerykańskiej manierce M1961, butelce Nalgene Multidrink oraz miękkiej butli Hydrapak Stash.

 

manierka M1961, butelka Nalgene Multidrink i miękka butla Hydrapak StashFot. 1: Butelka Hydrapak Stash, Butelka Nalgene Multidrink, Manierka US M1961

 

Uprzedzając pytania – nie będzie nic o bukłakach. Przede wszystkim dlatego, że jak kilka lat temu zakupiłem jeden od firmy Source, tak do tej pory nie odczuwam potrzeby zmiany tego rozwiązania. Stąd moja rada – jeżeli potrzebujesz „kamela”, odpuść sobie wszystkie marketowe podróbki. Szkoda na nie Twojego zdrowia i pieniędzy.

 

Po co w ogóle potrzebuję czegoś poza bukłakiem?

Jak wiadomo, pęcherze hydracyjne to świetne rozwiązanie. Zwłaszcza ostatnimi czasy, kiedy liczba hi-techowych patentów użytych do produkcji sprawia, że niemal można latać na nich w kosmos. Mają jednak kilka ograniczeń. Relatywnie łatwo je uszkodzić, trudno przemyć twarz lub ranę, czy przelać zawartość do kubka, a podzielenie się wodą jest raczej średnio higieniczne. Napełnianie ich w terenie też do najłatwiejszych nie należy.

Wniosek jest prosty – należy mieć przy sobie coś bez takich wad, co w razie oddzielenia Ciebie od bukłaka stanowić będzie awaryjne źródło płynów. Poza tym z wodą, jak z amunicją –  na dłuższe akcje trzeba zabierać tyle, ile się zmieści.

 

Manierka M1961

Trochę dziwnie opisuje mi się przedmiot popularny w kręgach militarnych równie mocno, co kifoza w branży IT. Cóż, ci z Was, którzy nie mieli z tym przedmiotem styczności, z przyjemnością uzupełnią wiedzę. Ci, którzy znają ją aż za dobrze, uzupełnią swoją wiedzę o inny punkt widzenia. I tego się trzymajmy.

 

Manierka M1961Fot. 2: Do manierki US można dokupić bardzo praktyczny stalowy kubek. Na zdjęciu wersja nowsza, z uchwytami składanymi na boki.

 

Plastikową manierkę M1961 wprowadzono na stan amerykańskich sił zbrojnych podczas wojny w Wietnamie. Szybko wyparła poprzednie modele wykonane ze stali i aluminium. Posiada pojemność jednej kwarty, co odpowiada w przybliżeniu 0,95 litra. Jest do dość sporo i dwie manierki wystarczą na 12-godzinny wypad w umiarkowanej temperaturze. Nie bez znaczenia pozostaje też szeroki wybór pokrowców zarówno komercyjnych, jak i kontraktowych.

 

Manierka M1961 i stalowy kubek

Fot. 3: Manierka dostępna jest tylko w kolorach ochronnych. Kubek co prawda nie, ale przynajmniej jest wykończony na matowo.

 

Sprzęt jest pancerny. Przynajmniej tak długo, jak macie zamiar do niego wlewać chłodną wodę. Przy wlewaniu ciepłej (40-50 st. C) plastik zaczyna wyraźnie mięknąć. Wlewać gorącej się nie odważyłem. Posiadam dwie manierki tego typu – jedną wyprodukowaną w 1984, drugą w 1990. Obie służą mi ponad 5 lat i poza urwanymi zaślepkami do wpięcia wężyka maski p-gaz, nie mają żadnych uszkodzeń. Zresztą brak zaślepek nie wpływa w żaden sposób na szczelność korka. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby zawartość manierki wyciekła. Oczywiście w tanich kopiach różnie to bywa, ale nie o nich tu mowa.

 

Manierka M1961 oznakowanie

Fot. 4: Manierka użyta do zdjęć jest już wiekowa, jednak właściwa konserwacja pozwala na zachowanie jej właściwości użytkowych.

