Daj cynk
Reklama

Testy

Scenariusze historyczne czyli nasze hobby inaczej

Felietony, 08.05.2008, h. 14:01, dodał: Regdorn , autor: KamilM
32
Scenariusze historyczne czyli o tym jak reenacting i airsoft spotkały się po drodze.


Kilkunastu chłopaków w mundurach amerykańskich spadochroniarzy stłoczonych jeden za drugim. Takich grup jest cztery – pięć, ale ich nie widać, jest ciemno, widzę jedynie plecy tego z przodu i zarys następnych w szeregu. Coś z wizgiem pruje niebo. Wybuchy. Padają komendy Hook up! Equipment check! W głowie pustka, odruchowe sprawdzenie oporządzenia swojego i kolegi. Sound off for equipment check! Kolejno potwierdzamy. Gdzieś z boku następne eksplozje. Niemcy witają nas bardzo gorąco, chyba za gorąco, nie tak miało być. Let’s go! Skok, silne szarpnięcie. Wylądowałem w krzakach i się zaczęło.


Strona niemiecka świetnie postarała się żeby stworzyć klimat. Gdzieś w oddali, co jakiś czas słychać było odgłosy eksplozji i wystrzałów. Chwilami bałem się każdego cienia. Uciekając przed patrolem na jakiś czas kompletnie się pogubiłem, choć znałem teren z wcześniejszych imprez, w efekcie, gdy dotarłem do punktu zbiórki nikogo tam nie było.
Eeeech trudno to wszystko opisać. Kiedy jesteś sam, a każdy szelest, każdy cień to potencjalny wróg gra nabiera zupełnie innych bardziej realnych barw. Natarcie oglądane pośród ciemności rozświetlanej wybuchami, strzał z bazooki w porannej mgle i te postacie w mundurach jak z II wojny pojawiające się dookoła. Totalny odjazd, chwilami ma się wrażenie, że cofnął się czas.

 


Tak wyglądał jeden ze scenariuszy historycznych ASG D-day. Większość biorących w nim udział to zwykli airsoftowcy, którzy złapali klimat drugiej wojny, w umundurowaniu stylizowanym na ten okres i siły zbrojne jednej ze stron, jednak uzyskanie takiego efektu wymagało sporo pracy i ustaleń. Dyskusji było wiele, tak na temat tego, co zmienić i jak dostosować w samych scenariuszach by pasowało do tak odmiennego okresu działań zbrojnych, które miały być przedstawiane, jak również na temat dostosowania wyglądu oraz zachowania osób uczestniczących by jak najlepiej wpasować się w inscenizowane działania. Sam pomysł organizowania scenariuszy historycznych narodził się w Tricity wiosną 2004 roku. Wyróżnikiem pierwszej strzelanki historycznej była jedynie noc, przyjęta jako pora działań, symulacja zrzutu spadochronowego oraz założenie, że odtwarzamy dzień D. Nie było żadnych obostrzeń mundurowych, poza podziałem na plamy po stronie niemieckiej i jednolite mundury po stronie alianckiej. Pomimo wielu braków impreza się spodobała na tyle, że jeszcze we wrześniu tego roku zorganizowaliśmy następną. „Market-Garden” okazał się kolejnym sukcesem, ale to grudniowe „Bastogne” było prawdziwym strzałem w dziesiątkę, w pełni zasługującym na miano scenariusza historycznego. Pojawienie się rekonstruktorów, pojazdów oraz padający śnieg stworzyły taki klimat, że impreza ta do dziś żyje w pamięci wielu jej uczestników.

 

 



 

 

W międzyczasie staraliśmy się stworzyć w miarę rozsądne zasady umundurowania i uzbrojenia, które mogłyby podnieść poziom oraz klimat scenariuszy. Przy okazji nie obeszło się bez gorących dyskusji. Pojawiły się nawet zarzuty o wprowadzanie do scenariuszy ASG zasad rekonstrukcji, oraz że przez stawianie wymagań mundurowych dzielimy trójmiejskie środowisko. Jednak te dyskusje nie pozostały bez szeregu pozytywów. Jednym z nich jest pojawienie się pośród naszych znajomych grona osób, które autentycznie zainteresowały się historią drugiej wojny i odnalazły w tym nowym układzie więcej satysfakcji i klimatu niż w innych. W chwili obecnej wydaje się, że wszystkie kwestie sporne zostały wyjaśnione, my ustaliliśmy pewne minimum, a osoby nie zainteresowane jego spełnieniem po prostu nie pojawiają się na scenariuszach historycznych. Takie rozwiązanie nie jest może najlepsze, ale obecnie chyba jedyne, straciliśmy, co prawda wielu wartościowych uczestników, ale dzięki temu zbudowaliśmy też niezwykły klimat tych imprez. Mam nadzieję, że poniższe informacje pomogą uniknąć tak dyskusyjnych rozstrzygnięć jak nasze, przydadzą się do podniesienia poziomu imprez nie tylko ewentualnym ich organizatorom i uczestnikom, ale również zachęcą do wzięcia udziału osoby, które do chwili obecnej takimi scenariuszami nie są zainteresowane.