 

Jak za oferowane możliwości, ten szpej jest praktycznie darmowy. Kontraktowe (teoretycznie) nieużywane manierki w stanie magazynowym można kupić już za 20-30 PLN. Do tego wypadałoby dokupić pokrowiec (do wyboru klasyczna wersja w ALICE oraz plejada konstrukcji montowanych na MOLLE) oraz świetny stalowy kubek, który może pełnić też rolę menażki albo improwizowanej saperki.

 

Manierka M1961 - idealnie mieści się do pasa

Fot. 5: Manierka US jako element prostego zestawu I linii. Od lewej - torba zrzutowa, manierka, cargo (ponczo/polar +ew. awaryjny zapas jedzenia), 2 granaty dymne, "broń" boczna.

 

Żeby nie było – manierka ma swoje wady. Przede wszystkim jest nieprzezroczysta, co utrudnia oszacowanie ilości wody w środku, ewentualnie jej klarowności przy napełnianiu w terenie. Dalej – tworzywo średnio znosi wyższe temperatury wody. Z uwagi na prostotę konstrukcji i brak bakteriobójczych patentów trzeba ją dokładnie osuszyć po każdym wyjściu w teren, a jeżeli czerpaliśmy wodę z przygodnych źródeł – dodatkowo wypłukać. Dzięki wąskiej szyjce możecie być pewni, że jak suszenie zaczniecie w niedzielę, to do kolejnego weekendu prawie na pewno wyschnie. Z powodu szyjki - również nie da się jej wysuszyć mechanicznie, co utrudniłoby lgnięcie się w środku chorobotwórczych bakterii lub grzybów. 

  

Manierka M1961 pokrowiec ALICE

Fot. 6: Pokrowiec ALICE to konstrukcja przemyślana, ale przestarzała. Na zdjęciu widoczna kieszonka na tabletki do oczyszczania wody.

 

Co by nie mówić, gdybym miał jechać jutro na front, z pewnością zabrałbym ze sobą ten sprzęt. Idiotoodporny, pancerny, niezawodny i tani. Ucieleśnienie idei KISS, spełniające wszystkie oczekiwania – ma trzymać wodę i nie przeciekać. Nic tak nie smakuje w terenie, jak racja żywnościowa przepita lekko ciągnąca plastikiem wodą z tego naczynia. Kto nie zna tego smaku – ten nie zna życia. Manierki są fajne, ale po latach zacząłem poszukiwać jednak sprzętu bardziej rozwiniętego technologicznie, bo jak wiadomo – kto się nie rozwija, ten się cofa. I tak płynnie przechodzimy do kolejnego punktu.

 

Zalety:

- Niska cena;

- Wytrzymałość mechaniczna i ogólna jakość wykonania;

- Kompatybilność z wieloma pokrowcami i kieszeniami dostępnymi na rynku;

- Spora pojemność.

 

Wady:

- Brak zabezpieczenia przed bakteriami i pleśnią;

- Nieprzezroczystość;

- Długi czas schnięcia;

- Wąska szyjka uniemożliwiające mechaniczne oczyszczenie wnętrza;

- Niska odporność na wyższe temperatury płynów.

 

Nalgene Multidrink

Zainteresowałem się firmą Nalgene dzięki zachwalającym jej produkt wpisom na blogu Supera. Pisał on co prawda o modelu 1-litrowym, ale z racji tego, że poszukiwałem źródła wody na szybsze akcje w cheście, wybór padł na model Multidrink o pojemności 0,6 litra. Miało być zastępstwo dla manierki – wyszło uzupełnienie. Z produktu Nalgene jestem dość zadowolony, mimo kilku mankamentów. Ogólnie było to dobrze zainwestowane 50 PLN.

 

Nalgane MultidrinkFot. 7: Kolor butelki nie jest specjalnie kamuflujący, ale oferta producenta jest pod tym względem niezwykle bogata.

 

W sprzęcie tym cenię sobie przede wszystkim uniwersalność. Amerykańskie manierki są nie do zdarcia i w ogóle super, ale pod warunkiem, że ganiasz po lesie przebrany za żołnierza. Poza tym istnieją okoliczności, kiedy raczej staram się unikać nadmiernie militarnego wyglądu. Do takich sytuacji należą między innymi wycieczki z plecakami, wypady na rower, czy inne, podobne przedsięwzięcia, gdzie toporna manierka jest przerostem formy nad treścią.