 


Po pierwsze każdy zainteresowany scenariuszami historycznymi dla własnego świętego spokoju musi odróżnić rekonstrukcję od stylizacji. Nie chcę cytować encyklopedii, myślę, że na potrzeby tego artykułu wystarczy proste i krótkie wyjaśnienie. Reenacting ma na celu jak najwierniejsze odtworzenie danej postaci, jej ubioru, zachowania, broni której używała, a wszystko to dokładnie i zgodnie z posiadanymi informacjami historycznymi. Stylizacja zaś, jak sama nazwa wskazuje jest to upodobnienie się wzorowane na jakiejś postaci, oczywiście im większe podobieństwo tym lepiej, jednak stylizacja sama w sobie dopuszcza braki i niezgodności z wzorem, który kopiujemy. Uspokojeni wewnętrznie porzucamy reenacting oraz dyskusje na temat procentowej zawartości wełny w wełnie i przechodzimy do zdecydowanie bliższej temu artykułowi stylizacji. Wbrew pozorom, nie jest to wcale łatwy temat, tutaj też jak się okazuje znajdziemy obrońców „świętej sprawy” nie używania substytutów i dążenia do jak największej wierności oryginałom. Sam się dziwię, że to piszę, ja, jeden z orędowników realizmu historycznego podczas rekonstrukcji czy to średniowiecznych czy drugo-wojennych. Chcąc nie chcąc rozsądek musi wziąć górę, to ASG, NIE REENACTING.

 

 

Nie każdego stać na zakup substytutów za kilkaset złotych. Jeżeli ktoś ma ochotę inwestować w stylizowaną postać proszę bardzo. Jeżeli nie, to też nie jest zbrodnia. Wymogi stylizacji podczas scenariusza historycznego bywają różne, jednak jakkolwiek niewielkie byłoby ustalone minimum, nie zwalnia nas ono od myślenia i odrobiny dobrej woli. Nie bądźmy minimalistami, idźmy do przodu. Jako przykład wdzięcznym tematem wydają się partyzanci, grupa, która choć nie zawsze licznie, może pojawić się chyba w każdym scenariuszu. Minimalne określone wymagania to cywilne ciuchy w stylu lat 30-tych, np. wełniana marynarka, sweter, koszula, spodnie wpuszczone w skarpety, cywilne "skórzane" buty. Nakrycie głowy np. kaszkiet, beret, kapelusz. Niby banalnie proste, jednak, jakie cuda potrafią ubierać osoby chcące wpasować się w te ramy opowie tylko ten, kto to widział. Niestety, aby wykonać nawet tak banalną stylizację potrzeba, choć minimum zaangażowania i wiedzy jak wyglądali cywile w latach 30-tych. Nie wystarczy ubranie pierwszej lepszej marynarki, swetra lub czegokolwiek „cywilnego”, nie o to chodzi, nie w tym rzecz. Skoro już „tworzymy” postać stańmy przed lustrem i pomyślmy. Każdy z Nas oglądał Klosa czy pancernych. Zatem każdy powinien wiedzieć, jaki wygląd ma mieć postać w lustrze, wystarczy odrobina samokrytycyzmu i dobrej woli. Inna sprawa, że nie każdemu się chce.

 

 



 

 

Kolejny przykład to mundur niemiecki. Przyjętym minimum stylizacji jest nakrycie głowy w postaci hełmu niemieckiego lub czapki polowej, kurtka w kamuflażu flectarn, spodnie bez kieszeni w kolorze feldgrau, zielonym, oliwkowym lub ostatecznie spodnie w kamuflażu flectarn wpuszczone w buty wojskowe. Do tego pas główny w kolorze czarnym lub brązowym. Sam kamuflaż flectarn jest kontynuacją niemieckich osiągnięć w tej dziedzinie z okresu II wojny światowej i doskonale nadaje się do stylizacji niemieckich oddziałów. Niestety wielu uczestników nie potrafi tego wykorzystać. Niektórym trudności sprawia nawet odprucie naszywek Bundeswehry.

 

 

Inny przykład, żołnierz Armii Czerwonej. Wymagane minimum to wszelkie umundurowanie w kolorze oliwkowym czy piaskowym ewentualnie kufajki w kolorze granatowym, czarnym, piaskowym oraz owijacze. Dozwolone nakrycie głowy to polski hełm, uszanka, furażerka lub cyklistówka /w zestawieniu z ciuchami roboczymi/. Ponownie temat zdawałoby się prosty, niestety to nader optymistyczne i mylne założenie. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, bywa, że ktoś się postara, ale nie spojrzy w lustro i oto nagle okazuje się że pieczołowicie przygotowane owijacze widać jedynie na dwudziestu centymetrach nogi, poniżej zaś w pełnej krasie ukazują się nam dzisiejsze buty desantowe, wystarczy jednak uruchomić wyobraźnię lub ponownie przywołać pancernych czy zerknąć do internetu. Tam wyraźnie widać, że owijacze zaczynają się od kostki do kolana i tak odziany „sowiet” wygląda dużo lepiej. Kiedyś dodatkowym wymaganiem była czerwona gwiazda na hełmie, jednak po tym jak zobaczyłem u jednego z uczestników gwiazdę prawie na pół hełmu po prostu zrezygnowałem. Opisując to wszystko nie mogę zapomnieć o osobach, które w swoją stylizację wkładają sporo własnej pracy. I tak pozostając choćby przy wspomnianym wcześniej kamuflażu flectarn możemy jako uzupełnienie dołączyć samodzielnie wykonane dystynkcje, kolorystycznie dobrane spodnie za 10 zł z Ciucholandu, czy oporządzenie pozszywane ze skórzanych pasków na wzór niemieckiego. Nie jest to rekonstrukcja, to nadal stylizacja, w którą jednak osoba przygotowująca włożyła ciut czasu i własnej energii. Takie podejście uczestników procentuje z imprezy na imprezę podnosząc jej wizualny poziom i budując klimat wydarzeń, których podczas gry jesteśmy częścią.

 

 

Przygotowując się do udziału w scenariuszu historycznym nie traktujmy ubioru marginalnie. Ubiór, wyposażenie, a ogólnie mówiąc wygląd to istotny element tych scenariuszy. Owszem, jeżeli pojawią się osoby w woodlandach czy marpatach, może nie rozbiją one imprezy, ale na pewno swoim wyglądem nie pomogą w tworzeniu tego czegoś, dlatego dla pewności ustalmy wcześniej, w czym można, a w czym nie powinno się przychodzić na dany scenariusz historyczny. Pamiętajcie, że to od Was samych i Waszego wkładu w przygotowanie zależy poniekąd to, czy będzie co wspominać po powrocie do domu. Szanujcie czas swój oraz czas innych, nie zapominajcie, że scenariusz historyczny ma oddać klimat tamtych dni, zróbcie zatem wszystko by stać się jego częścią a na pewno nie pożałujecie.

 

 


Jednak nie samym mundurem człowiek żyje. Pojawienie się nowego nurtu w airsofcie zaowocowało szerszą ofertą replik. Ten temat sam w sobie jest materiałem na osobny artykuł, a ja nie czuję się na siłach by podołać temu wyzwaniu tu i teraz, nie mogę jednak o tym nie wspomnieć. Uczestnicy scenariuszy historycznych powszechnie uważają, że największą ich bolączką jest brak odpowiednich replik. Już kilka lat temu, co bardziej zaradni i przedsiębiorczy koledzy radzili sobie z tym problemem przerabiając po prostu repliki dzisiejszej broni na egzemplarze II wojenne. Nie każdy jednak jest uzdolnionym majsterkowiczem, nie każdy ma dwie repliki, a już na pewno nikt nie zaryzykuje gruntownej przeróbki swojej jedynej repliki na egzemplarz II wojenny. Tutaj ponownie pojawia się pole do popisu dla stylizacji. Przybiera ona przeróżne formy zależnie od wiedzy i pomysłowości posiadacza oraz typu repliki. Najprostszym sposobem jest po prostu zamaskowanie kształtu przy użyciu pasków materiału. Innym, choć rzadszym sposobem jest doklejanie dodatkowego magazynka tak by upodobnić dany egzemplarz wizualnie do wybranego modelu broni drugo-wojennej. Wymiana kolby, czy dodatkowe obudowanie lufy to tylko nieliczne przedsięwzięcia, na które decydują się uczestnicy scenariuszy w imię stylizacji. Obecnie sytuacja uległa znacznej poprawie. Pojawienie się na rynku jednej choćby repliki niemieckiego pistoletu maszynowego MP-40 w rozsądnej cenie było jak manna z nieba dla osób stylizujących się na armię niemiecką oraz czerwoną. To dobry znak na przyszłość pokazujący, że rozwój airsoftu historycznego nie pozostaje niezauważony przez producentów. Optymistycznie pozwolę sobie założyć, że być może jesteśmy na dobrej drodze by stać się szerszą grupą odbiorców, co zapewne nie pozostanie bez wpływu na cenę.

 


Na zakończenie pozostawiłem ostatni, istotny aspekt scenariuszy historycznych z udziałem ASG. Jest nim możliwość przeżycia nie tylko wspaniałej przygody, ale również możliwość refleksji, kiedy już po prawie całodniowej „obronie Stalingradu”, czy „bitwie w Lasach Ardeńskich” wraca się spokojnie do domu. Może nie każdy tak na to patrzy, może nie każdy w ogóle to dostrzega, dla mnie osobiście jest to jednak ważna część tego, co nazywamy scenariuszami historycznymi ASG. Bywa, że kiedy siedzę na dnie okopu, gdy wokoło „nieprzyjaciel” i kończy się amunicja, to ręce latają tak, że trudno zmienić magazynek. Bywa, że chwilami jest po prostu dziwnie, nie oszukujmy się klimat mundurów z tamtych lat w połączeniu z wiedzą historyczną procentuje świadomością, że właśnie tak to mogło wyglądać. Że było bardzo zimno albo bardzo gorąco, że było błoto i był śnieg, że wszystko bolało a biec trzeba było dalej, bo tamci gonią i zaraz dopadną, że trzeba było siedzieć w jakiejś dziurze, drętwieć i marznąć, a o wystawieniu głowy można było, co najwyżej pomarzyć. Ta świadomość pozwala spojrzeć inaczej na historie tej wojny, na jej grozę i cierpienie, tym bardziej, że już w domu, wylegując się w wannie człowiek wie, że to, w czym uczestniczył było tylko grą, zabawą, która miała jedynie pozory krwawych zmagań.


Połączenie ASG z historią dało nam niezwykły wynik. Spore grono osób spojrzało na swoje hobby w zupełnie nowy sposób i odkryło kolejną możliwość, którą to hobby daje, możliwość przeniesienia się, choć na chwilę w czasy znane nam jedynie z opowiadań rodziców czy dziadków, z filmów czy książek. Osobiście uważam, że jest to możliwość bezcenna. Aby w pełni z niej skorzystać nie wystarczy ubrać byle, co i byle jak, przyjść i postrzelać. Bywalcy scenariuszy sami potwierdzą, że nagle przychodzi to coś, co pozwala spojrzeć na zabawę w inny sposób oraz poczuć klimat tamtych dni. To coś, co często sprawia, że osoba pozornie nie zainteresowana nagle zaczyna dbać o swój wygląd i nagle sama staje się integralną częścią gry. Takie osoby pomimo wcześniejszego sceptycyzmu zostają stałymi bywalcami imprez łączących ASG z historią. Inaczej też patrzą na swoje dotychczasowe hobby, które nagle okazało się nie tylko zabawą, ale i niezwykłym biletem do czegoś więcej.