 

Nalgane Multidrink w kieszeniFot. 8: Butelka jest na tyle niewielka, że pasuje jako źródło wody noszone pod ręką podczas szybkich wyjść w teren.

 

Co to ma wspólnego z uniwersalnością? Nalgene spisuje się w każdej outdoorowej sytuacji. Poza tym leży idealnie w koszyku na bidon w moim rowerze i w kieszeni cargo o wymiarach 2x4 komórki PALS. Sprawia to, że łatwo przytroczyć ją na zewnątrz plecaka czy do chest riga podczas akcji gdzie bierze się minimum sprzętu. Pojemność 0,6 L to niby niewiele, ale w zupełności wystarcza mi na kilkugodzinne działanie w terenie od jesieni do wiosny. Zużycie wody to kwestia indywidualna, więc dla niektórych może to być za mało. Osobiście też bym wolał, żeby Nalgene miała te 150 ml więcej. To prawie cała dodatkowa szklanka, a póki co z wodą jadę często „na styk”.

 

Nalgane Multidrink topFot. 9: Wieczko od spodu. Widoczny otwór na słomkę, zakrętka i zastawka.

 

Fajnym patentem jest szeroki wlew. Doczyszczenie butelki nie stanowi problemu, nawet jeżeli trzymano w niej inne płyny niż woda. Przezroczysty korpus z podziałką to niby oczywista rzecz, a cieszy, bo mało gdzie je widuję (aczkolwiek trafia się w konkurencyjnych produktach Camelbaka). Pozwala to nie tyle kontrolować zużycie, co wysnuć wnioski na temat własnego zapotrzebowania na przyszłość. Poza tym ucieszy to z pewnością miłośników koktajli białkowych.

 

Nalgane Multidrink top

Fot. 10: Wieczko od góry. Widoczna zaklejona taśmą izolacyjną zastawka oraz dość podatna na uszkodzenia zakrętka.

 

Tworzywo korpusu sprawia wrażenie delikatnego, chociaż mądrzejsi ode mnie twierdzą, że jest naprawdę trudne do zniszczenia, mimo ogólnej, niskiej wagi naczynia. Upuszczone na podłogę wytrzymuje i nie pęka. Przeżyło też działanie w polu, gdzie sprzętu nie oszczędzam. Ciepła woda nie powoduje odczuwalnego "mięknięcia" tworzywa, jak było w przypadku manierki.

 

Nalgane Multidrink zakrętka

Fot. 11: Solidna guma z pewnością nie pozwoli na zgubienie zakrętki w terenie.

 

Przy okazji – producent gwarantuje, że przy wlewaniu do butelki gorących napojów nie zareagują one z plastikiem, wydzielając czynniki kancerogenne. Piszę o tym, bo pierwsze serie butelek miały z tym problem.

 

Nalgane Multidrink zawór

Fot. 12: Zakrętka od spodu. Dość delikatna konstrukcja podatna jest na uszkodzenia. Jest to najsłabszy element konstrukcji.

 

W Multidrinku najbardziej boli mnie skomplikowane wieczko. Wiem, że nazwa zobowiązuje, toteż z butelki można pić na trzy sposoby – przez wlew mały, wlew duży i odłączaną słomkę. Jestem prostym człowiekiem, więc korzystałem wyłącznie z opcji numer 1. Jest dla mnie najpraktyczniejsza, aczkolwiek taką słomkę można docenić przy jeździe autem. Ja swoją wyrzuciłem bo przeszkadzała w terenie.  

 

Nalgane Multidrink ustnik

Fot. 13: Nie odczuwałem potrzeby korzystania ze słomki. W warunkach zabaw militarnych nie jest niezbędnie konieczna.

 

Żeby zapewnić możliwość picia duszkiem wieczko nie jest szczelne, gdyż znajduje się w nim zastawka przypominająca tę znaną z maski p-gaz MP-4. Niestety, woda lubi przez nią wyciekać, dlatego swoją zakleiłem taśmą izolacyjną. Samo wieczko ma taki mankament, że w niektórych egzemplarzach zdarzają się nieszczelności – mam dwie butelki i niezależnie od tego, jak mocno się jednej z nich nie dokręci – cieknie. Problem występuje również w drugiej, ale o wiele mniej dotkliwie. Istnieje za to kłopot z korkiem od mniejszego wlewu. Bywa że pocieknie, kiedy się go nie dokręci do oporu. Niby zrozumiałe, ale kiedy się go regularnie dokręca – górna część zakrętki po pewnym czasie odpada i element należy wymienić. Ja tak zepsułem już dwa w ciągu półtorej roku. Części zamiennych w obrocie oczywiście brak.

 

manierka M1961, butelka Nalgene Multidrink i miękka butla Hydrapak StashFot 14.: Korpus z podziałką. Tego rozwiązania brakuje w innych testowanych pojemnikach.

 

Nalgene Multidrink to bardzo fajne, uniwersalne narzędzie ze skomplikowanym (moim zdaniem), awaryjnym wieczkiem i zbyt małą pojemnością. Gdyby nie te dwa aspekty, byłoby to moje ulubione naczynie na krótkie wypady i nie szukałbym niczego innego. Butelki 1-litrowe posiadają prostsze zakrętki i taka też przydałaby się w Multidrinku. Nawet jako opcja do kupienia osobno. Biorąc pod uwagę to, jak dalece jego więksi kuzyni przewyższają technologicznie manierki – kiedyś się skuszę i kupię, jak tylko znajdę pasujący metalowy kubek i pokrowiec w znośnej cenie.

 

Zalety:

- Wytrzymałe i lekkie tworzywo;

- Zwiększona odporność na pleśń;

- Szeroki wlew;

- Przezroczysty korpus z podziałką;

- Możliwość wszechstronnego zastosowania.

 

Wady:

- Wysoka cena;

- Dość niska pojemność;

- Brak dedykowanych pokrowców;

- Fatalna, niskiej jakości zakrętka.

 

Hydrapak Stash

Oto owoc moich poszukiwań alternatywy dla Nalgene. Tak na spróbowanie nowych rzeczy. Zasadniczo nie czuję się pewnie z naczyniami miękkimi. Tak już mam, że gdzieś z tyłu głowy pojawia się świadomość, że jak coś mogę uszkodzić, to kiedyś uszkodzę to na pewno. A tu mamy butelkę wykonaną z identycznych materiałów jak pęcherze hydracyjne tej firmy – bardzo odporne na ściskanie i rozciąganie, ale równie bardzo wrażliwe na przecięcia i przekłucia. Z drugiej strony, wynalazki pokroju Source Kangaroo używane przez ekstraklasę speców od „mokrej roboty” pokazują, że moje obawy są mało uzasadnione.

 

Hydrapak Stash

Fot. 15: Kolorystyka testowanego egzemplarza jest jak widać "taktyczna".

 

Podczas dochodzenia do tych optymistycznych wniosków, urodził się jeszcze jeden pomysł na zastosowanie tego wynalazku. Kiedy jesteście w kryzysowej sytuacji, forumowi eksperci od linii radzą jedno - napełnić wodą kondoma, zapakować w skarpetę i zabezpieczyć recepturką. Genialne. Tylko po co pić wodę z byle czego, skoro mamy przy sobie składaną butelkę o bajecznej pojemności 0,75 litra? Co prawda, po napełnieniu to do noszenia w kieszeni bardziej nadaje się siostrzany Soft Flask, aczkolwiek Hydrapak Stash ma tę przewagę, że nieużywanego można wygodnie skompresować. Wtedy miękkiemu korpusowi nic nie grozi, bo znajduje się w plastikowym „pancerzu” złożonym z denka i wieczka, więc nawet tacy paranoicy jak ja mogą spać spokojnie.

 

Hydrapak Stash idealnie mieści się w standardowej kieszeniFot. 16: Butelka pasuje do tej samej kieszeni co produkt Nalgene. Co prawda z większym trudem, ale też bez problemu.