 

Zobacz także: Reenacting a airsoft

Ocena wszystkich (6.00, głosów: 1)

  • Dodaj do:
  • Facebook

Komentarze

Przejdź na koniec listy komentarzy
SHOGUN_YAMATO 08.05.2008, h. 12:45 SHOGUN_YAMATO
AVE KamilM
Nanteris 08.05.2008, h. 13:31 Nanteris
Oh tak to były imprezy , Kaukaz , Stalingrad , Enigma , z niecierpliwościa czekamy na D-Day vol. 3 !
Trenton 08.05.2008, h. 13:37 Trenton
Świetny artykuł. To dobra alternatywa dla reszty airsoftu. Tutaj jest GŁĘBIA.
regnar 08.05.2008, h. 13:40 regnar
Zdjęcia z „Bastogne” genialne! Wczoraj właśnie oglądałem (już chyba 52342342 raz) "Kompanie Braci" i widać tu ten sam klimat co ww filmie!

GRATULACJE! Widać kawał włożonej roboty w te imprezy!
Marcinek83 08.05.2008, h. 14:01 Marcinek83
Zabrakło mi słów. Zajebiaszcza impreza.
Promant 08.05.2008, h. 14:20 Promant
Taa Dday był niezły, a nocny Front Włoski?
Deszcz siąpi, las gęsty; ciemno, że oko wykol, na sąsiednim wzgórzu zapalają się szperacze i widać wybuchy granatów.
Rozkaz obejścia pozycji npla - skok przez pole, przez drogę i w las - idziesz w szyku co 3 m "na słuch", stop - "nawołujesz" poprzednika, a tu głos odzywa się z dołu, bo mu prawie na głowę włazłeś.
Przedzieranie przez bagienka też miodzio, nad ranem człowiek przemoczony do nitki - patrzy i widzi, że za dnia nikt przy zdrowych zmysłach nawet by nie chciał leźć prze to bagno.
SHOGUN_YAMATO 08.05.2008, h. 14:46 SHOGUN_YAMATO
A akcja na moście na pierwszym frocie wschodnim? Choas bitewny, kulki, granaty itp Było ostro, przeżyło 4 ruskich ale most wysadzony

Ale tego można wymieniać bez liku u nas
Pawelski 08.05.2008, h. 15:50 Pawelski
Na ostatnim zdjęciu, to Pepesza w wersji ASG? Powstało takie cudo?
Damissimo 08.05.2008, h. 16:00 Damissimo
NIe obraźcie się, ale wasze umundurowanie jest w niektórych przypadkach tragiczne (oczywiście z wyjątkami), a już spodnie BW do munduru niemeickiego to jest tragedia. Nie czepiam się Thomsona u Czerwono Armisów, bo wiem, że nie jest łatwo zdobyć pepeszkę, albo chociażby mośka.
Tak, wiem jak trudno jest się umundurować, sam odtwarzam WP z okresu II RP i za samą kurtkę mundurową musiałem zapłacić ok. 800 zł, a już nie mówię o reszcie.
Jednak i tak nigdy nie będę biegał na ASG w takim mundurze wrześniowym, bo ma mi służyć na rekonstrukcjach bitew (takich z użyciem broni na ślepaki, nie na kulki )...
Regdorn 08.05.2008, h. 16:04 Regdorn
Eh, zdaje się, że nie zrozumiałeś dokładnie co autor miał na myśli. Stylizacja, nie rekonstrukcja.
Damissimo 08.05.2008, h. 16:06 Damissimo
Jeszcze jedno...

"Sam kamuflaż flectarn jest kontynuacją niemieckich osiągnięć w tej dziedzinie z okresu II wojny światowej i doskonale nadaje się do stylizacji niemieckich oddziałów."

Taa... Odsyłam do Muzeum Powstania Warszawskiego i proszę popatrzeć na kurtki niemieckie maskujące i porównać je do obecnego "flecktarna"... Różnice widoczne nawet z daleka...

Jest już to taka rekonstrukcja, że nawet stylizacją trudno to nazwać...

Aha, i proszę mi nie mówić, ze odtwarzam polaka i dlatego nie znam się na sprzęcie niemieckim; znam bardzo dobrze trzy osoby które odtwarzają niemców, w tym jedna to jest osoba z mojej rodziny...
Promant 08.05.2008, h. 16:09 Promant
No i fajnie. Tylko, że to jest właśnie asg, a nie rekonstrukcja. Stąd stylizacja. Może nie umiesz czytać ze zrozumieniem? Kamil jasno to zagadnienie przedstawił.

Nie wszystkie osoby, które zajmują się asg stać i mają chęć na pakowanie pieniędzy w drogie umundurowanie i wyposażenie. I choć sam mam je na poziomie rekonstrukcji to rozumiem tych, którzy obszywają fleck'a.

Poza tym zasady stylizacji mają u nas bardzo wysokie wymagania i to co widać na fotkach sprzed 4 lat nijak się ma do tego co jest od np 1,5 roku. Krytykować zawsze łatwo.

BTW: WOW! faktycznie znasz się na flecktarnie i camo niemieckim - świadczy o tym dobitnie to co napisałeś.
A... i nie musimy jeździć do muzeum powstania; mamy sporo wszelkiego kamuflażu niemieckiego w naszych grupach rekonstrukcyjnych w Trójmieście. Wiele z tego, jak zelty, to rzeczy oryginalne albo szyte z oryginalnych materiałów.
Więc nie musisz być taki protekcjonalny.
SHOGUN_YAMATO 08.05.2008, h. 17:41 SHOGUN_YAMATO
"Na ostatnim zdjęciu, to Pepesza w wersji ASG? Powstało takie cudo? "

Akurat to była wersja DEKO.