 

W „typowym” ASG taki pomysł nie znajdzie zastosowania. Na dłuższych wypadach jest to przyjemne zabezpieczenie, kiedy z jakiegoś powodu straciliście jedno z podstawowych naczyń. Wtedy zamiast się odwadniać, wyciągacie z kieszeni Stasha, przelewacie możliwą do uratowania wodę i możecie ruszać dalej. Zżymać wciąż się możecie, ale przynajmniej nie zaschnie Wam w gardle od narzekania.

 

Hydrapak Stash zakrętka

Fot. 17: Taśma pozwala na przymocowanie butelki do szlufki spodni lub plecaka. Szkoda, że nie pomyślano o przymocowaniu zakrętki do korpusu.

 

Pod kątem tego pomysłu sprawdziłem różne metody przenoszenia. Optymalnie wypadało trzymanie butelki w dolnej kieszeni smocka. W takiej sytuacji noszenie butelki jest właściwie nieodczuwalne. Miejsce drugie zajmuje wyjście dla turboliniowców, zakładających nawet utratę górnej połowy umundurowania – kieszeń cargo w spodniach. Złożona butelka nie przeszkadza w normalnych działaniach, ale delikatnie obija się o udo podczas biegu, zwłaszcza jeżeli trzymamy w kieszeni jakiś dodatkowy szpej. Tym niemniej – da się przyzwyczaić.

 

Hydrapak Stash transport

Fot. 18: W ciągu kilku sekund niepotrzebną chwilowo butelkę można skompresować do niedużego "kapsla".

 

Wbrew moim obawom, Stash da się lubić także jako etatowa butelka. Od ponad 2 miesięcy używam go również „w cywilu”. Do koszyka bidonu co prawda się nie mieści, ale spisuje się jako zawartość codziennego plecaka, głównie dzięki możliwości kompresji. Poza tym wytrzymuje upadek ze 150 cm, gdyż nawet twarde elementy są dość elastyczne. Zakrętka jest na tyle solidna, że nie ma ryzyka jej przekręcenia, jak zdarza się w Multidrinku. Brakuje jednak podziałki objętości. Nie jest niezbędna, gdyż butelka jest półprzezroczysta, ale to całkiem przyjemny dodatek, do którego przyzwyczaił mnie wynalazek Nalgene.

 

Hydrapak Stash wieczko

Fot. 19: Po skompresowaniu wrażliwa, miękka część jest chroniona z każdej strony przez plastikowy "pancerz".

 

Przyzwoicie szeroki wlew ułatwia suszenie, ale nie jest to niezbędna procedura z uwagi na patenty chroniące wnętrze przed inwazją grzybów i bakterii. Przez tydzień ograniczyłem się tylko do picia wody, zostawiania skompresowanej butelki na noc i dolewania wody kolejnego dnia. Żadnych przykrych objawów nie zauważyłem.

 

Hydrapak Stash spokojnie mieści się w kieszeni

Fot. 20: Skompresowana butelka przenoszona w kieszeni smocka jest nieodczuwalna. Podobnie jest z kieszenią cargo w spodniach.

 

Butelka jest też odporna na ciepło. Zalana wodą o temperaturze 50-60 st C. nie wykazała tendencji do odkształceń ani rozklejania. Podobnie spisała się trzymana przez kilka godzin w zamrażarce. Kwalifikuje ją to do roli improwizowanego termoforu/kompresu. Miękka konstrukcja stanowi wtedy jedynie zaletę.

 

Hydrapak Stash elastyczność i możliwość złożenia są tutaj dużym plusem

Fot. 21: Nawet rozgrzana lub zamrożona wytrzymuje obciążenie rzędu 85 kg. Połączenia są naprawdę solidnie zgrzane i sklejone.