Ale jest firma w Wisconsin, USA która robi PPSz za cenę lekko ponad 2000 PLN z koszami sprowadzenia tego do Polski (wersja 330 FPS, stal, drewno, 100% ręczne wykonanie). Poszukaj sobie na forum w temacie o rekonstrukcjach. Jeden z forumowiczów dał link do tej strony


Damissimo

Ja należę do tego grona graczy ASG która nie interesuje się rekonstrukcjami ale bardzo lubi gry osadzone w realiach WWII. Mnie osobiście nie podoba się idea zabawy gdzie wynik jest z góry ustalony. Ale nie mówię komuś takiemu, że to co on robi i jak się przy tum ubiera jest takie siakie i owakie. Po prostu nie jest to moja sprawa.

My chcemy mieć dobrą zabawę. Dla nas forma dobrej zabawy na scenariuszach historycznych jest taka a nie inna, jest ciekawie i malowniczo a jednocześnie nie arcy trudno i kosztownie. Jeżeli nie jesteś w stanie tego uszanować to jest mi bardzo przykro.
Desolo Animus 08.05.2008, h. 19:37 Desolo Animus
Dla mnie pierwszy D-Day pozostanie w pamięci chyba najbardziej... chociaż nie powiem, że drugi był jeszcze lepszy. Zapada zmrok, ja w jakimś biednie skompletowanym 'hamerykańskim' mundurze, z torbą pełną opatrunków i naszywkami medyka nad którymi siedziałem chyba z 3 dni.W koło jest już ciemno, stoję pośrodku drogi razem z innymi. Po chwili jesteśmy wyprowadzeni gdzieś w las. Myślę sobie: "Przecież znam ten teren, byłem tu nie raz, spoko mamuta." Po 20 minutach takiego chodzenia zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę to nie mam zielonego pojęcia gdzie już jestem, a w tych ciemnościach to już całkowicie straciłem orientację." Sczepiają nas razem i mówią, że od tej pory nasza 6-tka stanowi załogę jednego z C-47. Stoimy czekamy,wykręcamy suty, przytulamy się do siebie niby z zimna, gdy ktoś rzuca tekstem, że on się nie przytula - gejem nie jest. Ubaw ubawem ale nagle ruszamy. Idziemy równo gęsiego jak dzieci we mgle, wtem dowódca mocno wypycha jednego z "załogi" w las i mówi: "Zostajesz. Odliczasz 3 minuty i idziesz przed siebie aż kogoś spotkasz - oby alianta." Wszystkim nagle mina zrzedła, śmiechy ucichły, a pierwsze co przychodziło do głowy to: "Oho, zabawa się kończyła." W końcu przychodzi pora na mnie. Niespodziewając się siły z jaką mnie wypchnięto z 'pędzącego' nad wrogim terytorium "samolotu", runąłem na ziemię i tak zastygłem. Odliczając pi razy oko 3 minuty, przeklinałem, że zachciało mi się być 'historycznie poprawnym' i nie wziąłem z domu podświetlanego Timex'a. Wstałem, otrzepałem się i zacząłem mniej-więcej ustalać swoje położenie po czym ruszyłem do przodu. W głowie tłukły się fragmenty z Kompani Braci którą "dla klimatu" obejrzałem, sobie przed strzelaną. Posuwając sie tak w żółwim tempie, starannie omijając każdą gałąź czy skupisko liści (tylko jak do cholery skoro tu wszędzie są liście!) miałem wrażenie, że minęła wieczność, podczas gdy w rzeczywistości były to może z 2 minuty. Nagle w ciemności coś zaszeleściło, a ja zastygłem w całkowitym bezruchu jak zamrożony. Ledwo to usłyszałem, więc zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie zadziałała siła autosugestii i cały ten "klimat" zaczyna mi się udzielać... jednak po chwili znowu coś zaszeleściło, tyle, że tym razem głośniej i bliżej... Przykucnąłem starając sobie przypomnieć formułkę którą przecież przypominali mi tuż przed "zrzutem" i zastanawiając się czy to w ogóle dobry pomysł aby się odzywać, tym bardziej, że w razie czego jestem przecież całkowicie bezbronny (no bo kto do cholery widział amerykańskiego medyka z giwerą?). Z drugiej strony nie zaszedłem chyba na tyle daleko, żeby już wleźć na teren niemiecki więc to raczej swój. Z trzeciej... ryzyk-fizyk. Lekko unoszę głowę, żeby było mnie lepiej słychać po to bym jednocześnie nie musiał krzyczeć i głośniejszym szeptem, z łopoczącym sercem wyduszam z siebie: "Flash!"
Po chwili ciszy zamiast serii z AEG'a, słyszę przynoszący niesamowitą ulgę odzew: " Thunder!"

Co działo się dalej nie będę już opisywać choć mógłbym, tak bez końca ale dalej było już tylko lepiej. Zabawa skończyła się trochę po 6.00 nad ranem, a mimo tego, że nie wyglądałem tak dobrze jak niektórzy starzy wyjadacze z Paraglite (wówczas - mojej przyszłej grupy rekonstrukcyjnej,ASG i RekoAsg ) i nie miałem elektryka, gaziaka, ani nawet prostej sprężyny, to bawiłem się jak nigdy wcześniej i do domu wróciłem równie uśmiechnięty co wykończony i spragniony ciepłego prysznica.