 

Sprzęt fajny, ale ma wady. Przede wszystkim solidny korek nie jest w żaden sposób przytwierdzony do korpusu. W siostrzanym Soft Flasku przywiązanie go jakoś dało się rozwiązać fabrycznie. Co prawda da się to zrobić używając sznurka i taśmy, ale konieczność poprawiania po producencie to rzadko kiedy zaleta. Dalej, skompresowana butelka lubi się czasem odkompresować. Co prawda tak długo, jak jest zakręcona z pewnością nie odzyska całej objętości z powodu próżni w środku, jednak aby mieć całkowitą pewność, należałoby ją dodatkowo zabezpieczyć recepturką. Jest to coś, co mogłoby zostać łatwo naprawione na linii produkcyjnej poprzez lepsze wyprofilowanie zaczepów. Ostatnią wadą jest cena – obecnie wynosi ona 75 PLN. 

 

Hydrapak Stash korek

Fot. 22: Nakrętka jest szczelna i solidna. Czasem w pośpiechu może pojawić się problem z wpasowaniem jej we właściwe "tory".

 

Hydrapak Stash to z pewnością solidnie wykonany sprzęt. Oczywiście na tyle, na ile solidna może być miękka butelka. W każdym razie ufam mu tak bardzo, że w plecaku wypełniona wodą ląduje często w tej samej przegrodzie co laptop i jakaś książka. Ściskanie i nadeptywanie nie robi na nim wrażenia. Znakomicie spisuje się jako awaryjny pojemnik na wodę dzięki "kompaktowości" i przyzwoitej pojemności. Spisze się także jako naczynie etatowe. Poza tym mieści się do tego samego poucha (2x4 komórki PALS), co Nalgene Multidrink – lekko na wcisk, ale wejdzie bez problemu. Szkoda tylko braku przymocowania zakrętki do korpusu. Zgubienie go w terenie to tragedia i kaplica. Nie zmienia to jednak faktu, że Stash zawsze znajdzie miejsce w mojej kieszeni jako mój ulubiony back-up.

 

Zalety:

- Dość szeroki wlew z solidnym korkiem;

- Możliwość skompresowania;

- Wszechstronne zastosowanie;

- Odporność na wysokie temperatury płynów;

- Zwiększona odporność na pleśnienie;

- Pomimo giętkiej budowy odporna na zgniatanie.

 

Wady:

- Wysoka cena;

- Brak dedykowanych pokrowców;

- Brak przytwierdzenia korka do korpusu;

- Zaczepy blokujące mogłyby być mocniejsze.

 

Podsumowanie

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, które rozwiązanie jest lepsze. To zależy do czego ma służyć. Są pewne podstawowe zasady, których należy przestrzegać przy wyborze ekwipunku, a reszta to upodobania użytkownika. Od biedy da się używać tych naczyń uniwersalnie, ale ja postawiłem na komplementarność i jestem ze swojej decyzji jak najbardziej zadowolony.

Na dłuższe wypady zabieram manierkę jako uzupełnienie bukłaka. W kieszeni znajduje się Stash jako awaryjne naczynie zawsze gotowe do użycia lub użyczenia komuś innemu. Do tego często przydaje się „po cywilu” w pracy czy na siłowni. Nalgene służy mi do krótkich wypadów na ASG, wyjazdów na rower i turystycznych wyjść z plecakiem, uzupełniona o Stasha jako rezerwę czającego się gdzieś pod ręką. Mnie to pasuje. Poeksperymentujcie, popytajcie, pomyślcie. W razie czego jestem do Waszej dyspozycji. No i pamiętajcie – wody w polu nigdy za dużo.

 

Manierka M1961 pochodzi ze sklepu Camouflage.

Butelka Nalgene Multidrink pochodzi ze sklepu Trekker Sport.

Butelka Hydrapak Stash pochodzi ze sklepu SpecShop.

 

Przydatne linki

Wyposażenie - Dział na forum poświęcony wyposażeniu, w tym również tematy o butelkach, manierkach itp.

Hydrapak - Oficjalna strona producenta Hydrapak.

Nalgene - Oficjalna strona producenta Nalgene.