Co do nie osób mających problemy z czytaniem i rozumieniem języka polskiego... szkoły stoją otworem. Naprawdę! Fakt na maturę w tym roku już trochę za późno ale jakby się tak teraz zgłosić to za rok na J. Polski było by jak znalazł!

Kamilku. Gratsy za ładne ujęcie tematu. Przez Ciebie normalnie wspomnienia mi wróciły (to kręcenie sobie sutów przy 3-4 C*)...
KamilM 08.05.2008, h. 20:40 KamilM
Damissimo dlaczego nie będziesz biegał na inscenizacjach w kurtce za 800 zł? Ludzie biegają w droższych ciuchach. Co to nie stać cię na kupno drugiej?
Jak widzisz łatwo jest wytknąć coś komuś, trudniej jednak kogoś zrozumieć.

Co do twojej wiedzy na tamat komuflażu flectarn i jego związków z II wojną światową to proponuję poszperać i się douczyć, żeby było ci łatwiej nawet ciut podpowiem.
Poszukaj dla kogo i co badał oraz opracowywał profesor Johann Georg Otto Schick. To w końcu na jego badaniach i pracach opierano się projektując dla Bundeswahry kamuflaż flectarn.
Damissimo 08.05.2008, h. 21:15 Damissimo
"Dla nas forma dobrej zabawy na scenariuszach historycznych jest taka a nie inna, jest ciekawie i malowniczo a jednocześnie nie arcy trudno i kosztownie. Jeżeli nie jesteś w stanie tego uszanować to jest mi bardzo przykro."

Ja rozumiem jak to jest jak się nie ma za dużo kasy na sprzęt, sam tak mam, że na kupno kurtki mundurowej za 800 zł muszę odkładać co najmniej kilka miesięcy. Rozumiem też to, że nie biega się w sprzęcie arcy drogim... Ale ten artykuł ma jednak jakieś powiązania z artykułem "Reenacting a airsoft", a do tego co to jest reenacting proponuje poszperać np. na wikipedii.

KamilM:
W kurtce za 800 zł będę biegał na inscenizacjach... Ale NIE będę w niej biegał na ASG, ponieważ pieniędzmi nie s**m, a na kupno drugiej bym musiał zbierać kolejne kilka miesięcy i na chwilę obecną mogę ci odpowiedzieć: nie, nie stać mnie na drugą. Cieszy cie ta odpowiedź?

Jednak należy zauważyć iż flecktarn obecny i II wojenny różni się ot chociażby kolorami "plamek". Wspólne jest to, że są to takie plamki... Tu masz link do artykułu o kamuflażu II wojennym: $3 (nie odpowiadam za treści zawarte na stronie) i porównaj do współczesnego flecktarna...

PS. Sory, że trochę nagadałem, ale po prostu miałem zły dzień i wszystko wokół mnie wnerwia i może doprowadzić mnie do szału...
Promant 08.05.2008, h. 21:54 Promant
Kolego, bez obrazy, ale nadal chyba nie chwytasz, a Kamil podał Ci cynk: skąd co się wzięło.
Nikt nie twierdzi, że współczesny flecktarn i drugowojenny dąb czy platan, albo bliżej: grochy - to jest to samo. Ale flecktarn jest wynikiem tamtych doświadczeń i w uproszczeniu rzecz biorąc: nowoczesną wersją.
Naprawdę poczytaj zanim się całkiem ośmieszysz.
Na forum przyznałeś, że reenactingiem zajmujesz się rok, ale zachowujesz się jakbyś rozumy pozjadał i polemizujesz z ludźmi, którzy siedzą w tym od lat, a na dodatek sami stworzyli swoją GRH.
Twierdzisz, że w asg nie będziesz biegał w drogiej kurtce do reenactingu, a jednocześnie deprecjonujesz ludzi za stylizację.
My przynajmniej z sukcesem łączymy jedno z drugim, a skoro sam nie spróbowałeś i nie wiesz jaki jest efekt, to cóż...no comments
Damissimo 08.05.2008, h. 22:24 Damissimo
Twierdzę, że nie będę biegał w mundurze do reenactingu na ASG, bo na ASG mam mundur BW i nie mam zamiaru łączyć ASG z reenactingiem i dobrze jest mi z tym...

No właśnie, reenactingiem zajmuję się od roku (dokładnie roku i 7 dni), z tym, że w temacie II wojny siedzę od dawna, umundurowanie kompletuję od dwóch... Moje zainteresowanie II wojną nie zaczęło się z tym jak zacząłem uczesniczyć w "reko"... To wydaje się raczej logiczne, chociaż sam znam dużo osób które zajmują się reko i niewiedzą kiedy się zaczęła, a kiedy skończyła II wojna światowa, ale to pomijam...

A pozatem, wcześniejsze komentarze to są wypowiedzi po niezwykle złym dniu, więc poprostu byłem nieco, delikatnie mówiąc zły, jak zobaczyłem ludzi którzy mają do munduru niemieckiego założone spodnie BW. Ale już trochę ochłonąłem i nie będę krytykował, ani się sprzeczał z nikim z powodu tego tematu... Rozumiem jakie trudne są i będą początki połączenia ASG z reenactingiem (bo narazie jest to połączenie dosyć nowe w Polsce) i jeszcze bardzo dużo czasu minie zanim uczestnicy będą umundurowani mniej więcej na poziomie droższych rekonstrukcji historycznych. Sam pamiętam początki GRH, do którego potem sam się przyłączyłem (a istnieje od bodajże 3 lat).

Życzę jak najszybszego umundurowania tych gorzej umundurowanych i pozdrawiam wszytskich "Aesgejowców", jak to mówi mój znajomy...

PS. Świetne jest to zdjęcie tych dwóch amerykaninów na śniegu...
Szwagier33 09.05.2008, h. 13:22 Szwagier33
Nigdy nie zrozumiem Polaka, który (nawet dla zabawy) ubiera niemiecki czy radziecki mundur. Po prostu w głowie mi się to nie mieści.
Damissimo 09.05.2008, h. 16:31 Damissimo
"Nigdy nie zrozumiem Polaka, który (nawet dla zabawy) ubiera niemiecki czy radziecki mundur. Po prostu w głowie mi się to nie mieści."

Powiem tak, bez tych co odtwarzają (stylizują się) na tych "drugich" to nie miało by sensu bawienie się nawet w polaków, bo z kim by walczyli?

A pozatem, dużo osób nie może zrozumieć jak można bawić się w wojnę (chodzi o ASG), to jest coś takiego jak ty nie możesz zrozumieć jak można się mundurować na niemca czy ruska...
Szwagier33 09.05.2008, h. 17:20 Szwagier33
Nie potępiam tego, nie chce nikogo obrażać. Ja po prostu nie rozumiem jak można żyjąc w Polsce czerpać przyjemność z przebierania się za żołnierza Armii Czerwonej.
Uber_Soldat 09.05.2008, h. 20:58 Uber_Soldat
@Szwagier33 - widzisz jednak można
Wszystko zależy od podejścia i dobrego smaku, bo rozumiem to kiedy przebieramy się za ww postacie, staramy oddtworzyć jak najdokładniej zachowanie, a nawet mowę itp itd. Co innego kiedy taki "zapaleniec" ubierze mundur niemiecki i będzie paradował sobie po ulicach z ręką w górze i wiadomym słowem na ustach (patrz. afera w Cisnej)

Pozdro.
Promant 09.05.2008, h. 22:37 Promant
Mylisz dwie sprawy kolego Szwagier. Na jakiej podstawie sądzisz, że przyjemność czerpie się z ubrania munduru? Dla mnie nie ma znaczenia ani mundur ani insygnia czy obszycia.
Przyjemność czerpie się z odtwarzania wydarzeń historycznych, bitew itp Z możliwości udziału w takiej, wprawdzie, namiastce, ale jednak także przygodzie historycznej.
Wiele osób myli prawdę historyczną i poglądy polityczne czy światopogląd ze zwykłym zamiłowaniem do historii, militariów; zainteresowaniami WWII itd.

Ja z kolei nie rozumiem po co na siłę szukać drugiego dna i starać się nadać czemuś wydźwięk negatywny kiedy takiego w rzeczywistości nie ma.
W filmach czy sztukach teatralnych też powinni pokazywać tylko bohaterskich aliantów, a aktorzy którzy grają np Niemców to na bank muszą być naziści? I co później?
Jak Olbrychski z szabelką na fotografie z filmów?

Jak mi wyjdzie koleś z hitlerowskim pozdrowieniem i zacznie głosić narodowy socjalizm to mu pierwszy dam w mordę, zaostrzoną saperką.
Ale nie mylcie różnych spraw tam gdzie mowa tylko o historycznym hobby.

I proszę: odpuśćcie tu sobie komentarze tego typu: polityka nas tu nie interesuje, nacjonalizmy czy inne izmy również.
KamilM 10.05.2008, h. 01:54 KamilM
Kolego Damissimo bardzo mnie cieszy twoje zapewnienie iż nie odpowiadasz za treści zawarte na podanej stronie. Jest mi ona znana od dawna i przyznam, że zawiera błędy merytoryczne, co kwalifikuje ją raczej jako poradnik dla miłośników stylizacji niż reenactingu.

Aby do końca naświetlić temat pochodzenia, genezy oraz ogólnej typologii kamuflażu flectarn proponuje zapozanie się z poniższym linkiem
$3
nie wyczerpuje on oczywiście tematu, jednak chyba w wystarczający sposób obrazuje przedmiot dyskusji.

Twoja odpowiedź na temat kurtki mnie nie cieszy. Niestety ku memu rozczarowaniu na własne życzenie stajesz sie ofiarą syndromu chodzącego wieszaka. Na rekonstrukcji tacy ludzie dbają o mundur /i boją sie np. przewrócić w błoto/, w realu wiadomo jak by było. Walnąłbyś się na glebę i tulił do matki ziemi nie licząc się z błotem, gałęziami i co najważniejsze z mundurem. Wiem ciut odbiegam, o tym było w "Reenacting a airsoft" ale nie mogę nie zwrócić uwagi na fakt, iż wypracowujesz w sobie niewłaściwe odruchy, co w dalszym ujęciu będzie miało wpływ na poziom twojej własnej rekonstrukcji.

Propozycja abym szukał w wikipedii co to jest reenacting wydaje mi się ciut nie na miejscu. Jak dociągniesz w swoich doświadczeniach z tym hobby do 10-ciu lat, nie ograniczając go przy okazji tylko i jedynie do okresu II wojny światowej oraz jednej nacji wówczas będziemy mogli porozmawiać o tym czym w ogóle jest rekonstrukcja i jakie są jej odcienie.

I ostatnia rada; jeżeli masz złe dni to nie siadaj do kompa, bo złe dni mijają, a to co wtedy wypisujesz niestety zostaje.

Pozdrawiam
Damissimo 10.05.2008, h. 10:02 Damissimo
"Na rekonstrukcji tacy ludzie dbają o mundur /i boją sie np. przewrócić w błoto/, w realu wiadomo jak by było. Walnąłbyś się na glebę i tulił do matki ziemi nie licząc się z błotem, gałęziami i co najważniejsze z mundurem."