 

Ocena wszystkich (6.00, głosów: 1)

  • Dodaj do:
  • Facebook

Komentarze

Przejdź na koniec listy komentarzy
Pietracha 20.08.2015, h. 15:07 Pietracha
Fajne porównanie, ale mam drobną uwagę: kompozyt to nie to samo co tworzywo sztuczne. I żadna z wymienionych w tekście butelek nie jest wykonana z kompozytu.
Dobra uwaga polać Panu!
kasper20 20.08.2015, h. 15:27 kasper20
Dzięki za uwagę. Poprawione.
Wacol 20.08.2015, h. 15:55 Wacol
Yeesho 20.08.2015, h. 17:18 Yeesho
Bardzo ciekawy artykuł, ale albo nie zrozumiałem gry słoów, albo na końcu powinno być "pamiętajcie – wody w polu nigdy za "DUŻO".
Trzy osoby sprawdzały przed publikacją i nikt nie zauważył.;p Gratuluję czujnego oka!
Wacol 20.08.2015, h. 22:10 Wacol
luis 20.08.2015, h. 18:32 luis
Moja manierka ma 45 lat (1970). Zakupiłem ją w latach 90 ubiegłego wieku. Przez ten czas wymieniłem w niej jeden z napów oraz zgubiłem zatyczkę do gniazda wężyka maski pgaz. Po wlaniu gorącej wodu nieco się skurczyła, ale efekt ten ustąpił po ponownym wlaniu wrzątku, wylaniu go i mocnego (aż do wytrzeszczu moich oczu) dmuchania (jak balonu) do wnętrza butelki. Zgubiłem również uszczelkę korka. Woda z butelki ma lekko plastykowy smak, ale przez tyle lat nie przeszkadza mi to. Wlewałem do niej tylko wodę, lub ciepłą wodę z solą (w ramach odkażania). Nigdy nie miałem po spożyciu z jej wnętrza żadnych rewelacji.
SHOGUN_YAMATO 20.08.2015, h. 18:40 SHOGUN_YAMATO
Ja dawno odstawiłem manierki wszelkiej maści na rzecz camelbacków. Są zdecydowanie wygodniejsze w użyciu.
Shogun, Camel jak najbardziej tak. Ale z rurki nie polejesz wody żeby sobie ręce umyć, czy do kubka, aby ją zagotować np. na kawę. Manierka jest wg. mnie uzupełnieniem systemów hydracyjnych, poza tym na niedzielną jebankę wystarcza mi woda z manierki. Każdy ma swoje przyzwyczajenia i metody :D.
luis 20.08.2015, h. 21:41 luis
Da się polać z camela... wystarczy zalać wodą gazowaną albo lekko gazowaną, żeby za bardzo nie napuchło i woda sama się leje a jak nie wystarczy się lekko oprzeć o coś i ciśnienie robi swoje :-)
yaro 20.08.2015, h. 23:17 yaro
qaba 21.08.2015, h. 08:53 qaba
Nalgene robi też manierki 1QT - bardzo porządne i przezroczyste! Korek jest na mocniejszym uchu.
We wspomnianych przez Ciebie pokrowcach do montażu na molle wadą wykluczającą ich używanie jest ich rozmiar - manierka wchodzi ledwo - ledwo, manierkę z kubkiem trzeba wbijać kolbą albo butem, a wyciągać wybuchowo.
hydrapak - fajna marka, której kibicuję od kiedy o niej wiem, głównie po to żeby skopać Source.
Moris 21.08.2015, h. 22:26 Moris
Jest jeszcze fajna opcja - worek Platypusa.
Plus jest taki, że można go upchnąć do kieszeni na udzie, kurtki lub do poucha, w którym nie mieści się manierka :)
Przejdź na początek list komentarzy

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany.


Wyświetleń: 14629

Polecamy

Sponsorzy

Action Army (silver sponsor)
Modify (silver sponsor)
Specna Arms (silver sponsor)

Imprezy patronowane

Reklama

Artykuły

Reklama

Wspierają nas

Sklepy:
Gunfire.pl

Współpracujemy


Media:
airsoftnews
equipped
miekkopowietrzni
Przegląd Strzelecki - Arsenał

Lokalne środowiska:
weekend-warriors
kpasg
rus-mil

Wydawnictwa

Nawigacja

Najczęściej poruszane