Tylko, że błoto sprać można i z tego munduru który posiadam nie jest wcale trudno. Gorzej jak leżą na glebie jakieś ostre rzeczy (nie mam przykładu jakie) przez które mundur może się zniszczyć, wtedy niestety muszę tak uważać i rzeczywiście często może to wyglądać bardzo nierealistycznie, chociaż mam ładownice które pierwsze ulegną zniszczeniu, a któych mi tak bardzo nie szkoda jak munduru.

Ale najczęściej na rekonstrukcje wybierany jest taki teran, że takowych ostrych przedmiotów nie ma, są to najczęściej pola. Rzadziej na rekonstrukcje są wybierane tereny zabudowane, lasy w których o zniszczenie munduru łatwo, a jak już są takowe wybrane, to najczęściej są to rekonstrukcje walk partyzanckich, a munduru partyzanckiego mi nie jest szkoda (kosztował ok. 50 zł w najbliższym lumpexie plus ładownice niemieckie, które troche kosztowały, ale i tak rzadko ich używam).

Niestety, mnie nie stać na nowy mundur więc muszę na niego uważać, chociaż też z tym nie przesadzać. Staram się więc jak najrealistyczniej udawać wlakę, panikę, ostrzał, krycie się przed strzałami i śmierć, przy okazji nie uszkadzając munduru.
Promant 10.05.2008, h. 12:37 Promant
ASGKebab 11.05.2008, h. 08:11 ASGKebab
PO PROSTU ZAJEBIOZA!
KamilM 13.05.2008, h. 08:50 KamilM
Damissimo, skoro już tak rozmawiamy o wyglądzie mundurów to ciut rozwinę temat.

Wiele grup rekonstrukcyjnych nawet tych ze sporym stażem, tak odtwarzających II wojnę światową jak i inne okresy historyczne powiela ten sam błąd. Jest nim nadmierna dbałość o odzież /nie piszę mundur, bo średniowieczni rekonstruktorzy mundurów nie noszą a ich ten problem również dotyczy/.
Jak poświęcisz kilka godzin na wnikliwą analizę dokumentacji zdjęciowej z działań wojennych /nie z obozu szkoleniowego czy występów artystycznych/ to zauważysz, że nie tylko żołnierze, ale również mundury i oporządzenie są porządnie styrane. Dobrze zawsze wygląda tylko jedno - broń. Same mundury są podarte i pocerowane, ze śladami przestrzelin, plamami krwi, potu i Bóg wie czego jeszcze. W tym układzie przeciętny rekonstruktor jawi się jak aktor wycięty z hollywodzkiej produkcji lat 60-tych wymuskany, lekko zakurzony, w nowiutkim oporządzeniu i mundurku, bez śladów normalnego "bojowego" użytkowania.
Na szczęście są grupy, które patrzą na to jak należy. W tych grupach mundury poddawane są dodatkowej obróbce "upiększającej". Przy tej okazji nabywają ślady przestrzelin, są rozrywane, cerowane, wycierane, plamione są krwią, smarami, błotem oraz potem. Dwoma ostatnimi najrzadziej bo odpowiedniej "lekkiej" charakteryzacji dokonuje się zawsze przed samą imprezą.
Dopiero tak przygotowane mundury oraz oporządzenie wygląda podczas inscenizacji oraz na zdjęciach jak żywcem przeniesione z pola walki.
Na zakończenie dodam, że nawet niekompletnie odziana osoba w znoszonym, brudnym mundurze i oporządzeniu poddana tylko stylizacji wygląda o niebo lepiej od "manekina ze sklepu z mundurami do rekonstrukcji historycznej".

Zmień swoje podejście i wygląd zewnętrzny, dołącz do wąskiego i raczej elitarnego grona rekonstruktorów wyglądających jak na polu walki, nie jak na defiladzie lub filmie z lat 60-tych.

Ps. dwóch na śniegu ma na sobie M43, żebyś ty widział jak znoszone są te mundury /ale to w końcu "Ardeny" co nie/

Pozdrawiam
ASGKebab 14.05.2008, h. 14:01 ASGKebab
KamilM twoja grupa zajmuje sie takze poza rekonstrukcja ASG? jak tak to mogłbys podac link do Waszej stronki?
Pozdr
KamilM 16.05.2008, h. 08:22 KamilM
Stronka grupy:

$3
mer 17.05.2008, h. 19:21 mer
Prawdę mówiąc, nie ważne jakie czasy to były - jak tylko żołnierz rzuci się na glebę, tak sie mundur brudzi. Mniej lub bardziej - ale na ziemi wyląduje lub musi wylądować niezliczoną ilość razy i koniec końców wygląda jak szmata - ale wygląda "prawdziwie".

pzdr
mer
Lukas42 08.02.2012, h. 22:45 Lukas42
Powstała nowa grupa ASG historycznego odtwarzająca żołnierzy niemieckich z okresu drugiej wojny światowej.
Baner jest linkiem na naszą stronę. Na stronie szczególnie interesująca jest zbrojownia ;)

Przejdź na początek list komentarzy

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany.


Wyświetleń: 40469

Polecamy

Sponsorzy

Action Army (silver sponsor)
Modify (silver sponsor)
Specna Arms (silver sponsor)

Imprezy patronowane

Reklama

Artykuły

Reklama

Wspierają nas

Sklepy:
Gunfire.pl

Współpracujemy


Media:
airsoftnews
equipped
miekkopowietrzni
Przegląd Strzelecki - Arsenał

Lokalne środowiska:
weekend-warriors
kpasg
rus-mil

Wydawnictwa

Nawigacja

Najczęściej poruszane